Przeszłość
— Śmiesznie pachniesz. Boli mnie łapa — burknęła, siadając na ziemi przed kotką. — Co to zielarz? — zapytała w końcu.
Ledwo mianowana kotka, nawet nie zdążyła spytać o możliwą przyczynę bólu, kiedy to młódka zapytała, kim tak właściwie jest kot, którym od dzisiaj ona była.
— Zielarz pomaga szamanowi i uzdrowicielowi. Wraz z szamanem odprawia różne ceremonie związane z naszą wiarę we Wszechmatkę, z uzdrowicielem pomaga chorym, głównie poprzez zbieranie ziół dla potrzebujących Owocniaków — wyjaśniła z lekkim uśmiechem.
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Obecnie, przed opuszczeniem obozu przez Wiciokrzewa
Czy Mistral zdążyła już nie raz ponarzekać na ilość chorych? Owszem, lecz najwidoczniej to wciąż było za mało, gdyż na widok Śnienia, który powstrzymywał się od odruchów wymiotnych, od razu zaczęła coś mruczeć pod nosem. Zapewne na ponowne uszczuplenie zapasów, które niedawno uzupełniała, a może na głupotę Owocniaków. Pewność miała jedynie sama kotka, a ona raczej z byle kim się nie podzieli swoim raczej dość krytycznym zdaniem.
W teorii mogłaby zajrzeć do Wiciokrzewu, lecz nie chciała zbytnio kocura nękać, zdając sobie sprawę, że wcześniej robiła to wręcz obsesyjnie, jakby bała się go zostawić bez swojej opieki. Teraz starała się przychodzić raz na dwa, trzy dni, przy okazji doglądając też innych starszych — może to nie zmieni wrażenia, które bardzo szybko zbudowała, lecz zawsze warto spróbować. Może dzięki temu pozostała część starszyzny również zechce podzielić się z nią własnymi zmartwieniami, przemyśleniami. Nawet jeśli swoich już trochę miała, szczególnie w ostatnich dniach, gdy w końcu zaczęła dochodzić do siebie po pojedynczych przypadkach halucynacji, będących wynikiem nieleczonej bezsenności, która pojawiła się u niej w poprzednim sezonie. Zachowała się nieco, jak Gołąbek, który pozwolił na to, by z niewielkiej rany na łapie powstała infekcja, zagrażająca zdrowiu. Byli siebie warci.
Kiedy tylko podała buremu zioła przeciwwymiotne, opuściła dziuple z zamiarem wzięcia dla Purchawki i Gołąbka czegoś do zjedzenia. Zdecydowanie dużym plusem było to, że stos ze zwierzyną mieścił się tuż obok drzewa, które zajmowali, dzięki czemu zielarka nie musiała jakoś bardzo się oddalać.
Właśnie miała sięgać po piszczkę, gdy wśród zdobyczy dostrzegła coś, co spowodowało, że zamarła w połowie ruchu. Pomiędzy ciepłymi ciałami ofiar polujących Owocniaków znajdowało się zwierzę, które nigdy nie powinno być martwe, ani tym bardziej trafić na stos. Nie wiedziała jakim cudem młody jerzyk bezwładnie spoczywał pomiędzy nornicami, ryjówkami i innymi zwierzynami łownymi. Przecież dla wszystkich wierzących we Wszechmatkę ptaki, szczególnie jerzyki i jaskółki, były święte! Kto mógł…! Ach no tak, w końcu w Owocowym Lesie od parunastu księżyców znajdują się dawni samotnicy, którzy chyba wciąż nie mają pojęcia o zwyczajach społeczności, do której dołączyli.
Zdenerwowana, trzepnęła końcówką ogona i delikatnie sięgnęła po ptaka. Nie miała zamiaru go tak zostawić, szczególnie źle mogłoby się to skończyć, gdyby jakiś wyjątkowo zagorzały wyznawca ją znalazł lub Purchawka. To mogłoby się źle skończyć. Może i szamanka ma dużo cierpliwości, leczw tej sprawie raczej szybko, by ją straciła. Nerwowo rozejrzała się, chcąc mieć pewność, że nikt jej nie nakryje ze świętym lotnikiem w pysku, po czym szybko czmychnęła z obozu. Nie oddaliła się daleko, a jedynie na tyle, by mieć pewność, że nikt ciekawski jej nie ujrzy.
Odłożyła delikatnie jerzyka, by następnie zacząć kopać niewielki dołek. Wszystko szło sprawnie, dopóki nie usłyszała głosu za sobą, akurat w momencie, gdy rozpoczynała przysypywanie ziemią biednego lotnika:
— Co tu robisz? — spytała Mordor, widocznie zaciekawiona poczynaniem Mistral.
— Ja… cóż… nic takiego — odparła, starając się dyskretnie dokończyć pochówek.
<Mordor, ile widziałaś?>
Wyleczeni: Śnienie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz