Przeszłość, Po mianowaniu rodziny na namiestników
Żmijowcowa Wić polizał ją po policzku i skierował się do wyjścia z obozu. Mimo nowej rangi nadal mieli swoje obowiązki. Kocur wyszedł z patrolem, a ona przeniosła wzrok na żłobek. Czas zająć się swoimi obowiązkami. W wejściu do kociarni czekała na nią Łabądka, która swoimi zielonymi oczkami wwiercała ciekawskie spojrzenie w jej duszę.
— Mammoo! — zamruczała córeczka, która na jej widok postawiła wysoko swój ogonek. — Co dokładnie robią namiestnicy? Czy to znaczy, że jesteśmy nowymi księżniczkami?
Trzcinowy Szmer posłała kotce delikatny uśmiech i wygodnie rozłożyła się przy wejściu do żłobka.
— Mniej więcej jesteśmy nowymi księżniczkami. Teraz nasza rodzina jest nowym rodem — zamruczała, a oczy Łabądki aż zaiskrzyły. — Jednak nikt z namiestników nie zostanie przywódcą ani medykiem, tak mamy bardzo ważną rolę polegającą na pomaganiu władzy w Klanie Nocy. Dlatego czasem będziemy nawet wyżej od innych książąt i księżniczek.
— Czyli nikt inny nie może być namiestnikiem? — upewniała się kotka.
— Następnymi namiestnikami mogą być wasze rodzone dzieci i przyszły partner, z którym przejdziesz ceremonię łączącą — zauważyła szylkretka. — Lub kot, którego przywódca uzna, że zasłużył do wejścia do naszej rodziny. Jednak tego nie chcemy, prawda?
Po minie Łabądki mogła stwierdzić, że na początku ta chciała wyciągnąć język na myśl o kociętach i partnerze. Oczywiście koteczka była jeszcze za młoda na to, by się żenić i zajść w ciąże. Sama jeszcze nie wyszła ze żłobka, więc całkowicie rozumiała jej niechęć do takich tematów. Jednak koteczka na jej drugie pytanie od razu skinęła głową.
— Nie chcę żadnego innego futrzaka w naszej rodzinie! — prychnęła na pokaz Łabadek, zgodnie z oczekiwaniami matki.
— Dokładnie Łabądku. Musicie pokazać z bratem, że krew namiestników jest ważna, a koty z naszej rodziny ponadprzeciętne. Nie możecie mnie zawieść ani waszego ojca.
Młoda koteczka możliwe, że nie rozumiała jeszcze powagi jej słów, jednak zareagowała zgodnie z jej oczekiwaniami. Koteczka przytaknęła jej, zachowując pogodny uśmiech.
***
Jej Łabądka właśnie została mianowana na wojowniczkę w wieku dziesięciu księżyców! Była z niej taka dumna. Własna córka była tak wybitna, że zakończyła trening wcześniej niż sama Trzcinowy Szmer w przeszłości. Szylkretka mrucząc z zadowolenia, usiadła obok partnera podczas mianowania Łabędziej Łapy. Żmijowcowa Wić jednak nie wydawał się spokojny, zerknął na nią na uderzenie jednego serca, po czym skupił się na przemówieniu liderki. Trzcinowy Szmer również nie zamierzała się przejmować, tym zwykłym spojrzeniem partnera.
— Przysięgam — odpowiedziała jej córeczka.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Łabędzia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Łabędzi Tan. Klan Gwiazdy ceni twój zapał do nauki i odpowiedzialność oraz wita cię jako nowego wojowniczkę Klanu Nocy!
— Łabędzi Tan! Łabędzi Tan! — wiwatowała Trzcinowy Szmer z resztą Nocniaków. Chciała, żeby jej głos wybijał się ponad innych. Przecież kotka musiała wiedzieć, jak bardzo dumna z niej była.
Kiedy tylko skończono mianowanie jej córki i koty zaczęły się schodzić, żeby pogratulować kotce, ta wraz ze Żmijowcową Wicią i Nurową Łapą podeszli jako pierwsi, a za nimi członkowie rodu królewskiego.
— Bardzo się cieszę Łabędzi Tanie, że zostałaś tak szybko mianowana na wojowniczkę. Jesteś naprawdę utalentowana i pojętna. Wiedziałam, że prawdziwa z ciebie namiestniczka — wymruczała do swojej córeczki uradowana. Była godna jej krwi. Ten potencjał nie mógł przepaść. Kotka nie mogła jej zawieść. — W dodatku przepiękne imię wybrała ci Mandarynkowa Gwiazda.
Żmijowcowa Wić zgadzając się z nią, również zamruczał i leciutko poprawił kotce niesforny kosmyk, odgarniając go leciutko, by nie burzył jej pięknego pyszczka.
Byli oboje z niej dumni.
***
— Nie możesz tak dużo uwagi poświęcać Liljowej Łapie — powiedział Żmijowcowa Wić, głaszcząc jej bok swoim ogonem.
Byli poza obozem w nocy i wpatrywali się w iskrzące się gwiazdy na powierzchni ciemnej wody, która cichutko szumiała. Miał być to spokojny spacer. Jednak teraz rozumiała wszystko. Łabędzi Tan i Nurowa Łapa po prostu nie mogli słyszeć, co kocur miał zamiar jej powiedzieć. Wyprostowała się i starała się panować nad sobą, żeby nie podniosła jej się sierść z emocji. Żmijowocowa Wić przełknął głośno ślinę i z całych sił starał się wytrzymać jej spojrzenie.
— Wiem, że bardzo lubisz kocięta. Ja też. Liljowa Łapa był i nadal jest bardzo uroczym kocurem. Rozumiem twoje uczucia. Wiem, że czujesz się, jakby był to twój kociak. Poczuwasz się jako jego matka, bo jest w wieku naszych młodych i przez chwilę musiałaś się nim opiekować i pewnie twój matczyny instynkt mówi ci, że jest on naszym kociakiem i…
— Do sedna — naprawdę walczyła ze sobą, żeby nie zabrzmieć agresywnie, jednak musiało się jej to nie udać, gdyż partner wzdrygnął się na jej ton.
— Naszym pociechom jest po prostu przykro. Potraktuj Liljową Łapę, jako jednego z twoich ulubionych uczniów, jednak nie na tyle byś zapomniała o własnych dzieciach. Dzisiaj mianowano Łabędzi Tan. Nie chcesz, żeby była z tego powodu smutna, nieprawdaż?
Zamarła. Czy naprawdę mogła być tak okrutna, że własne dzieci nie czują się przez nią kochane? Przecież naprawdę starała się dać im wszystko, co tylko chciały. Tak by były najlepsze.
— Wiem, że to nie jest do końca twoja wina. Jednak musisz też ograniczyć kontakt z Niezapominajkową Nadzieją. Na pewno po tym, jak cię potraktowała na ceremonii wiążącej.
— Rozmawiam z nią, bo jest moją koleżanką.
— Na pewno? Chcesz powiedzieć, że po tym wszystkim nadal pałasz do niej sympatią?
— Żmijowcowa Wicio, ja nie zabraniam ci rozmawiania z innymi Nocniakami. Myślisz, że całkowicie akceptuje to, jak rozmawiasz z Szałwiowym Sercem?
Kocur położył po sobie uszy, jednak nadal się pilnował, nie chcąc wywołać kłótni.
— Szałwiowe Serce przynajmniej nie miał nic przeciwko, żebyśmy się ożenili.
Fakt. Trzcinowy Szmer z bólem przeniosła wzrok z powrotem na tafle wody i pozwoliła, by ta obmywała jej łapy. By koiła jej ból. Przymknęła powieki i westchnęła cicho.
— Ja jej nie kocham. Nie po tym wszystkim… Tylko… Nadal mam sentyment do dni, kiedy byłyśmy uczennicami i chodziłyśmy na polowania. To nie tak, że chcę tego, co było kiedyś. Jest dla mnie koleżanką, ale taką koleżanką, której wiem, że nie mogę stracić. Mimo wszystko uważam, że nie zasługuje ona na odrzucenie. I tak większość rodu nie przepada za tym, czego się dokonała. To już jest kara za jej zachowanie.
Żmijowcowa Wić przytaknął jej głową i po chwili wahania otworzył swój pysk.
— Powinnaś jeszcze porozmawiać z Łabędzim Tanem.
Czyli to ona. Otworzyła swoje oczy i spojrzała na partnera. Jej ciemne brązowe tęczówki w tym ciemnościach nocy wyglądały, jakby miała puste oczodoły. Na pysku kocura zagościł dyskomfort oraz zielonymi oczami szukał pocieszenia w gwiazdach, nie chcąc patrzeć na jej upiorny wygląd.
— Porozmawiam. Nie musisz się martwić.
***
Ranek. Pierwszy patrol już wyszedł, a do środka legowiska wojowników weszła zmęczona po całej nocy Łabędzi Tan. Wyczuwając spojrzenie swojej matki, odwzajemniła je i położyła niedaleko niej swoje posłanie. Trzcinowy Szmer zastanawiała się jeszcze, czy powinna zawracać głowę córce, skoro ta była po całej nocy czuwania. Jednak musiała działać. Chociaż zapewnić ją, że ją kocha.
— Łabędzi Tanie… — zaczęła, starając się, żeby nie załamał jej się głos. — Chcę ci powiedzieć, że cię kocham. Nie musisz się martwić o to, że ktoś mnie tobie ukradnie. Jesteś częścią mnie. Nosiłam ciebie oraz Nurową Łapę pod swoim serduszkiem. Nie bez powodu się mówi, że rodzone kocięta są tymi najbliższymi sercu. Nie musisz z nikim rywalizować o moją uwagę lub miłość. A teraz idź spać. Zasługujesz na odpoczynek po całej nocy czuwania.
Łabędzi Tan przez cały ten czas była cicho. Położyła się z gracją na posłaniu i oparła o łapy swoją bródkę. Trzcinowy szmer natomiast podniosła się i dotknęła noskiem jej czoło.
— Jestem z ciebie dumna, córciu — zapewniła ją, po czym wyszła z legowiska wojowników, aby dołączyć od jednego z patroli.
< Łabędzi Tanie? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz