— Na poranny patrol wyruszą Kukułczy Wdzięk, Gołębi Puch, a także Świetlista Walka — poniósł się echem głos zastępczyni, Źródlanej Łuny. Zielonooki podszedł do liliowej szylkretki, stykając się z nią nosami na pożegnanie.
— Zobaczymy się potem, miłego dnia, skarbie — mruknął do niej czule, odprowadzając ją wzrokiem, dopóki wielokolorowy ogon nie zniknął w wejściu do obozu.
Kremus zdążył poinformować już swojego syna, że rozpoczną dzisiaj szkolenie nieco później, dlatego niebieski mógł się wyspać i odpocząć po wczorajszym szkoleniu. Wojownik wchylił delikatnie łeb do wnętrza legowiska medyka, rozglądając się za swoją córeczką. Gdy nawiązali kontakt wzrokowy, mała nie była akurat niczym szczególnym zajęta. Księżycowa Aldrowanda i Jagnięcy Ukłon układały zioła, a kremuska w paru podskokach pognała do ojca, wtulając się w jego pierś. Trójoki Zając zamruczał, otulając ją łapą na przywitanie.
— Nie jesz już mchu, mam nadzieję? — miauknął z rozbawieniem, tarmosząc lekko jej futro na czubku głowy, drocząc się z nią. Ćmia Łapa przewróciła oczami, po chwili chichocząc. Pomachała łapą, jakby chciała powiedzieć “no co ty!”. Spojrzała na niego raz jeszcze.
— Tato! Wiesz, Ile wczoraj się nauczyłam? — zagadnęła, a jej pyszczek rozpromieniła następna dawka uśmiechu. Kocur pokręcił głową, ale zanim kontynuował, spojrzał w kierunku dwóch kocic nieopodal.
— Jagnięcy Ukłonie, Księżycowa Aldrowando, czy mogę zabrać Ćmią Łapę na chwilowy spacer po jaskini? — zapytał, ponieważ nie chciał im przeszkadzać, a takim zagadywaniem mogli je rozpraszać. Niebieska szylkretka zastrzygła uchem, mrucząc na zgodę, a starsza o kobaltowych ślepkach odwróciła się w ich stronę i po chwilowym namyśle, odparła:
— Tak, tylko przyjdźcie z powrotem przed zachodem słońca. — I wróciła do oddzielania liści ogórecznika od reszty ziół. Wojownik kiwnął głową, ciepłe uczucie rozlało się po jego piersi, a wąsy zafalowały mu z lekkiego rozbawienia. Dopiero rozpoczął się nowy dzień, młódka przecież nie poświęci całego tego czasu na rozmowę z ojcem, prawda? Czekały ją obowiązki. Kremowa teraz każdego dnia miała łapy pełne roboty i zorganizowanie z nią nawet takiej krótkiej pogawędki bywało różne. Medycy musieli przyswoić w trakcie swojego szkolenia ogromną ilość informacji o ziołach, a gdyby tego było mało, to jeszcze nałożony był na nich obowiązek umieć pomóc nimi chorym i potrzebującym. Cieszył się, że mogli wspólnie spędzić czas, nadal, mimo że wybyły już ze żłobka, próbował utrzymywać ze swoimi pociechami pozytywny kontakt.
Koteczka, gdy tylko oddalili się trochę od jamy prowadzącej do przytulnych legowisk i dużego magazynku ziół, wlepiła spojrzenie dużych ślepi w kocura.
— Teraz możesz mi opowiedzieć, o czym tylko chcesz — miauknął zachęcająco, cierpliwie czekając na to, czego miał się zaraz dowiedzieć.
— Tato, czy opowiesz mi więcej o moim wujku? — zapytała, a Trójoki Zając zdziwił się odrobinę. Bardzo dawno nie podejmował z nikim tematu Króliczej Prawdy, jego brata. Odkąd wyruszył i nie wrócił… kremus dużo o nim myślał, ale próbował nikogo tym nie obarczać, tym samym zachowując to wszystko w pewnym sensie dla siebie, co niekoniecznie zawsze było proste. Najciężej było, gdy zapadał zmrok. W ciągu dnia potrafił zająć umysł tak, żeby się rozproszyć, ale myśli te nigdy nie zniknęły, a jedynie zostały zagłuszone przez codzienną rutynę.
— Zastanawiasz się, jaki był? — podjął, sadowiąc się wygodnie i cicho wzdychając. Posłał jej delikatny uśmiech. Nawet jeśli nie miał dobrej opinii w miejscu, w którym przyszło im się urodzić, Zając nie zamierzał działać wbrew własnemu sercu i przekonaniom. — Twój wujek był kotem bardzo ambitnym, długo wspierał mnie, gdy nie byłem pewien i tego, jak powinienem czuć… dużo treningów nasza babcia, Gasnący Promyk i mój dawny mentor, Mysi Postrach przeprowadzaliśmy razem. Byliśmy wręcz nierozłączni, ja z moim bratem. Gdyby tylko nadal tu był, myślę, że polubiłabyś go. Wiesz, że Wzburzony Kormoran i Oszroniony Kieł to jego kocięta?
Ćmia Łapa słuchała go w skupieniu, robiąc duże oczka.
— Wyglądał dokładnie tak, jak ty, prawda? Tylko miał inny kolor oczu?
— I ułożenie bieli. Byliśmy swoim lustrzanym odbiciem — mruknął kremus, uśmiechając się smutno. — Chociaż charakterów chyba nie mógł nam Klan Gwiazdy zesłać innych. Mimo wyglądów różniliśmy się tak bardzo temperamentem — mówił z nutą nostalgii. Uczennica zamyśliła się na jakiś czas, notując wszystko w głowie.
— Nie jesz już mchu, mam nadzieję? — miauknął z rozbawieniem, tarmosząc lekko jej futro na czubku głowy, drocząc się z nią. Ćmia Łapa przewróciła oczami, po chwili chichocząc. Pomachała łapą, jakby chciała powiedzieć “no co ty!”. Spojrzała na niego raz jeszcze.
— Tato! Wiesz, Ile wczoraj się nauczyłam? — zagadnęła, a jej pyszczek rozpromieniła następna dawka uśmiechu. Kocur pokręcił głową, ale zanim kontynuował, spojrzał w kierunku dwóch kocic nieopodal.
— Jagnięcy Ukłonie, Księżycowa Aldrowando, czy mogę zabrać Ćmią Łapę na chwilowy spacer po jaskini? — zapytał, ponieważ nie chciał im przeszkadzać, a takim zagadywaniem mogli je rozpraszać. Niebieska szylkretka zastrzygła uchem, mrucząc na zgodę, a starsza o kobaltowych ślepkach odwróciła się w ich stronę i po chwilowym namyśle, odparła:
— Tak, tylko przyjdźcie z powrotem przed zachodem słońca. — I wróciła do oddzielania liści ogórecznika od reszty ziół. Wojownik kiwnął głową, ciepłe uczucie rozlało się po jego piersi, a wąsy zafalowały mu z lekkiego rozbawienia. Dopiero rozpoczął się nowy dzień, młódka przecież nie poświęci całego tego czasu na rozmowę z ojcem, prawda? Czekały ją obowiązki. Kremowa teraz każdego dnia miała łapy pełne roboty i zorganizowanie z nią nawet takiej krótkiej pogawędki bywało różne. Medycy musieli przyswoić w trakcie swojego szkolenia ogromną ilość informacji o ziołach, a gdyby tego było mało, to jeszcze nałożony był na nich obowiązek umieć pomóc nimi chorym i potrzebującym. Cieszył się, że mogli wspólnie spędzić czas, nadal, mimo że wybyły już ze żłobka, próbował utrzymywać ze swoimi pociechami pozytywny kontakt.
Koteczka, gdy tylko oddalili się trochę od jamy prowadzącej do przytulnych legowisk i dużego magazynku ziół, wlepiła spojrzenie dużych ślepi w kocura.
— Teraz możesz mi opowiedzieć, o czym tylko chcesz — miauknął zachęcająco, cierpliwie czekając na to, czego miał się zaraz dowiedzieć.
— Tato, czy opowiesz mi więcej o moim wujku? — zapytała, a Trójoki Zając zdziwił się odrobinę. Bardzo dawno nie podejmował z nikim tematu Króliczej Prawdy, jego brata. Odkąd wyruszył i nie wrócił… kremus dużo o nim myślał, ale próbował nikogo tym nie obarczać, tym samym zachowując to wszystko w pewnym sensie dla siebie, co niekoniecznie zawsze było proste. Najciężej było, gdy zapadał zmrok. W ciągu dnia potrafił zająć umysł tak, żeby się rozproszyć, ale myśli te nigdy nie zniknęły, a jedynie zostały zagłuszone przez codzienną rutynę.
— Zastanawiasz się, jaki był? — podjął, sadowiąc się wygodnie i cicho wzdychając. Posłał jej delikatny uśmiech. Nawet jeśli nie miał dobrej opinii w miejscu, w którym przyszło im się urodzić, Zając nie zamierzał działać wbrew własnemu sercu i przekonaniom. — Twój wujek był kotem bardzo ambitnym, długo wspierał mnie, gdy nie byłem pewien i tego, jak powinienem czuć… dużo treningów nasza babcia, Gasnący Promyk i mój dawny mentor, Mysi Postrach przeprowadzaliśmy razem. Byliśmy wręcz nierozłączni, ja z moim bratem. Gdyby tylko nadal tu był, myślę, że polubiłabyś go. Wiesz, że Wzburzony Kormoran i Oszroniony Kieł to jego kocięta?
Ćmia Łapa słuchała go w skupieniu, robiąc duże oczka.
— Wyglądał dokładnie tak, jak ty, prawda? Tylko miał inny kolor oczu?
— I ułożenie bieli. Byliśmy swoim lustrzanym odbiciem — mruknął kremus, uśmiechając się smutno. — Chociaż charakterów chyba nie mógł nam Klan Gwiazdy zesłać innych. Mimo wyglądów różniliśmy się tak bardzo temperamentem — mówił z nutą nostalgii. Uczennica zamyśliła się na jakiś czas, notując wszystko w głowie.
<Jestem z ciebie bardzo dumny, Ciemko>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz