Przeszłość
Ognikowa Słota nie potrzebowała długo się namyślać, żeby dojść do jedynego słusznego wniosku. Zastrzygła wąsami, zakładając łapę na łapę i patrząc na szylkretkę wymownie. Nawet jeśli w przeszłości występowało pomiędzy nimi wiele rywalizacji, z czego wiele z nich miało miejsce nawet w obecnych czasach, mistrzyni nie zamierzała dopuścić do tego, żeby byle kot i to w dodatku słaby, tak mocno wpływał na sposób myślenia jej siostrzyczki. Długo pracowały nad tym, żeby zmieniła się chociaż odrobinę. Prychnęła, czując, jak narasta w niej gniew. Dlaczego musiała się nawet nad tym zastanawiać?
— Oczywiście, że jego. Mógł się przykładać bardziej, wtedy jego słabe ciało może przyzwyczaiłoby się do tej zmiany i nie chrupałyby mu kości przy pierwszej lepszej okazji. Nie zasługiwał na tak wspaniałą mentorkę, jak ty — powiedziała pewnie, a Nadciągający Pomrok słuchała dalej. — Nasza matka zna nas jak nikt inny. Dostrzegła w nas ogromny potencjał, przez wszystkie te księżyce, dlatego też to my zostaliśmy wyróżnieni. Powierzyła nam niezwykle istotną rolę, o której wielu marzyło od zawsze, ale byli niewystarczający. Gdyby narodził się w naszych szeregach porządny kociak… z pewnością to ty byś go szkoliła. Myślę, że pobratymcy powinni cię szanować niezależnie od tego, ile uczniów wyszkoliłaś, a za to, ile robisz dla klanu każdego dnia. Nikt nie zasługuje na te rangi bardziej niż my.
Kremuska spuściła wzrok na uderzenie serca, poruszając nieznacznie ogonem. Wiatr zaczął lekko targać jej futrem, ale nie wyglądała na szczególnie tkniętą tym faktem.
— Może masz rację.
Oczywiście, że ją miała. Nigdy się nie myliła. Tak, jak Zalotna Gwiazda.
***
Słońce pięło się w górę, a obóz tętnił życiem. Poranna rosa osadziła się na wysoko pnącej się trawie, korzystającej z ciepłych promieni słonecznych. Spieszących się do wykonania swoich obowiązków wojowników było wiele, a jeszcze więcej było takich, którzy niedawno się przebudzili i nie zdążyli uzyskać nic do roboty od żadnego z zastępców. Ognikowa Słota pilnowała dwójki kociąt, które zostały im podarowane przez Klan Nocy, w ramach wzmocnienia sojuszu między nimi. Mistrzyni wiedziała, że ta dwójka będzie musiała spędzić w żłobku więcej czasu, niż kocięta, które przyszły na świat w Klanie Wilka. Były one zbyt długo wśród Nocniaków, a kto wie? Może rybojady wpłynęli na to, w co maluchy mogły obecnie wierzyć? Musiała dokładnie im się przyjrzeć, a gdy przyjdzie czas… złożyć raport swojej siostrzyczce, czy się nadawali. Patrząc po ich obecnych budowach i słodkich charakterkach, nie widziała w tym wielkiej nadziei, przynajmniej do tej pory. Może chociaż wyrosną na lojalnych wojowników, byle żeby nie szerzyli herezji wśród przyszłego pokolenia.
Poczuła, jak ktoś ciągnie ją lekko za futro na ogonie, którym do tej pory obijała o podłoże w zamyśleniu. Uniosła go ku górze w momencie, gdy mała Bryzka puściła się dwukolorowej kity i uskoczyła w bok, kiedy o mało co nie dostała puchatą końcówką w głowę. Mistrzyni obróciła łeb, uśmiechając się do niebieskiej przebiegle. Kremuska, zauważywszy to, z radosnym okrzykiem rzuciła się w ucieczkę, próbując jak najszybciej dotrzeć do ściany legowiska. Zabawna była. Zawsze spędzała bardzo dużo czasu na przyglądaniu się temu, co robili pobratymcy dookoła. Jeszcze więcej czasu poświęcała na trajkotanie z resztą kociaków.
Zalotna Gwiazda wskoczyła na pień, z którego wygłaszała przemowy i przeprowadzała mianowania. Kawałek drzewa pokryte było niezliczonymi śladami pazurów poprzednich przywódców, którzy, tak jak ona, z tego właśnie miejsca przemawiali do kotów. Tego dnia nie było inaczej – jej donośny głos poniósł się po azylu i już parę uderzeń serca później przed nią zebrali się wszyscy Wilczacy. Ognikowa Słota wyłoniła się ze żłobka, a następnie usadowiła się wygodnie na przodzie, spoglądając na trójkę swoich kociąt. Futra mieli nieco potargane, aczkolwiek oprócz tego nie stało się im nic złego, tak naprawdę. Co do jednego przeżyli test w lesie. Mistrzyni poruszyła ogonem, gdy nieopodal dostrzegła Nadciągający Pomrok. Rudaska pamiętała chwilowy kryzys kremuski, kiedy to zwierzyła jej się, że jej jedyny uczeń był słaby i przeszedł na jedyną właściwą dla niego ścieżkę – medyka, ponieważ szkolenie wojownika było dla niego zbyt wielkim obciążeniem. Ognikowa Słota od początku wiedziała, że koty jego pokroju nigdy nie będą w stanie przykładać się klanowi tak porządnie, jak powinni. Cudem został w ich szeregach, razem z Grubą Rybą, który nawet doczekał się swojego mianowania na wojownika. Oby tylko wiedział, co robi z tymi ziołami. Wróciła myślami na właściwy tor, czyli mianowanie jej dzieci.
Ceremonia przebiegła bardzo sprawnie, a skandowanie nowych imion jej potomstwa niosło się donośnym echem po obozie. Mistrzyni również wołała ich imiona z nadzieją, że nie zawiodą swojej rodziny, nigdy.
Gdy Nadciągający Pomrok odeszła na bok ze swoim nowym uczniem, Koszmarną Łapą, Ognikowa Słota uśmiechnęła się delikatnie. Oprócz tego Zamroczka szkoliła się od dzisiaj pod okiem Cętkowanego Tęgosza, a Iglak pod okiem jej ukochanej, Kocimiętkowego Wiru. Ruda wetknęła łeb do żłobka z powrotem, Pyza wraz z Bzyczkiem bawili się w najlepsze, okładając siebie lekko łapkami i udając wielkich wojowników. Końcówka jej ogona zniknęła w wejściu. Musiała zadbać o to, żeby do snu tuliły ich odpowiednie historie, a umysły śniły jedynie o właściwej ścieżce.
***
Teraźniejszość
Cykoriowy Cykor uciekła z klanu, razem z tym zdrajcą, Wilgową Goryczą. Słota wiedziała, że od zawsze było z nim coś nie tak, matka miała rację, dbając o to, żeby mistrzyni nie trzymała się blisko ich rodziny… rodzina zdrajców. Został wysłany za nimi patrol, aczkolwiek niczego nie znaleźli, a ostatnim, kto rozmawiał z czekoladową, była Wąsatkowy Ruczaj. Ognikowa Słota uważała tę zmianę za korzystną; Klan Wilka nie potrzebował słabych ogniw w swoich szeregach, były to aż dwa bezużyteczne pyski mniej do wykarmienia. Na ich miejsce pojawiły się zaś dwoje kociąt, z których starsza była niezwykle zadowolona, mianowicie Bryzka i Skowronek. Nocny Śpiewak musiał potraktować ich rozmowę tyle księżyców temu na poważnie, ponieważ przekonał Pszczeli Rój do urodzenia jego kociąt. Ruda wiedziała, że wychowa je odpowiednio z jej pomocą. Podobało jej się, gdy koty brały sobie jej słowa do serca. To ją utwierdziło jedynie w przekonaniu, że przynajmniej on, z całego jego miotu, był najrozsądniejszy i najlepszy. Chudy Grzbiet został asystentem medyka, każdego dnia dziwiąc ją, że nadal żył i nie padł z głodu. Żebra wystawały mu tak bardzo, że dało się policzyć każdą kość. Potrząsnęła głową. Nie było sensu zaprzątać sobie tym głowy. Najważniejsze, że Klan Wilka rósł w siłę.
Zauważywszy ruch w wejściu do obozu, pręguska zbliżyła się nieco i gdy dostrzegła, że właśnie jej siostra wróciła z treningu z Koszmarną Łapą, postanowiła z nią porozmawiać. W końcu pogoda im sprzyjała, a w dodatku nie sądziła, by kotka jej odmówiła. Dlatego też pewnym krokiem i z ogonem uniesionym wysoko zaczepiła ją w centrum. Chciała przejść się z nią na spacer – miała świadomość o grasujących psach oraz zwiększonej ilości Dwunożnych na ich terenach, dlatego musiały uważać. A rozprostowanie łap, po sześciu księżycach przesiadywania w kociarni dobrze jej zrobi.
Gdy znalazły się poza obozem, leśna ściółka uginała się pod łapami dwójki i szeleściła cicho, przeganiając owady spod ich poduszek. Niebo zabarwione było przez dwa kolory, różowy wymieszany z czystym błękitem, a wraz z nim masa ciemniejszych chmur. Jerzyki wzbijały się w powietrze, trzepocząc skrzydłami pospiesznie nad ogołoconym z drzew terenem. Spojrzała nieznacznie na kremuskę, gdy zatrzymały się wreszcie i usadowiły wygodnie. Wilczaczka miała pewność, że nikogo nie było nieopodal. Niczego nie czuła, a w dodatku w tym miejscu ciężko byłoby się komuś skryć tak, żeby go nie widziały. Przed ich oczami malowało się ogromne skrzydło Dwunożnych, w tym miejscu Ognikowa Słota lubiła polować na króliki i okazyjnie zające, jeśli wybierała się w grupce wystarczająco dużej. Poruszyła ogonem, który opadł uderzenie serca później.
— Jak radzi sobie Koszmarna Łapa? — zapytała, chcąc od czegoś rozpocząć ich konwersacje. Może Nadciągającemu Pomrokowi wreszcie przydzielono kota, który rzeczywiście chciał się uczyć? Może siostra już nie będzie czuła się pokrzywdzona, a spełniona.
<Czy kogoś ci polecić, siostrzyczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz