Przeszłość
Po ostatniej rozmowie o rządach Króliczej Gwiazdy Dziki Berberys nie zawracał już głowy starszemu wojownikowi. Czarny skrycie odetchnął z ulgą, że nie jest już męczony przez innych lub ciągnięty za język do wypowiedzenia się na temat czegoś, co przez długi czas nie miało dla niego znaczenia. A nawet jeśli to teraz nie miał zbytnio, kiedy się tym przejmować — Królicza Prawda został przyjęty do klanu, więc mogli o wiele więcej czasu spędzać razem. Może i mogło to wzbudzać pewne podejrzenia u innych Burzaków, lecz Poczciwy Szakłak miał ich zdanie gdzieś — w końcu jego życie zaczynało się powoli układać, a na horyzoncie nie wisiało widmo jakiś ekscesji, które znowu by doprowadziły go do stanu, gdzie ledwo wychodził z legowiska.
Właśnie był w trakcie rozmowy z kremowym kocurem, gdy Cyklonowe Oko wraz z resztą patrolu wyczekiwali na dołączenie dawnego Klifiaka. Zielonooki z lekkim uśmiechem obserwował, jak pręgowany się oddala, a następnie opuszcza obóz. Wojownik jeszcze przez chwilę siedział na polanie, dopóki w zasięgu jego wzroku nie pojawił się biało rudy młodzieniec, który po paru uderzeniach serca już stał przed nim, zagradzając drogę. Ciało solida mimowolnie się spięło, jakby gotowe do ucieczki, gdyby Berberys postanowił nadal kontynuować temat ich dawnej rozmowy.
— Dzień dobry, Poczciwy Szakłaku, mam do Ciebie kilka pytań. Wiem, że ostatnia nasza rozmowa nie przebiegła najlepiej, jednak teraz nie zamierzam Ciebie tym męczyć.
Kocur od razu rozluźnił się na te słowa, lecz w jego głowie od razu narodziło się pytanie: czego w takim razie chciał Dziki Berberys?
— Słucham Cię, Dziki Berberysie — mruknął, uznając, że zaryzykuje. Najwyżej i tę rozmowę szybko zakończy.
— Znałeś wcześniej Gasnącą Łapę? Mam wrażenie, że jest z któregoś klanu, bo widziałem go na zgromadzeniach, jednak nie pamiętam, z którego on jest. Wydaje się, że się znacie, bo nawet często rozmawiacie.
— Cóż… — zaczął, zastanawiając się w sumie, ile może powiedzieć. — Jest z Klanu Klifu i tak, znałem wcześniej Gasnącą Łapę. Zdarzyło nam się parę razy rozmawiać, gdy natrafiliśmy na siebie na granicy klanów. — W tym momencie młodszy nieco zmrużył oczy, jakby chcąc zadać kolejne pytania. — Nie Dziki Berberysie, nie zdradzałem klanu, a na granicę z Klifiakami szedłem spotkać się z siostrą, która tam żyje u boku matki i głównie to był temat naszych rozmów wtedy — wyjaśnił, stwierdzając jednak, że mógł się nie zgadzać na tę rozmowę. Nigdy jakoś nie potrafił zrozumieć kotów, które aż nazbyt interesowały się znajomościami innych, czyżby jego życie było aż tak interesujące, że kiedy było widać, ile czasu spędza z Gasnącą Łapą, to każdy będzie chciał wiedzieć, z czego to wynika? Czy nie można przyjąć możliwości, że po prostu szybko odnaleźli wspólny język i dlatego też sporo razem rozmawiają?
✩。:*•.───── ≪ ◦ ❖ ◦ ≫ ─────.•*:。✩
Obecnie
Pora nowych liście na dobre pojawiła się na terenach Klanu Burzy. Było coraz więcej zwierzyny, choć przez wietrzne dni ta łatwiej mogła wyczuć czyhających na nich łowców, mimo to stos w nowym obozie był niemal ciągle urozmaicony, dzięki czemu każdy mógł sobie wybrać odpowiedni kąsek dla siebie. Niedawno jeszcze miało miejsce mianowanie Gasnącej Łapy na wojownika, więc teraz kocury mogły o wiele więcej czasu spędzać razem — oczywiście biorąc pod uwagę fakt, iż młodszy z nich miał ciągle do wytrenowania ucznia. Choć niedługo powinien pomyśleć nad pójściem do Zawodzącej Gwiazdy i poinformowaniem, że Bursztynowa Łapa jest gotowy na zostanie wojownikiem.
Powoli na niebie wspinało się słońce, zbliżając się do momentu swojego szczytowania na błękitnym sklepieniu ponad głowami Burzaków, którzy z różnych powodu opuścili podziemny system korytarzy i jaskiń, do których się przenieśli niedługo przed początkiem ostatniej pory nagich drzew. Zielonooki wojownik czuł, jak promienie Wysokiego Słońca przebijają się przez warstwę chmur i padają prosto na jego ciemny grzbiet. Z kolejnym sezonem kocur zapewne będzie unikał tej konkretnej pory dnia, jeśli ta za niedługo okaże się równie bezlitosna, co zwykle w czasie zielonych liści. Teraz jednak nie miał powodu się tym przejmować, gdyż jeszcze czasu do tego było oraz tuż u jego boku kroczył pewien kremowy wojownik. Szakłak, kiedy tylko spostrzegł Skrzydlatą Płomykówkę w obozie, niemal wybłagał ją o wspólny patrol z Gasnącą Prawdą. Srebrna jedynie jakby w rozbawieniu przewróciła oczami, zgadzając się na prośbę przyjaciela, który po szybkim podziękowaniu ruszył odnaleźć starszego i zabrać go na spacer. Znaczy się oficjalnie patrol, ale w oczach zielonookiego był to po prostu spacer przez tereny klanu, kiedy mogą być sami bez ciekawskich spojrzeń.
Młodszy nawet nie spostrzegł, gdy dotarli do granicy z Klanem Wilka. W jednej z dawnych rozmów z zastępczynią dowiedział się, że to właśnie w tych okolicach pozostawiono Dzikiego Berberysa. Na samo wspomnienie rudego wygnańca, poczuł, jak wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu dreszcz, powodując lekkie uniesienie się sierści w tych okolicach. Starał się nie pokazywać tego po sobie, szczególnie przy Gasnącej Prawdzie, nie chcąc martwić starszego swoimi drobnymi zmartwieniami — w końcu nie musiał wiedzieć, że Poczciwy Szakłak miał okazję z Dzikim Berberysem odbyć mało przyjemną rozmowę o ówczesnej władzy Króliczej Gwiazdy oraz fakcie, że gdyby czarny bardziej zwracał uwagę na klanowe życie, to może udałoby się uniknąć tego całego zamachu na dawnego lidera. Może teraz nie czułby obrzydzenia, kiedy ktoś zdrabnia jego imię. Może Skrzydlata Płomykówka i on nie musieli wydawać osądu na Rudzikowe Skrzydełko. Może jej dzieci nie musiałby od tamtej pory żyć z etykietą ich matki zdrajczyni klanu, obecnej minarki.
Sesja wstrzymana/zakończona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz