W dniu znalezienia Kukułki i Kryształki
Liliowy zajął się maluchami przyniesionymi przez jej siostrę. Nie wyglądały najgorzej, chociaż jednej z nich dokuczał katar. Odrobinę kaszlały, ale odrobina ziół powinna to naprawić. Gdy zajęło się kociętami, spojrzało na swoją siostrę.
— Nie uważasz, że w Klanie Wilka… źle się ostatnio dzieje? — szepnęła do jeno, jednocześnie łypiąc podejrzliwie na wyjście z legowiska. — Tak bardzo chciałabym tu coś zmienić, ale… nawet nie wiem, od czego zacząć. Ja już nie wiem, komu powinnam ufać, a komu nie — kontynuowała ściszonym głosem, patrząc na brata ze smutkiem w oczach. Potem przeniosła wzrok na dwójkę kociąt. — Boję się, że te dzieci skończą tak samo, jak Zaćmiony Horyzont i Mglisty Sen i w ogóle to… nie wiem, czy jest jakiś sens kontynuować… — umilkła, po czym pokręciła głową. — Zresztą, nieważne.
Wtem do legowiska weszła Barczatkowy Świt oraz Cisowe Tchnienie. Koper westchnęło cicho i skinęła kotce ogonem na pożegnanie.
Ostatnie zgromadzenie
Roztargniony wyszło z obozu, idąc wraz z Cisowym Tchnieniem i Chudym Grzbietem. Gdy dotarli na zgromadzenie, usiadło niedaleko skały, co jakiś czas rozmawiając z resztą medyków Klanu Wilka. Po jakimś czasie westchnęło, przeciągając się odrobinę. Zmrużyło lekko oczy i rozejrzało się dookoła, szukając interesującego pyska. I wreszcie znalazło. Miało dziwne wrażenie, że skądś kojarzyło tę kotkę. Podeszło do niej i kiwnęło lekko głową.
— Dobry wieczór...Klifiaczko — mruknęło niezbyt głośno. — Jak cię zwą? — zapytało, cały czas zastanawiając się, skąd mogło dokładnie ją kojarzyć.
Pysk był wyjątkowo znajomy, miało to na końcu języka. Nagle otworzyło nieco szerzej oczy.
— Czekaj...! Zaćmiony Horyzont? — miauknęło dosyć cicho zaskoczone.
Ciało kotki było pokryte bliznami. Trochę się zmieniła od czasu, gdy widziało ją po raz ostatni.
— Nie wiem, o kim mówisz, jestem Rozżarzona Pieśń — powiedziała, spinając lekko mięśnie w swoim ciele.
Koper widziało zakłopotanie kotki i samo spojrzało w bok niepewne. Wiedziało, że to ona, ale najwyraźniej musiało podejść do tego inaczej.
— Rozżarzona Pieśń? Rozumiem — miauknęła spokojnie, łagodnie się uśmiechając. — Uhh... Przepraszam. Ja... Brukselka się o ciebie martwiła. Ja z resztą też — szepnęło cicho. — Cieszę się, że jesteś bezpieczna — mówiło spokojnie, chociaż nadal nie było pewne czy w jakiś sposób jej nie wystraszy.
Było nawet bardziej pewne że to ona. Może kiedyś nie miało najlepszych kontaktów z siostrą, ale starało się czasem zajrzeć do żłobka, aby sprawdzić stan kociąt. Poza tym ich relacje już się poprawiły.
— Czemu uciekłaś? Czułaś się źle w Klanie Wilka, prawda...? — mruknęło bardzo cicho. — Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz…
— Roztargniony Koperku, proszę nie tutaj... Odpowiem na wszystkie pytania, jednak nie przy innych Wilczakach... Chciałabym teraz jedynie wiedzieć, czy Bruskelkowa Zadra ma się dobrze. Jak odpowiesz, to udawaj, że mnie nie znasz z Klanu Wilka... To dla mnie ważne — wyjaśniła, prosząc starszego kocura o to, by nie drążył tematu jej przeszłości wśród Wilczaków.
Roztargniony Koperek otrząsnęło się lekko.
— Jasne, wybacz. Brukselkowa Zadra ma się dobrze. Znalazła też dwójkę kociąt... — miauknęło cicho. — Jak się czujesz Rozżarzona Pieśnio? Czy Klan Klifu traktuje cię dobrze? A może nawet i lepiej... — miauknęło dosyć cicho, ale zaraz pokręciło główką. — Nie jestem pewne czy powinni widzieć naszą dwójkę razem. W końcu nie chcesz być rozpoznana.
— Spokojnie, raczej mało kto mnie pamięta. Chyba. A co do Klanu Klifu to początkowo było bardzo dobrze, nawet jeśli czułam bijącą niechęć do mnie od innych. Potem zostałam wojowniczką i czułam się jak we właściwym miejscu, lecz... — przerwała, ściszając głos z obawy, że jakiś Klifiak w pobliżu ich usłyszy.
— A-Ah możliwe — miauknęło, liżąc się nerwowo po piersi.
— Lśniąca Gwiazda od jakiegoś czasu wprowadza tytuły dla zasłużonych wojowników, którzy otrzymują jednocześnie przywileje. Mam wrażenie, że obawia się jakichś spisków pod własnym nosem, dlatego wyznacza pewne koty, by miała oczy i uszy szeroko otwarte, aby później mu o wszystkim mówić w razie czego. Zamiast czuć się bezpiecznie to mam wrażenie bycia obserwowaną i szpiegowaną niemal non stop.
Słuchało słów kotki i zjeżyło lekko futro, słysząc informacje o Lśniącej Gwieździe.
— Czyli macie coś w rodzaju szpiegów w klanie? To trochę smutne. Czyżby nie lubili Lśniącej Gwiazdy? A może właśnie teraz będą próbowali dotrzeć do jego łask... — mruczało cicho pod nosem. — I tak jestem asystentem medyka. Mnie te informacje niepotrzebne. Planujesz coś? — zapytało cicho.
— Nie wiem. Może obawia się kolejnych odejść z klanu. Ostatnio zniknęła wojowniczka oraz sama zastępczyni klanu. Jestem w stanie zrozumieć takie obawy, ale według mnie to już trochę przesada... Nie jestem pewna czy nadal pozostanę w Klanie Klifu, jeśli wszystko będzie zmierzać w takim, a nie innym kierunku. Odeszłam od rodziny, wybierając własne dobro i ucieczkę od możliwej kontroli przez innych, a teraz znowu to samo…
— Tylko do Klanu Wilka już raczej nie wracaj. Wątpię, że Zalotna Gwiazda przyjmie cię z otwartymi ramionami... — westchnęło. — Jeśli uważasz że gdzie indziej będzie ci lepiej, to nawet się nie zastanawiaj. Tylko...bądź bezpieczna, dobrze? — uśmiechnęło się leciutko.
— O ile jeszcze pamięta pojedynczego kota, który odszedł. I spokojnie Roztargniony Koperku, będę uważać. Lepiej powiedz, jak tam w klanie, bo pewnie trochę się zmieniło — odparła, mówiąc ostatnie zdanie nieco głośniej niż wcześniej.
— Przybyło do nas dużo kotów. Oh i miałom ucznia! Ten...wariat. Chudy Grzbiet. Właściwie jest moim synem — wymruczało, chichocząc cicho. — Kilka może kilkanaście księżyców temu na naszych terenach widziano Potwory i obalone drzewa... Teraz wydaje mi się, że jest dobrze. Sprawa chyba trochę ucichła — miauczało nadal dosyć cicho. — Klan Wilka jest jak zwykle...nietypowy
— Rozumiem. Wspominałoś wcześniej coś o jakiś znajdkach, które znalazła Bruskelkowa Zadra, są może na zgromadzeniu? Czemu w ogóle jej nie widuje?
— Są. Obie z nich — odparło. — Właściwie nie wiem czemu... Zalotna Gwiazda od wielu zgromadzeń nie chciała zabierać jej na zgromadzenia. Ciekawe z jakiego powodu? — zamyśliło się przez chwilę, ale pokręciło główką. — Może kiedyś poznasz którąś z młodszych znalezionych sióstr — mruknęło, przerywając na chwilę wypowiedź. — Wiesz może co z Mglistym Snem?
— Może. Mam nadzieję, że spotkam ją może na granicy... Tak dawno jej nie widziałam. A ze Snem to nie mam bladego pojęcia, co się dzieje.
— Liczę na wasze spotkanie. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiła... Dobrze widzieć cię całą i zdrową. Oby on był również bezpieczny. Ciekawe, może też tutaj jest...? — miauknęło. — Muszę już raczej iść. Cisowe Tchnienie chyba wydaje się trochę zbyt szczęśliwa, będąc sama — parsknęło cicho i odeszło.
Rozżarzona Pieśń skinęła głową.
— Że też Cis jeszcze dycha, tyle księżyców minęło, a ona nadal medyczka — mruknęła pod nosem, co dotarło jeszcze do uszu Kopra.
Uśmiechnęło się lekko.
“Faktycznie. Mam szczęście, że Cisowe Tchnienie tak długo żyje” pomyślało.
Księżyc temu
Od zgromadzenia minęło już trochę czasu, jednak Koper nadal nie miało dobrej okazji na rozmowę ze swoją siostrą.
Chciało już zacząć szukać Zadry, jednak przeszkodził jeno w tym Krucze Pióro. Koper uniosło brwi sceptycznie nastawiona do tego spotkania. Nie od dziś było wiadomo, że kocur nie był fanem medyków.
— Chyba mam infekcję rany na grzbiecie — mruknął w końcu, gdy już zdecydował się przestać posyłać wrogie spojrzenia Koprowi.
Liliowy skrzywił się, jednak przygotował okład dla kocura.
— Nie ma za co — mruknęło chłodno kocurowi na odchodne.
“Może i jest zastępcą, ale nie sądzę, aby to dawało mu prawo do zachowania się w taki sposób…” pomyślało, jeżąc lekko futerko. Zaraz po Kruczym Piórze ujrzało także nowy nabytek Klanu Wilka. Dziki Berberys, wygnaniec Klanu Burzy. Koper nie do końca znało jego sytuację, ale nie przepadało za nim. Nie rozmawiali zbyt wiele, dlatego Berberys szybko wyszedł z legowiska medyków. Koper odetchnęło cicho i wychyliło łebek na obóz. Widząc swoją siostrę, podeszło, witając się z nią skinięciem głowy.
— Brukselkowa Zadro czy mogłabyś pomóc mi w szukaniu ziół? Może porozmawiamy…? — zasugerowało ostrożnie z łagodnym uśmiechem.
<Brukselko?>
Wyleczeni: Krucze Pióro, Dziki Berberys
Dziękuję za wyleczenie Dzikiego Berberysa!💓
OdpowiedzUsuń