— Jejku, jest tak przeokropne nudno… — westchnęła Poziomka, ze swoją puchatą głową ułożoną na przednich łapach.
— Dlaczego w takim wypadku, by nie narozrabiać! — pisnęła Porzeczka, a na jej pyszczku pojawił się misterny uśmieszek, który nie wróżył nic, co trzyma się kocich zasad bhp. Chodź kocięta i tak takowych nie mają, a już szczególnie wcześniej wspomniana szylkretka. Chociaż czy to Malince przeszkadza? Chyba nie. Tak w zasadzie to chyba właśnie za to kocha swoją absolutnie nieprzewidywalną siostrzyczkę.
— Uwielbiam chaos. — stwierdziła z przekonaniem czarna, kiedy jej ogon przecinał powietrze.
— No a wy — kontynuowała, wskazując kitą kolejno na swoje rodzeństwo — wy mi z tym dzisiaj pomożecie wprowadzić mój misterny plan w życie.
— Ty to masz charyzmę… — mruknęła burka, mimo to wstając bez sprzeciwu.
Po pierwsze rzeczywiście było okropnie nudno, szczególnie że Dryfujący Fluoryt ucięła sobie nieplanowaną drzemkę, a po drugie i tak sprzeciw nie miał sensu, bo jej siostra nie przyjęłaby tego do wiadomości. No a tak poza tym lepiej, żeby błękitnooka tam była. Nie, że coś, ale lepiej, żeby był na tej akcji ktoś, kto, choć spróbuje przypilnować rozbrykanych koszyczkowych znajdek.
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ .
݁
Tak więc nasze trzy domniemane gwiazdy owego popołudnia, puchate kulki siejące absolutny chaos i zamęt, kroczyły przy jeden ze ścian podziemnego obozu. Porzeczka dziarsko prowadziła ten koci konwój, nie chcąc zdradzić swoim siostrom ani trochę ze swojego „misternego planu”. Tuż za nią wesołym, skocznym krokiem podążała Poziomcia, a jako ostatnia szła Malinka, zachodząca w głowę, jaki pomysł mogła wpaść jej siostra. A odpowiedź jest prosta. Na każdy. ABSOLUTNIE KAŻDY.
No i jak już wcześniej było wspomniane, że Malinka kocha swoją siostrzyczkę i jej nieprzewidywalność, tak… Nie w każdej sytuacji i nie każdym wypadku. A taką sytuacją bądź wypadkiem było coś takiego. Szylkretka czuła w kościach, że był jeden z tych planów jej niebieskookiej starszej siostry, który mógł wpakować je w niezłe kłopoty. No ale tfu tfu, lepiej, żeby to się nie wydarzyło, ponieważ co pomyślą inne Burzaki? Co, jeśli hipotetycznie zobaczą w nich jedynie ciężar?... Co, jeżeli wyrzucą je na zbite pyszczki lub porzucą na pożarcie wygłodniałym wilkom, mewom, krabom, czy tak w zasadzie czemukolwiek większemu od nich? Bura przełknęła ślinę. Oby jej wizja nie okazała się niedaleką prawdą. Kocię niezbyt zwracało uwagę na to, gdzie idą, bujając w obawowych-obłokach, kiedy poczuła na swoim pysku ogon Poziomki. Kiedy wyjrzała nad nią, zobaczyła, że spotkało ją to samo, ponieważ zad Porzeczki opierał się o jej klatkę piersiową, podczas gdy przed samą Porzeczką stała sama zastępczyni Klanu Burzy — Skrzydlata Płomykówka.
— Patrz, gdzie idziesz —“warknęła” szylkretka, przewracając oczami. Choć jej warknięcie trudno nim nazwać. Bardziej brzmiało to, jak westchnienie, pyskówka emo edgy nastolatka i warknięcie w jednym. Ruda skarciła niebieskooką wzrokiem, przez chwilę jedynie milcząc. Po dwóch uderzeniach serca z jej pyska wydobył się dźwięk.
— Dokąd się wybieracie? — zapytała, przeskakując spojrzeniem między kociętami.
— Pozwiedzać poza obozem, okropnie tu nudno! — odparła takim tonem, jakby to była najbardziej oczywistą rzecz na całym kocim świecie.
Płomykówka strzepnęła ogonem, odpowiadając:
— Nigdzie nie idziecie. Wracamy do żłobka. Gdzie jest Dryfujący Fluoryt?...
Czarna tupnęła łapką, trochę ze złości a trochę po to, aby znów zyskać uwagę Skrzydlatej.
— No to, co niby mamy robić, hm? Nie będziesz mi rozkazywać ty zapch-
Porzeczka jednak nie zdążyła dokończyć, ponieważ jej siostry zasłoniły jej pyszczek swoimi łapkami, zanim stała się (zdaniem Malinki) istna katastrofa.
— Bardzo za nią przepraszamy Skrzydlata Płomykówko, ona nie wie, co gada — wtrąciła się burka, a najmłodsza z siostrzyczek jej przytaknęła.
< Skrzydlata Płomykówko? Proszę, nie wyrzucaj nas na pożarcie gnomom wilczakom z lasu!! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz