Diane od dłuższego czasu siedziała przy oknie, niemal nieruchomo wpatrując się w ogród znajdujący się po drugiej stronie grubej szyby. Tego ranka wszystko wyglądało inaczej niż zwykle. Niebo straciło swoją błękitną barwę i zostało przykryte ciężkimi, szarymi chmurami, które zdawały się wisieć nisko nad ziemią. Z ich wnętrza bez przerwy spływały krople deszczu, uderzając o liście, kamienne ścieżki oraz szklane powierzchnie z cichym, jednostajnym stukotem.
Kotka przechyliła głowę, próbując dostrzec coś więcej pomiędzy mokrymi smugami.
Ogród, który zazwyczaj wydawał jej się pełen kolorów, teraz przybrał przygaszone odcienie zieleni. Liście błyszczały od wody, a ich powierzchnie odbijały blade światło przesączające się przez chmury. Kwiaty pochylały się pod ciężarem kropli, niektóre niemal dotykając ziemi, podczas gdy wiatr poruszał gałęziami, sprawiając, że cały ogród wyglądał tak, jakby nieustannie coś szeptał.
Diane nie potrafiła oderwać wzroku.
Wiedziała, czym był deszcz. Celestyn opowiadał jej o nim już wcześniej, opisując długie spacery podczas pochmurnych dni i uczucie wilgoci, która osiadała na futrze. Mówił również o zapachu ziemi po pierwszych kroplach oraz o tym, jak inaczej wyglądał świat, kiedy wszystko było mokre.
Żadne z tych słów nie przygotowało jednak Diane na widok prawdziwego deszczu.
Przysunęła się bliżej szyby, aż jej nos niemal znalazł się przy chłodnej powierzchni. Przez chwilę wyobrażała sobie, że nie oddziela jej od ogrodu żadna przeszkoda, a gdyby tylko wyciągnęła łapę, mogłaby poczuć spływającą po futrze wodę.
Zastanawiała się, czy rzeczywiście była tak zimna, jak mówił ojciec.
Czy krople łaskotały skórę?
Czy mokre futro rzeczywiście stawało się cięższe?
I przede wszystkim, czy zapach mokrej ziemi rzeczywiście był tak niezwykły?
— Wyglądasz, jakbyś chciała przejść przez tę szybę — odezwał się za jej plecami Onufry.
Diane drgnęła lekko, choć nie odsunęła się od okna. Dopiero po chwili spojrzała przez ramię na brata, który leżał wygodnie na swoim posłaniu i obserwował ją z rozbawieniem. Jego sierść była jeszcze potargana po śnie, a jedna z przednich łap wystawała poza krawędź posłania.
— Chciałabym tylko wiedzieć, jak wygląda ogród, kiedy można znaleźć się w nim naprawdę, a nie oglądać go wyłącznie przez szybę — odpowiedziała spokojnie.
Onufry uniósł głowę, jakby dopiero teraz zrozumiał, że jej zainteresowanie nie było chwilową zachcianką.
— Przecież ojciec opowiadał ci już o tym tyle razy, że chyba znasz ten ogród lepiej od niego — zauważył, a w jego głosie pobrzmiewała lekka kpina. — Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żeby zobaczyć go własnymi oczami.
Diane odwróciła się w jego stronę.
— Ponieważ opowieść, nawet najpiękniejsza, nigdy nie będzie tym samym, co własne doświadczenie — wyjaśniła, a jej jasne oczy ponownie skierowały się ku mokrym liściom. — Chciałabym kiedyś sama poczuć wiatr, ziemię pod łapami i deszcz spadający na futro. Wtedy będę mogła powiedzieć, że naprawdę wiem, o czym mówił ojciec.
Onufry przez chwilę milczał, najwyraźniej szukając odpowiedzi, która nie zabrzmiałaby zbyt głupio.
— Obawiam się, że po takim spacerze będziesz przede wszystkim cała przemoczona — stwierdził w końcu.
Diane uśmiechnęła się lekko.
— Jeśli to będzie cena za możliwość zobaczenia świata na własne oczy, sądzę, że jakoś ją zniosę.
Onufry pokręcił głową, po czym ponownie opadł na posłanie, najwyraźniej uznając dalszą rozmowę za bezcelową. Diane natomiast jeszcze przez kilka chwil obserwowała ogród, próbując zapamiętać każdy szczegół.
W pewnym momencie jedna z większych kropel spadła na szybę dokładnie przed jej pyskiem i powoli zaczęła spływać w dół. Kotka śledziła ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za dolną krawędzią okna.
Wtedy usłyszała znajome kroki.
Nie musiała się odwracać, aby wiedzieć, kto nadchodzi.
Sycylia zatrzymała się kilka kroków za córką, przez moment przyglądając się jej w milczeniu. Diane poczuła na sobie spojrzenie matki i odruchowo wyprostowała grzbiet, choć tym razem nie oderwała wzroku od okna.
— Widzę, że dzisiejszy deszcz okazał się znacznie ciekawszy od naszego porannego planu — powiedziała Sycylia, a w jej głosie pojawiła się łagodna nuta rozbawienia.
Diane odwróciła głowę.
— Przepraszam, mamo. Chciałam tylko przez chwilę popatrzeć, ponieważ wcześniej nigdy nie widziałam ogrodu podczas deszczu.
Sycylia podeszła bliżej, po czym wskoczyła na parapet i stanęła obok niej. Przez moment obie spoglądały przez szybę na mokre rośliny, a ciszę pomiędzy nimi wypełniał jednostajny odgłos spadających kropli.
— Czasami rozumiem twoją ciekawość — przyznała w końcu Sycylia. — Pamiętaj jednak, że świat, który oglądasz przez szybę, jest jedynie jego niewielką częścią. To, co znajduje się poza naszym domem, może być piękne, ale potrafi być również nieprzewidywalne, dlatego nie powinnaś pozwolić, aby sama ciekawość przesłoniła ci rozsądek.
Diane skinęła głową, przyjmując te słowa z należytą powagą.
— Wiem, mamo. Nie chcę wychodzić tam bez przygotowania. Chcę jedynie nauczyć się wszystkiego, co będzie mi potrzebne, kiedy przyjdzie odpowiednia chwila.
Sycylia spojrzała na nią uważniej, a przez jej pysk przemknął cień dumy.
— W takim razie dobrze się składa, ponieważ dzisiejsze ćwiczenia będą dotyczyły właśnie tego, jak zachować spokój, kiedy znajdziesz się w sytuacji, której nie znasz.
Diane jeszcze raz zerknęła na deszcz.
Może świat rzeczywiście był bardziej skomplikowany, niż przedstawiał go Celestyn.
Zeskoczyła z miejsca przy oknie i podeszła do matki, starając się zachować spokojny, wyćwiczony krok, którego Sycylia tak uparcie ją uczyła.
Za jej plecami deszcz wciąż padał, a ogród cierpliwie czekał za szybą.
Diane miała jednak przeczucie, że któregoś dnia przestanie być jedynie widokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz