Wilczy Skowyt siedział gdzieś na skraju polanki, rozmyślał o tym, czy odwiedzi partnerkę teraz, czy później, ale nagle do jego uszu dobiegł dziwnie znajomy głos. Odwrócił się i ujrzał czarno białą kotkę z zezem. Kogoś mu przypominała, ale nie mógł przypomnieć sobie kogo.
— Dobry wieczór! — mruknęła na powitanie. — Walczył pan na wojnie z Klanem Klifu? Bardzo mnie ona zainteresowała, gdy o niej usłyszałam i chciałabym się dowiedzieć nieco więcej. Więc, czy walczył pan? A jeśli nie, to może zna pan kogoś, kto na pewno walczył? Tylko nie Pustułkowy Szpon! Nie chcę z nim teraz rozmawiać — westchnęła dramatycznie, na moment odwracając wzrok od cętkowanego kocura. Wilczy Skowyt lekko się skrzywił, dlaczego ona nie chce pytać zastępcy? No, ale jednak musiał odpowiedzieć.
— Dobry wieczór, tak walczyłem. Widzisz tę bliznę tu? To po wojnie! No ale w porządku. Opowiem ci co nieco. Jakieś samotniczki to wszystko rozpoczęły. Nie pamiętam dokładnie, co one zrobiły, ale rozpętały niezłą burzę! Walczyłem jeszcze na tej wojnie jako uczeń. Wyruszyliśmy silną armią! I na polanie Klanu Klifu rozpoczęliśmy atak. — Przerwał na chwilę, aby pomyśleć i przypomnieć sobie co było dalej. — No to wiesz… Walczyłem ramię w ramię z innym wojownikiem, nazywał się Miodowa Kora, ale już nie należy do Klanu Wilka… Wybacz mi, ale nie pamiętam nic więcej oprócz tego, że po zabiciu jednego z wojowników pobiegłem do siostry. Ah jeszcze zabiliśmy ich starego przywódcę! Wybacz, że nie mogę ci więcej powiedzieć. — Wstał z ziemi i chciał już odejść, gdy wojowniczka mu podziękowała. Ten się jeszcze odwrócił i powiedział — Bardzo mi kogoś przypominasz… Moją córkę. Ale to nieważne. Dlaczego nie chcesz rozmawiać z Pustułkowym Szponem? — Zapytał z ciekawości Wąsatkowy Ruczaj. Ta niechętnie mu jednak odpowiedziała
— Okazało się, że to nie jest mój ojciec! Kłamał mnie cały ten czas. Już wiem, dlaczego nie chodziliśmy do mamy i brata… Ale no okej! Dziękuję, że mi Pan odpowiedział. Przy okazji jak ma Pan na imię? — Zapytała go jeszcze chwile przed tym, zanim już kompletnie odszedł. Czekoladowy się zawahał, ale po chwili jej odpowiedział.
— Nazywam się Wilczy Skowyt. Ty Wąsatkowy Ruczaj racja? — Spytał, na co kotka skinęła łbem. Wojownik nie mógł uwierzyć, że właśnie rozmawiał ze swoją córką. Przecież zaginęła wiele księżyców temu, a nagle znajduje się z nią w jednym klanie? Nie wiedział, co ma zrobić. Chociaż w Klanie Wilka była jedna kotka, z którą mógł porozmawiać na każdy temat. Bez oceniania. Pokierował się do legowiska wojowników, w którym przebywała starsza liliowa wojowniczka. — Dzień dobry Brukselko… Możemy wyjść na spacer i porozmawiać? Wydaje mi się, a raczej jestem pewny, że moja córka jest w Klanie… Wilka! — Mruknął cicho, aby inny kot nie mógł usłyszeć jego słów, ale na tyle głośno, aby jego „mama” była w stanie usłyszeć. Chyba pierwszy raz aż tak szybko wyskoczyła z legowiska, jak teraz.
— W którą stronę chcesz iść? Poza obóz? Do Mewy? — Zapytała szybko, już prawie biegnąc do wyjścia z obozu.
— Może nad rzekę. Tam, gdzie się pierwszy raz spotkaliśmy. — Odpowiedział jej i razem pobiegli na miejsce ich pierwszego spotkania. Dotarli już nad rzekę. Woda mocno uderzała o kamienie i ziemię obok. Nurt był silny, ale wytwarzał przyjemny dla uszu szum.
— Tłumacz mi, o co chodzi synku, uważnie słucham. — Liliowa kotka usiadła przy rzece i nastawiła uszy.
— No… No bo… — Zaczął krążyć wokół Brukselkowej Zadry — Pustułkowy Szpon ją musiał zabrać! Ona mi powiedziała, że on nie jest jej ojcem, dlatego nie widziała już długi czas mamy i brata… w sensie siostry, ale no wiesz, o co chodzi, prawda?! Wygląda jeszcze dokładnie tak jak ona! To nie może być przypadek! Brukselko, powiedz mi, że nie oszalałem! — mruknął spanikowany lub bardziej zestresowany. Brukselkowa Zadra dotknęła łapą jego barku, aby ten się uspokoił
— Spokojnie, na pewno jest na to jakieś rozwiązanie. Spróbuj może porozmawiać z Pustułkowym Szponem? On ci pewnie wszystko opowie. Albo zapytaj właśnie ją, może będzie pamiętała coś szczególnego? — Zaproponowała starszą kotka. Kocur zaczął o tym rozmyślać. Może rzeczywiście powinien spytać Pustułkowego Szpona o wszystko.
— Chyba raczej zapytam zastępcę o wszystko. Muszę to wiedzieć. Gdy się dowiem wszystkiego, pójdę do Mewy. Myślę, że ona też powinna była o tym wiedzieć. — Mruknął, po czym razem z liliową zabrali się do drogi powrotnej do obozowiska. Słońce już powoli zachodziło, obydwoje byli już praktycznie przy wejściu do obozowiska. Spotkali wieczorny patrol, który się z nimi przywitał i za patrolem przekroczyli próg obozowiska.
— Leć szukać Pustułkowego Szponu, a ja nam wybiorę coś ze stosu na kolacje. — Mruknęła Brukselka, a Wilczy Skowyt poleciał szukać zastępcy w centrum obozowiska. Znalazł go przy stosie ze zwierzyną. Zawahał się, lecz jednak do niego podszedł i wydukał z siebie cicho:
— Pustułkowy Szponie? Możemy porozmawiać? Na osobności. — zakrył jedną łapę drugą, a ciemny wojownik skinął łbem i odeszli razem na skraj obozu, gdzie raczej nikt nie powinien był ich usłyszeć.
— O co chodzi Wilczy Skowycie? — Zapytał czekoladowy wojownik, na co Wilczy Skowyt się niezręcznie uśmiechnął.
— Chodzi o Wąsatkowy Ruczaj. Wiesz może coś o jej dzieciństwie? Jej matkę... znaleźć może czy coś… Wiesz, gdzie mieszkała? Opowiadała Ci coś? — Zadawał co chwilę pytania, nawet nie dając na żadne z nich odpowiedzieć Pustułkowi.
— Wilczy Skowycie — Przerwał mu — Po co ci te informacje? Masz coś ku mojej córce? — Zapytał niezbyt przyjemnym tonem.
— No bo… Eh wiesz prawdopodobnie Wąsatkowy Ruczaj to moja… Zaginiona córka? — Uśmiechnął się lekko zmieszany. Czekoladowy zastępca na tą informację wstał, a gniew w jego oczach pojawił się w tym samym momencie. Zastępca rzucił się na wojownika i przyszpilił go do podłoża.
— Na prawdę!? Twoja córka?! Ojciec roku! Musiałem ją z rzeki wyławiać! Poza Tym dopiero po takim czasie się o to upominasz i pytasz?! Wstydziłbyś się Wilczy Skowycie! — Wykrzyczał mu prosto w pysk te ostre słowa. Wokół nich zebrała się kupka kotów oglądających szopkę, którą wytworzyli wojownicy.
— Zejdź ze mnie wariacie! — Wilczy Skowyt zrzucił go z siebie i w tym samym momencie Brukselkowa Zadra ich rozdzieliła. Inaczej by się chyba pozabijali na rogu obozowiska.
— Czy was pogięło?! Co wy wyczyniacie! Myślałam, że macie więcej oleju w tych pustych łbach! — Liliowa kotka zaczęła na nich wrzeszczeć. Wilczy Skowyt otrzepał się z liści, mchu i kurzu, który zebrał się na jego cętkowanym futrze, gdy kocur go obalił na ziemię. Oboje postanowili się rozejść, a w tym samym czasie Pustułkowy Szpon rozgonił grupę przyglądających się wszystkiemu kotów. — No spodziewałam się po tobie czegoś innego — Mruknęła Brukselkowa Zadra do jej „synka”. Ten tylko westchnął i nadal ziejąc żarem patrzył, jak czekoladowy zastępca odchodzi gdzieś tam… Wilczy Skowyt postanowił bez słowa skierować się do legowiska wojowników i ułożył się do spania.
***
Nastał nowy dzień, legowisko wojowników było już puste. Był w nim tylko on. Powoli wstał i się rozciągnął. Postanowił, że pójdzie do Wąsatkowego Ruczaju i wszystko jej wyjaśni, a raczej spróbuje. Miał kąsek nadziei, że nie widziała wczorajszej afery.
Zobaczył ją przed legowiskiem uczniów rozmawiającą z jakimś uczniem, postanowił jednak przerwać jej tą rozmowę i podejść. — Wąsatko? Możemy pogadać? To troszkę ważne. — zaczął czekoladowy wojownik i klepnął lekko czarno białą wojowniczkę w bark. Wąsatkowy Ruczaj zwróciła wzrok w stronę, z której dobiegł ją głos.
— Och! Wilczy Skowycie, to ty? — mruknęła wpierw, przechylając głowę na bok. — O czym chcesz rozmawiać? — Zapytała, a wojownik zasugerował odejście na bok. Uczeń jednak sam odszedł gdzieś w inną część obozu, aby im nie przeszkadzać. Kocur zdjął powoli łapę z barku kotki i podrapał się lekko po policzku
— Bo wiesz, jest duże prawdopodobieństwo, że jesteś moją córką. Tak chyba… Wszystko na to wskazuje. — Po tych słowach nastała chwilowa niezręczna cisza. Wojowniczka otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
— Co ty wygadujesz! Mój tata... On chyba... zaginął gdzieś! No, no... Wtedy, gdy za nim szłam! Musiał gdzieś zniknąć, skoro znalazł mnie Pustułkowy Szpon! — Odpowiedziała mu całkowicie zdziwiona i chyba niezbyt wiedziała, co ma mu na to odpowiedzieć. Kocur westchnął ciężko.
— Tak zniknąłem, bo… Nie pamiętam dokładnie, kiedy i gdzie to było… Nie wiedziałem, że nawet za mną szłaś. Pamiętasz swoją matkę? Biała kotka! I twój brat, podobny z futra do mnie. Pamiętasz ich prawda? — Błysk nadziei przeleciał mu przed oczami. Wąsatka w rzeczywistości pamiętała Mewę i Kobczyka jako dwie plamy koloru, lecz... może Wilczy Skowyt miał rację? Może Mewa była białą plamą, a Kobczyk brązową? Ach, nie pamiętała już zbyt dobrze!
— No... nie wiem, chyba... — mruknęła, spoglądając na swoje łapy. Opuścił łeb z bezsilności, nie wiedział jak przypomnieć jej o rodzinie. Może gdyby ją do nich przyprowadził? Chociaż nie wiedział, czy nie będzie to zły pomysł.
— Nie wiem, jak jeszcze mogę Ci przypomnieć o rodzinie, ale dziękuję, że mogliśmy porozmawiać. — Odszedł powoli od wojowniczki. Musiał chyba z nią porozmawiać. Jednak bolało go to, że nie za bardzo pamiętała o swych bliskich. Musiał coś zrobić, aby jej to przypomnieć. Musiał! Nie miał innego wyboru! Może zaproponowałby jej pójście do jej matki? Albo polowanie? Albo spacer! Mogliby na nim rozmawiać! Tak! Albo od razu spacer i odwiedzenie Mewy? Świetny Pomysł! Ta chwila namysłu dodała mu nadziei i chęci na wszystko! Wrócił się do Wąsatkowego Ruczaju, która nadal siedziała w tym samym miejscu. — Ah… Wąsatko, może pójdziemy na spacer i coś by Ci się przypomniało? Warto chyba spróbować… Racja? — Zapytał, zmieszany czekając, aż ta mu odpowie. Zamyślona nie zdążyła jeszcze nic odpowiedzieć, więc Wilczy Skowyt lekko znowu ją poklepał po barku. — Halo! Ziemia do Wąsatkowego Ruczaju! — Mruknął głośniej, a kotka wybudziła się z myśli.
<Wąsatko? Co na to powiesz…?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz