Przeszłość
Młody szaman miał nadzieję, że Klanu Burzy udało się podnieść się z popiołów. Owocowy Las na tyle, na ile mógł, wspomógł sojuszników po pożarze, jak i przez Porę Nagich Drzew, jednak wszystko zależało przede wszystkim od samych Burzaków oraz morale, jakie panowały wśród członków ich społeczności.
Podczas ponownej rozmowy z Purchawką na temat swojego dziwnego snu, który miał miejsce przed pożarem na ojcowskich terenach, doszedł do wniosku, że było to ostrzeżenie, najprawdopodobniej od samej Wszechmatki. Informacja o tym, że dojdzie do tragedii, której nie będzie można zapobiec. Zwykły kot, nieważne czy żyjący w klanie, Owocowym Lesie, a nawet samotnik nie miał szans z żywiołem, jakim był ogień.
Przywołując w myślach ów rozmowę z matką, wdrapał się na wyższą gałąź dębu, z którego obserwował Drogę Grzmotu i rozpościerające się tuż za nią tereny. Dębowa Ostoja o tej porze dnia była idealnym miejscem do spędzenia czasu na rozmyślaniach. Gdzieś u podnóża pnia krzątała się Purchawka, raz za razem znikając i ponownie pojawiając się w zasięgu wzroku Modrogończyka.
— Mamo, może jednak mógłbym ci pomóc? — zapytał, czując się źle z tym, że Purchawka zbierała patyki, liście oraz korzenie, gdy jemu przypadło z pozoru lżejsze zadanie.
— Nie musisz, słoneczko. Po prostu wsłuchaj się w to, o czym szepczą dęby.
Psianka ukończyła swój trening i oficjalnie została zwiadowczynią. Modrogończyk pękał z dumy, ciesząc się ze szczęścia swojej siostry. Żałował, że Łzawa Łapa oraz Milknąca Łapa nie mogli uczestniczyć w ceremonii Psianki. Chociaż... może to i lepiej? Błękitnooka siostrzyczka mogłaby być w końcu zła, że to Psianka, a nie ona jako pierwsza z ich czwórki ukończyła swój trening.
Modrogończyk nie śpieszył się ze swoją ceremonią mianowania, mimo to przykładał się do swoich treningów. Rozwijaj się nie tyle, co duchowo, ale również poszerzał swoją wiedzę medyczną oraz zgłębiał tajniki wojowników. Wspinaczka na drzewa przestała stanowić dla niego problem, jednak w najmniejszym stopniu nie dorównywał w poruszaniu się wśród koron drzew Psiance. Łaciata kocica wręcz poruszała się między gałęziami niczym najprawdziwszy zwinny ptak lub mała ruda wiewiórka.
Zastanawiał się, czy gdyby przyszło mu obrać ścieżkę zwiadowcy, poruszałby się z taką gracją wśród drzew jak pozostali zwiadowcy, którzy właśnie przemknęli pomiędzy gałęziami drzew tuż nad jego głową. Pozdrowił patrol, wracając do swoich wcześniejszych obowiązków, jakimi było upolowanie świeżej zwierzyny dla starszych.
Podczas ponownej rozmowy z Purchawką na temat swojego dziwnego snu, który miał miejsce przed pożarem na ojcowskich terenach, doszedł do wniosku, że było to ostrzeżenie, najprawdopodobniej od samej Wszechmatki. Informacja o tym, że dojdzie do tragedii, której nie będzie można zapobiec. Zwykły kot, nieważne czy żyjący w klanie, Owocowym Lesie, a nawet samotnik nie miał szans z żywiołem, jakim był ogień.
Przywołując w myślach ów rozmowę z matką, wdrapał się na wyższą gałąź dębu, z którego obserwował Drogę Grzmotu i rozpościerające się tuż za nią tereny. Dębowa Ostoja o tej porze dnia była idealnym miejscem do spędzenia czasu na rozmyślaniach. Gdzieś u podnóża pnia krzątała się Purchawka, raz za razem znikając i ponownie pojawiając się w zasięgu wzroku Modrogończyka.
— Mamo, może jednak mógłbym ci pomóc? — zapytał, czując się źle z tym, że Purchawka zbierała patyki, liście oraz korzenie, gdy jemu przypadło z pozoru lżejsze zadanie.
— Nie musisz, słoneczko. Po prostu wsłuchaj się w to, o czym szepczą dęby.
~~~
Modrogończyk nie śpieszył się ze swoją ceremonią mianowania, mimo to przykładał się do swoich treningów. Rozwijaj się nie tyle, co duchowo, ale również poszerzał swoją wiedzę medyczną oraz zgłębiał tajniki wojowników. Wspinaczka na drzewa przestała stanowić dla niego problem, jednak w najmniejszym stopniu nie dorównywał w poruszaniu się wśród koron drzew Psiance. Łaciata kocica wręcz poruszała się między gałęziami niczym najprawdziwszy zwinny ptak lub mała ruda wiewiórka.
Zastanawiał się, czy gdyby przyszło mu obrać ścieżkę zwiadowcy, poruszałby się z taką gracją wśród drzew jak pozostali zwiadowcy, którzy właśnie przemknęli pomiędzy gałęziami drzew tuż nad jego głową. Pozdrowił patrol, wracając do swoich wcześniejszych obowiązków, jakimi było upolowanie świeżej zwierzyny dla starszych.
[433 słów do treningu wojownika]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz