Wieczór przed porzuceniem kociąt
— Łapy mnie troszkę, trochę bolą… — jęknęła, a jej mama stanęła na chwilę, a w jej oczach widać było znużenie. Porzeczka stała u boku siostry i przekręciła oczami, słysząc jej marudzenie.
— Nie dasz rady?
— Nie wiem… bo mnie raczej nie poniesiesz, prawda? — Koteczka zrobiła wielkie oczy, jakby próbowała przekonać Zawijas.
— No, nie poniosę — westchnęła.
— Ale ja mogę cię ponieść! — stwierdziła Malinka, która podreptała do siostry i przykucnęła. — Wskakuj mi na plecy — miauknęła z pewnością, a Poziomka zaraz się wdrapała na jej grzbiet i rozłożyła jak na kamieniu. Bura szylkretka stęknęła i zaczęła się powoli przemieszczać przed siebie. Porzeczka szła w jej tempie zaraz koło nich, jakby je eskortowała. Matka przewróciła oczami i po prostu ruszyła dalej w swoim tempie, jakby nie czekając na córki.
Po paru długościach lisiego ogona Malinka nagle runęła na śnieg rozłożona niczym żaba na liściu i ryknęła płaczem. Poziomka szybko zlazła z siostry, a Zawijas w uderzenie serca do nich wróciła. W jej oczach było widać zmartwienie połączone ze znużeniem, jakby jej dzieci ją obciążały tak bardzo, jak gdyby siedziały w trójkę jej na grzbiecie całymi dniami.
— No już… — mruknęła, liżąc koteczkę, która pociągała nosem. — Nie płacz, bo borsuki przyjdą — ostrzegła, rozglądając się na boki, co od razu zaalarmowało Malinkę i przestała wyć.
— Prze-Przepraszam!! B-bardzo, bardzo przepraszam! — Pociągnęła noskiem i próbowała wstrzymać płacz. — Ł-Łapki bolą… chcę, chcę spać… — wydukała, wycierając łapką oczka i nos. Poziomka od razu przytuliła siostrzyczkę i przyciągnęła do nich Porzeczkę, która była trochę zirytowana marudzącym rodzeństwem.
— No dobra, chodźmy gdzieś się położyć i już nie marudź — miauknęła matka.
Kotki zeszły z trasy i schowały się przy najbliższych krzewach. Razem wykopały małe zagłębienie w ziemi niemal przy samych korzeniach, by mogły się schronić przed wiatrem. Zawijas ułożyła się, a córeczki zaraz się do niej dokleiły w poszukiwaniu ciepła. Kotka już powoli przestawała produkować mleko, więc tylko przez chwilę kocięta mogły sobie pozwolić na picie go.
Zanim zasnęły, matka odsunęła się od nich, lecz wciąż zasłaniała je swoim ciałem. Malinka się ułożyła na Poziomce, a Porzeczka była schowana gdzieś między nimi, by zapewnić sobie jak najwięcej ciepła, zwłaszcza że ona miała wśród sióstr najkrótsze, choć nie krótkie, futerko. Dlatego utulenie się między długowłosymi siostrzyczkami było najlepszą decyzją.
Odkąd tylko pamiętały, ciągle się gdzieś przemieszczały. Było to przez ich mamę, która bardzo nie lubiła spędzać zbyt dużo czasu w jednym miejscu. Poziomka nie była najwytrwalsza, dlatego to zwykle przez nią się zatrzymywały gdzieś na dłuższą chwilę. Malinka nie marudziła aż tyle, co siostra, ale też było po niej widać, że trochę ją męczyło to ciągłe włóczenie. Porzeczka zaś uwielbiała się ruszać, wędrować i podążać za mamą. Więcej jej do szczęścia nie było potrzebne. No, może oprócz sióstr, bo kochała je bardzo, ale na swój sposób.
Dosyć prędko kotkę dopadł sen.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz