Tw: krew, walka, śmierć
Rozbity Księżyc przekręcił się z boku na bok. Było dosyć późno, ale wyjątkowo coś nie pozwalało mu na sen. Spojrzał na śpiącego nieopodal Tęgosza i mruknął coś pod nosem. Powoli wyczłapał z legowiska wojowników i zmrużył oczy, aby widzieć trochę lepiej w ciemnościach. Podszedł do wyjścia z obozu. Dzisiejszym wartownikiem był znajomy rudzielec.
— Dobry wieczór Tygrysia Noc. Mogę wybrać się na spacer? Wkrótce wrócę. Chcę tylko rozprostować kości, nie mogę zasnąć — miauknął, kiwając mu głową.
— Nie możesz przejść się tutaj? — zapytał podejrzliwie.
— Nie chcę nikogo obudzić. Proszę — zapytał ponownie.
— No dobra. Idź, ale koniecznie wróć przed świtem — mruknął w końcu.
Księżyc dopiero poza wyjściem odetchnął z ulgą. Podrapał się za uchem i mimo senności ruszył w stronę Ciernistego Drzewa. Gdy był prawie na miejscu coś, a może raczej ktoś skoczył na jego plecy, boleśnie, wbijając w nie pazury. Wierzgnął się mocno i zasyczał, niemal od razu, ściągając z siebie wroga. Zjeżył futro i wysunął lekko zęby, rzucając ostrzeżenie temu, który próbował go zaatakować. Przed jego oczami pojawiła się ciemna kotka, równie niezadowolona co on sam. Rzuciła się do ataku, ale Rozbity niemal od razu poznał, że kotka robi to prawdopodobnie po raz pierwszy. Kotka była słabsza nawet od Garbatej Łapy, z którym dawniej miał treningi, ale mimo to zaatakowała. Nie sądził, aby, kiedykolwiek ćwiczyła, lecz były to tereny Klanu Wilka, których musiał bronić. Nie miał zielonego pojęcia jak mógł dopuścić do tego, aby ktoś z tak mizernym doświadczeniem dał radę go zaskoczyć. Biały skoczył zaraz na kotkę w kontrataku, wbijając swoje zęby w jej ucho, odrywając jego część. Niebieskooki musiał bronić siebie i klanu, ale nie rozumiał, dlaczego kotka jeszcze nie uciekła przerażona z podkulonym ogonem.
— Kim ty jesteś? I co tu robisz? — zapytał w końcu, nadal niechętnie nastawiony to samotniczki.
— Kwadra. I wiesz co? Nie powinno to obchodzić takiego małego, puchatego koteczka jak ty — odsyknęła, a Księżyc niemal czuł, jak kotka splunęła na niego kwasem.
„Oczywiście uderza tam, gdzie najbardziej boli. Szkoda, że tylko w słowach” pomyślał biały, odwracając na moment wzrok.
Kwadra, korzystając z chwili nieuwagi młodszego zaatakowała ponownie, tym razem za wszelką cenę, próbując dostać się do karku futrzastego. Biały odtrącił kotkę, nim było za późno i zaatakował ją w ten sam sposób, licząc na to, że kotka w końcu odpuści i nigdy więcej nie wróci w te tereny. Jego zęby wbiły się w gardło Kwadry, lecz stało się coś, czego kocur nie do końca się spodziewał. Z miejsca w skórze, do którego trafiły jego kły trysnęła krew. Rozbity odsunął się, patrząc na kotkę w panice. Położyła się na ziemi, jej wzrok był nieobecny. Oczy Księżyca zaszły się łzami.
— P-Przepraszam! — zawył żałośnie, szturchając prawie martwą kotkę.
Kotka zamknęła oczy, a jej ostatnim ruchem było wskazanie łapą w okoliczny krzaczek.
— N-Nie s-skrzywdź go. Z-Z-Zaopiekuj się nim... — wycharczała jeszcze, a jej głowa padła na ziemię.
Biały szturchnął kotkę nosem. Jego oczy były pełne łez, a futro posklejane przez próby ataku Kwadry. Zaszlochał, ale wtem poczuł, jak coś gryzie go w ogon. Obejrzał się, widząc czarne kocię w wieku około dwóch księżyców. To był moment, w którym wojownik zaczął ryczeć nawet gorzej.
— Tii! Cio źrobiłeś mamjie! — zawył żałośnie kociak, podchodząc do truchła swojej matki.
Zaczepił kotkę łapą. Następnie otarł swój policzek o jej. Oczka malucha zaszły się łzami. Księżyc spojrzał na kociaka nieobecnym wzrokiem. Przełknął ślinę i ruszył w stronę krzaka, który wskazała wcześniej kotka. Leżało tam białe kocię. Jego klatka piersiowa nie poruszała się jednak. Drugie, żyjące kocię, jak usłyszał Księżyc schowało się w krzaki kawałek dalej. Złapał martwą Kwadrę za kark i zaczął ciągnąć w stronę rzeki. Chciał przepłynąć z ciałem na drugi brzeg, ale w pewnym momencie upuścił ciało, które zablokowało się między kamieniami.
— Psiakrew! — zaklął, wychodząc z rzeki.
Spojrzał na mokre futro w wodzie.
„Może przynajmniej nie popłynie do Klanu Klifu” pomyślał, przełykając ciężko ślinę. Ciało było mimo wszystko po drugiej stronie, choć nadal w rzece. Przepłynął na zielone tereny za rzeką. Spojrzał na Drogę Grzmotu.
„Dałbym radę przenieść ją tam?” pomyślał, a zaraz po tym zaczął szarpać ciało kotki.
— To na nic… — mruknął i wrócił do kociaka. Wziął białe kocię i zakopał poza terenami Klanu Wilka, a następnie obmył się porządnie.
Biały nabrał powietrza w płuca i podszedł do kryjówki czarnego.
— Idziesz ze mną — miauknął w końcu, bez żadnego ostrzeżenia, łapiąc młodego za kark.
Zielonooki zaczął się uporczywie wierzgać, usiłując wydostać się z silnego uścisku zębów białego.
— Nje chcię! Ziostaw mnje! Wolę źdechnąć niź iść ź tobą! — wył maluch, a gdy Księżyc położył go na ziemi, mały od razu zaczął uciekać. Schował się znowu w krzaku. Biały westchnął ciężko.
— Chodź — miauknął starszy kocur.
Nie wiedząc do końca co robić odczekał chwilę, aż jego futro wyschnie. Sądził, że w tym czasie czarny do niego przyjdzie jednak na marne. Wrócił więc do obozu sam z nadzieją, że jutro kociak nadal tam będzie. Kiwnął na powitanie Tygrysiej Nocy.
— W-Wróciłem — szepnął Rozbity.
Rudy wyglądał jakby miał o coś zapytać, ale chyba w ostatniej chwili się powstrzymał, widząc niechętną mimikę białego. Niebieskooki, gdy tylko wszedł do legowiska wojowników, niemal od razu padł.
Wszedł do legowiska wojowników i niemal od razu padł.
„Jestem mordercą…” mówił sobie co rusz, zakrywając uszy łapami. Udało mu się zasnąć dopiero o świcie.
Trochę później
Nie spał zbyt długo, obudził go koszmar. Zerwał się na łapy i wyszedł z obozu. Kawałek dalej udało mu się nawet upolować mysz. Skierował się w miejsce nocnej walki z Kwadrą, aby poszukać kociaka. Był dokładnie w tym miejscu, a z jego kryjówki wystawał ogon. Rzucił mysz na ziemię i rozszarpał jej futerko, po czym podsunął zwierzynę młodemu.
— Bierz. Jesteś wychudzony — miauknął, nie mając zielonego pojęcia, czy kociak mógł w ogóle już przyjmować pokarm stały.
Mięso było jednak dosyć miękkie, a kociak miał już zęby (czego dowiedział się, patrząc na swoje pogryziony ogon). Odsunął się kawałek i patrzył na futrzaka. Mały podszedł i powąchał stworzonko. Zaczął je powoli, nieporadnie przeżuwać. Oczka mu łzawiły, ale mimo to jadł z trzęsącymi się uszami.
„Był głodny. Mogłem złapać mu coś już wczoraj…” pomyślał biały, patrząc na czarnego.
— Jestem Rozbity Księżyc. Wojownik Klanu Wilka — szepnął, gdy mały zaczął kończyć zwierzynę.
Zielone ślepia spojrzały w te niebieskie.
— Jeśtem Nów. Moja siostla miała na imjię Pełnia. Mama… ona nje umjiała walcić ani pojować, ale… dbała o naś! Nie jak tata! — miauczał maluch, a Księżyc przełknął ślinę.
Ewidentnie nie wiedział, co zrobić z kociakiem. Nie miał nawet zielonego pojęcia jak powinien się nim zaopiekować.
„Czy on potrzebuje jeszcze mleka?” pomyślał zaraz, strzepując uchem.
— Dobrze Nowiu. Chcesz zostać wielkim wojownikiem? — zapytał w końcu z nadzieją.
To jedyne, co mógł zrobić dla jego matki.
— Wielkim wojownikiem? Będę… walcić? — zapytał cicho.
— Walczyć. Polować. Oczywiście — wyszeptał starszy, a zaraz po tym przyszło mu coś na myśl. — Myślisz, że ktoś będzie cię kiedyś szukał? — zapytał. — Może zmienimy ci imię co? Co powiesz na Nicość? Brzmi… mrocznie — uśmiechnął się łagodnie niebieskooki.
Maluch kiwnął tylko głową, wpatrując się w białego pustymi oczami. Rozbity podniósł się z ziemi i ruszył w stronę obozu.
— Idziemy? — zapytał, oglądając się na kociaka.
— Tiak — miauknął smutno Nicość, włócząc się za starszym.
Księżyc wziął kociaka i w miarę możliwości wrzucił na swój grzbiet, a następnie ruszyli w stronę obozu. Gdy byli na miejscu czarny instynktownie schował się w długim futrze białego. Weszli do legowiska medyka. Księżyc kiwnął głową w stronę Kopra.
— Co tym razem cię do mnie sprowadza Rozbity Księżycu? — zapytało Koper z uśmiechem.
Biały przykucnął lekko, pozwalając młodemu zejść z grzbietu. Czarny futrzak chował się za białym tylko nieśmiało zza niego wyglądając. Wyszedł zaraz dumnie, wypinając pierś. Mimo to wyglądał na smutnego.
— Jeśtem Niciość! — miauknął w końcu, a Księżyc westchnął, opuszczając uszy.
— Mógłbyś go obejrzeć? I… przypilnować. Nie wiem, co może wpaść mi do głowy. Muszę porozmawiać z Zalotną Gwiazdą — miauknął, po czym wyszedł, aby poinformować przywódczynię o nowym przybytku Klanu Wilka.
<Nicość?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz