Aktualnie
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁
Obudziłam się w środku nocy, nie mogąc zasnąć przez silny ból brzucha. Nie chciałam jednak zaczepiać medyków w środku nocy, więc z trudem, ale jednak przeczekałam do rana. Poprosiłam więc Szepczącą Hipnozę, aby przekazał Błękitnej Lagunie, że wybieram się do medyków, a jak mówiłam, tak zrobiłam. Zaczepiłam Klekoczącego Bociana, który właśnie skończył jeść swoje śniadanie.
— Dzień Dobry Klekoczący Bocianie, czy mogę przeszkodzić? — przywitałam się grzecznie, na co kocur pokiwał głową.
— O co chodzi?
— W nocy zaczął mnie boleć brzuch i chyba dopadła mnie niestrawność. Mógłbyś coś na to zaradzić? Klekotek wysłuchał mnie uważnie, raz po raz kiwając czarno białym łebkiem.
— Oczywiście, chodź za mną — odrzekł, nakładając życzliwy uśmiech.
Kiedy weszliśmy do środka, uderzył mnie intensywny zapach ziół, który z reguły kojarzył mi się z Szepczącą Hipnozą.
Młodszy z medyków wskazał mi ogonem jedno z legowisk, więc grzecznie się na nim usadowiłam. Po krótkim badaniu kocur stwierdził, że jestem już odwodniona i przy okazji trochę mnie skarcił za to, że przyszłam dopiero teraz, po czym udał do składziku z ziołami, chwilę później wracając. W jego pysku znajdowało się wiele ziół. Wśród nich rozpoznałam Koper Włoski i malinę, a raczej jej liście przez ich intensywny zapach. Czarny podał mi liście, które już chwilę później znalazły się w moim pysku. Chwilę później książę przyniósł mi również dwa ziarenka maku.
— To pomoże ci się zdrzemnąć. Musisz zostać pod okiem medyków na kilka dni, ale będziesz żyć — streścił, po czym po prostu wyszedł, zostawiając mnie samą sobie.
“Cóż, w takim razie chyba idę spać” — pomyślałam, zwijając się w ciasny kłębek na swoim tymczasowym posłaniu.
Bardzo dawno, Porą Zielonych Liści…
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁
Ten dzień był wyjątkowo słoneczny, a nieba nie przyozdabiało ni pół chmurki. Idealny dzień na przemyślenia.
Aczkolwiek dla mnie każdy dzień był na to niemal idealny…
Tak czy siak, nie miałam zamiaru myśleć o tym, dlaczego trawa jest zielona, a woda odbija wszystko wokół ciebie razem z tobą włącznie. A przynajmniej nie dziś, a już na pewno nie teraz, bowiem teraz rozmyślałam nad samą sobą. Nad swoimi uczuciami, nad swoim wyglądem, czy zachowaniami. Po pierwsze dlaczego, po drugie w jakim celu, po trzecie czy ktoś to potwierdzi, po czwarte czy mogę coś tym zrobić, po piąte i dziesiąte czy bla bla bla. Chyba da się zrozumieć, o co chodzi i jaki jest schemat. Otóż schematu po prostu nie ma i w tym cały haczyk! Dlatego też od samiuśkiego rana rozmyślałam i rozmyślałam. W tym konkretnym momencie, kiedy leżałam w swoim legowisku z głową na puchatych łapkach, po mojej głowie biegały następujące myśli.
“Czy lubię swoje futerko? No, w sumie to nie… A tak w zasadzie to dlaczemu ja za nim nie przepadam? Bo jest odstające od tłumu i ciężko jest utrzymać je ciągle czystym. Czy mogę coś zrobić, aby zaczęło mi się podobać?... Chyba… Chyba nie… A jak chciałabym, żeby wyglądało? Hm…. W sumie to nie wiem… Chociaż po co mam myśleć jak sprawić, aby jakoś wyglądało, skoro i tak pewnie nie będę mogła nic z tym zrobić? No cóż, po prostu muszę z tym jakoś żyć, tak jak dawałam sobie radę dotychczas. A tak w sumie to czy lubię swój charakter? Hm… Chyba też nie... A co w nim konkretnie nie lubię?.... No, na przykład to, że jestem taka irytująca i głośna. Ale czy ja cokolwiek mogę z tym zrobić?... Chyba też nie…. Kiedy ostatnio próbowałam, to mi nie wychodziło i było mi tylko bardziej smutno… Hmm… “
Siedziałam tak przez dłuższą chwilę w bezruchu, prowadząc w swojej głowie monolog, kiedy nagle pewne uczucie go przerwało.
— W sumie to napiłabym się wody… — mruknęłam pod nosem, chyba sama do siebie, ponieważ nie oczekując żadnej odpowiedzi od wszechświata, lub kogoś, kto w nim istnieje, podniosłam swoją rudą kitkę przyozdobioną w brązowo czarne piegi i sprawnie przedostałam się do źródełka, przy którym już zostałam, kontynuując swój prywatny wywiad.
“Ostatnio tak wiele kotów znajduje sobie drugą połówkę... Trzcinowy Szmer wzięła ślub z Żmijcową Wicią, Szepcząca Hipnoza powiedziała mi o swoim związku z Ćmim Mżeniem, plotkarze już szeptali o przyszłym ślubie Kropiatkowej Skórze i Zmierzchającej Fali… Jak na razie nie pisnęłam o tym nikomu ani pół słówka, lecz ja sama też widziałam kilka innych par. Tych, które zachowywały się romantycznie, zarówno bardziej bądź mniej otwarcie. To znaczy, nie żebym coś przeciwko temu miała, ponieważ takie coś jedynie wywołuje u mnie radość! “
Chociaż czasami, kiedy tak patrzysz się na te wszystkie pary ze splecionymi ogonami, wychodzące na wieczorne spacery, spiąć we dwójkę, wtuleni w siebie nawzajem, nachodzą cię mniej fajne myśli.
“Czy mnie też ktoś kiedyś zechce?”
“Czy jestem wystarczająca, aby ktoś mógł mnie pokochać?”
“Czy robię coś nie tak?…”
W pewnym momencie poczułam na sobie czyiś wzrok. W tym samym momencie pewna koteczka wyskoczyła zza moich pleców, lądując tuż obok mnie.
– Dzień dobry. – przywitała się młoda istotka, wbijając we mnie spojrzenie swoich wielkich ślepek – Parszywa pogoda dzisiaj, czyż nie? Strasznie pali.
Po wypowiedzi uśmiechnęła się szeroko, a ja ten uśmiech odwzajemniłam.
— Dzień Dobry! Zgadzam się, strasznie gorąco, zaraz chyba wyparuje i nic tu po mnie nie zostanie… — zażartowałam, na co uczennica wesoło zachichotała.
— Jak się nazywasz?? Ja jestem Żabia Łapa! — miauknęła koteczka, kiedy ja odrzucałam swoją grzywkę lekko na bok.
— Wymarzona Słodycz, masz śliczne imię, nasza przyszła wielka wojowniczko! — mruknęłam w odpowiedzi, chcąc sprawić małą przyjemność burej.
— Dziękuję! Ty też masz fajne imię! Hm, ciekawi mnie, jakie będzie moje wojownicze imię… Jak myślisz?
— Dziękuję, bardzo je lubię!! Myślę, że pasowałoby do Ciebie Skoczna Żabka! Lub Żabi Rechot! A-a-albo Żabi Skok, ale Skoczna Żabka jest chyba lepsza… A Ty jak myślisz??
< Żabeńka? :3 >
wyleczeni; Wymarzona Słodycz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz