– Jeszcze raz. – odetchnęła Żabie Oko. Odeszła na parę kroków od ucznia i odwróciła się przodem do niego. Liliowa łapa pozbierał się z ziemi i gotów do dalszej nauki ustawił się w pozycji. – Pamiętaj. Próbuj nowych rzeczy. Nauczyłam cię podstaw, ale to ty musisz znaleźć swój rytm. Ja tego za ciebie nie zrobię. Każdy walczy bowiem inaczej. – powtórzyła już poprzednie lekcje.
– Rozumiem. – Liliowa Łapa pokiwał głową. – Twój styl walki jest oparty na sile i skoku. Jesteś też uważna. – mruknął. – Ja… z kolei jestem szybki i także skoczny.
– Yhymm… Okiełznaj to. Skoki i uniki są dobrą rzeczą w walce. Jeśli przeciwnik nie może cię trafić wystarczająco długo, zmęczy się albo wścieknie.
– A emocje prowadzą do błędów!
– Bardzo dobrze. Jeszcze raz. Zaczynamy. – mruknęła Żabie Oko i skoczyła w kierunku swojego ucznia.
Żabie Oko w końcu wróciła do obozu. Była nieco zmęczona, ale miała jeszcze trochę siły. Zbliżyła się do kupki z jedzeniem i chwyciła jakąś rybę. Udała się w odrobinę cienia i przysiadła sobie. Wgryzła się w zdobycz i przymknęła oczy. Ten dzień był bardzo przyjemny. Pogoda sprzyjała. Śnieg siedział jeszcze gdzieś głęboko w lasach ukryty w cieniach drzew, ale rzeka już wesoło szumiała i wypełniała obóz swoim wdziękiem. Żabka wsłuchiwała się w tą nutę natury. Ogarnął ją względny spokój. Względny, bo zaraz został przerwany. Żabie Oko uchyliła swoje pomarańczowe oko, kiedy podszedł do niej Nur.
– Rzeka jest już odmrożona! – oświadczył podekscytowany. Przeskakiwał z łapki na łapkę.
– Tak. To świetnie, prawda? – uśmiechnęła się do niego. Ten dzieciak był tak energiczny.
– Tak! Mogę już pływać! I możesz mnie nauczyć polować na ryby! – oświadczył uczeń. Żabka zamrugała i zmarszczyła nos. Lubiła trenować z Nurową Łapą, ale ilość tych treningów ją martwiła. Martwiła ją też reakcja Szałwiowego Serca na te ich wszystkie wypady. W końcu to był książę, a jego uczeń był bardziej zainteresowany treningiem z kimś takim małym i nie nieznaczącym jak Żabka. Jednak nie umiała mu odmówić. Zawsze może się wymigać faktem, że to młody Namiestnik i nie wypada mu odmawiać. Jeśli Szałwiowe Serce wyrazi taką chęć to zaprzestanie. W końcu tylko jego słowo jest ważniejsze od słowa Nura. Tak… to dobra wymówka.
– Więc wyjdziemy dziś? Zapolujemy jeszcze? Ja jestem gotowy! – Żabka spojrzała na niebo. Popołudnie całkowicie już otuliło całe niebo.
– Nie chcesz odpocząć? – zmartwiła się, spoglądają na niego. Widziała w jego mięśniach ten znajomy jej ruch zmęczenia.
– Nie! Chodźmy, proszę! – miauknął do niej i skręcił w kierunku wyjścia. Żabie Oko podniosła się ze swojego miejsca i odetchnęła. Jeszcze chwila, a dzieciak wpadnie na pomysł pójścia samemu. A to byłoby zarówno głupie jak i nieodpowiedzialne.
– No… dobrze. – westchnęła. Nie miała co się spierać z tą mocą perswazji zawartej w tym wibrującym z ekscytacji kocie. Nur jest ambitny, ale i uparty.
– Jej! Chcę łowić ryby!– uczeń wypadł w kierunku rzeki. Żabka szybko go dogoniła wykorzystując swój starszy wiek i większą masę i zagrodziła mu drogę.
– Spokojnie. Parę zasad. – mruknęła. Nur spojrzał na nią z uwagą wypisaną na pysku. – Nie biegniesz przede mną. Słuchaj się mnie uważnie, woda to kot. Woda jest niebezpieczna, a nurt rzeki potrafi zabić kota nawet najbardziej perfekcyjnego. Matka natura nie zlituje się nad tobą, bo dopiero się uczysz, nie zlituje się nad tobą jak już wszystko umiesz. Szanuj ją, szanuj rzekę i jej siłę. Jasne? – rzekła całkowicie poważnie.
– Jasne. Rozumiem. – Nur pokiwał łebkiem.
– Uczyłeś się pływać jako kociak, ale pływanie w rzece, zwłaszcza tak długo żeby upolować rybę nie jest proste. – odparła. – Jest męczące i wymagające. Wymaga skupienia. Wymaga siły.
– Rozumiem!
– I najważniejsze Nur. I to musisz wbić sobie do głowy na pamięć, bo to idzie wbrew wszystkim zmysłom i instynktom jakie masz. – spoważniała jeszcze bardziej. Mina Nura nieco zrzedła na jej słowa. – W żadnym wypadku, jeśli zachłyśniesz się wodą… masz nie wierzgać. NIE. WIERZGAĆ. Masz zastygnąć. Wstrzymać oddech nie ważne jak bardzo palą cię płuca. Ja cię obserwuję. Ja mam na ciebie oko. Ja wyjmuję cię z wody jeśli zajdzie taka potrzeba. – oświadczyła.
– Ale nie zajdzie! – Nur tupnął nogą. – Dam sobie rady.
– Wiem… Wiem Nurowa Łapo, wiem. Jesteś utalentowany, ale nawet utalentowanym i idealnym kotom matka natura nie daje forów. – mruknęła. – Nieważne ile masz lat, nieważne ile kotów zabiłeś czy ocaliłeś. Rzeka zabierze cię w sekundę nieuwagi. Karmi nas, ale ma swoje zasady i swoje koszty. I musimy o tym pamiętać. – Nurowa Łapa kiwnął głową z powagą na pyszczku.
– Będzie okej. Dam sobie radę. – mruknął zaraz potem.
– Ja wiem… ale zasady muszę ci przedstawić. Przecież teoria to podstawa praktyki! – uśmiechnęła się do dzieciaka. Atmosfera nieco się rozluźniła.
Koty szybko przepłynęły na drugi brzeg rzeki.
– Gdzie właściwie idziemy? – zapytał Nur.
– Tam gdzie się uczyłam ja. Tam jest płycej i ryby trzymają się bliżej tafli. Tam nurt jest też znacznie łagodniejszy i lepszy do nauki. – odpowiedziała.
– Nie możemy po prostu w rzece obok obozu? – zapytał równając krok z nią.
– Moglibyśmy, ale tyle pływa tam kotów codziennie, że ryby unikają tego miejsca. Nurt jest te bardziej nieprzewidywalny i jest bardziej idealny do nauki pływania. A ty chciałeś łowić ryby co? – zagadnęła.
– Tak! Chciałbym łowić ryby! – potwierdził Nur.
– Więc idziemy w idealne do tego miejsce. Odrobinę cierpliwości. W międzyczasie możesz posłuchać ptaków i powiedzieć mi co to za gatunki.
Ich zabawa w zgadywanie śpiewu ptaków trwała aż do momentu dotarcia na miejsce. Żabie Oko spojrzała w piękną wodę i zmarszczyła nos. Nurt nie wydawał się być dzisiaj jakoś rwący.
– Dobra. Daj mi chwilę. – zanurzyła się w wodzie, bardzo powoli i spokojnym ruchem podpłynęła na środek. Zanurzyła pyszczek pod wodę i uchyliła oczy. Obraz był rozmazany, ale wystarczający aby dostrzec parę ryb pływających niedaleko przy dnie. Żabka wyjęła głowę spod wody. Nie odpłynęła za daleko. To dało jej całą wiedzę jaką musiała posiadać.
– Dobra. Nurt nie jest szalony dzisiaj. Ryb jest pełno. Mamy dwie opcje nauki. Naukę łowienia z nurkowaniem i naukę z cierpliwym czekaniem na rybę.
– Nurkowanie!
– Dobrze. To teoria. – Żabka rozgadała się trochę na ten temat. Nur uważnie słuchał każdego jej słowa. W tym czasie też trochę odpoczął, co nieco uspokoiło żabkę. Potem oboje trochę popływali i poćwiczyli samo nurkowanie. Nurowa Łapa bardzo dobrze się sprawiał.
Aż nie nadszedł moment próby polowania. Nur przyglądał się temu z uchylonymi pod wodą oczami. Był gotowy. Żabie Oko rzuciła rybę na brzeg rzeki i usiedli na chwilę.
– Kiedy mogę? Kiedy? – Nur przeszedł z łapy na łapę.
– Jak muł usytuowi się odrobinę na dnie i ryby przestają czuć się zagrożone. Daj im parę uderzeń serca. Woda porusza się bardzo powoli. – wytłumaczyła. Koty odczekały jeszcze chwilę i Żabka dała Nurowi zielone światło na kolejne próby. Kot radził sobie bardzo dobrze, chociaż upolował tylko jedną rybę. Do czasu… Żabie Oko nie wiedziała co poszło nie tak. Nie widziała tego momentu. Zdarzył się pod taflą wody. Wszystko co widziała było jak głowa Nura wychyliła się nad wodę i wniknęła zaraz pod nią, z nagłym ruchem jego ciała. Wojowniczka naprężyła się i wbiła uważny wzrok w miejsce gdzie zniknął dzieciak. Zanurzyła łeb pod wodę i zaraz wyjęła go z powrotem. Skoczyła w kierunku Nura i nurkowała w kierunku młodzika. Chwyciła przerażonego ucznia za szyję, zanim w ogóle zanurzył się za głęboko i wyjęła go nad taflę. Nur zakaszlała dwa razy, trzy, cztery aż wziął porządny oddech. Pierwsze jego oddechy były krótkie i nieco przerażone, aż nie znaleźli się na brzegu. Żabka polizała Nura między uszami.
– Ale żeś mnie przestraszył. – zaśmiała się. – Zupełnie jak ja moją mentorkę, jak się uczyłam, haha! – polizała go ponownie dla ukojenia jego nerwów. Praktycznie każdy kto był niedoświadczony w nurkowaniu na początku złapał trochę wody w płuca. Od tego byli mentorzy i inni wojownicy aby mieć takich na oku.
<Nur?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz