Przeszłość
— Na co czekasz? — syknął srebrzysty, również opadając niżej na łapach i wbijając pazury w ziemię.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym Daglezja i Sajgon zdecydowali się zabrać swoich uczniów na wspólny trening. Czy myśleli, że naprawdę będzie to przyjemne szkolenie dwójki rodzeństwa? Jeśli tak, to byli w błędzie. Smok odczuwała palącą nienawiść do swojego brata, jak i również chęć upokorzenia go na każdym kroku. Odkąd tylko kocur postanowił obrać tę samą ścieżkę co ona, nie chciała mu dać za wygraną. Musiała pokazać, że to ona jest lepszym materiałem na wojownika. Że to ona bardziej zasługuje na ten tytuł. Że to ona wykona większe postępy i będzie mogła mianować się szybciej od Pierścienia.
Jeszcze przez moment wpatrywała się w kocura zmrużonymi ślepiami, aż w końcu napięła mięśnie i w uderzenie serca odbiła się od ziemi, szybując wprost na Pierścienia. Udało jej się powalić go na ziemię, przygważdżając go do gleby. Kocur leżał na plecach, co dało mu oczywistą opcję ucieczki. Już niedługo później szylkretka poczuła ból w brzuchu, gdy została kopnięta przez brata, który chciał się spod niej uwolnić.
Pierścieniowi udało się podnieść, podczas gdy Smok wracała do siebie po zadanym kopniaku. Srebrzysty od razu spróbował zaatakować siostrę, lecz ta cudem zrobiła chwiejny unik, dzięki czemu kocur pudłował.
— Mógłbyś się bardziej postalać! — warknęła, jednocześnie smagając powietrze ogonem. — Atakujesz jak kociak! Nawet dżdżownica dałaby ladę pzed tobą uciec! — zakpiła, co sprawiło, że w srebrzystym się zagotowało.
Kocur podjął kolejną próbę ataku, lecz Smokowi po raz kolejny udało się zrobić unik. W pewnym momencie postanowiła również przejść do ofensywy i złapała zębami za ogon swojego brata. Ten prędko się odwinął, a gdy szylkretka puściła jego ogon, rzucił się na nią i zaczęli przetaczać się po ziemi, wzbijając w powietrze kurz i pył.
W tej plątaninie uczennicy finalnie udało się ponownie zyskać przewagę i przyszpilić swojego brata do podłoża. Podczas walki odruchowo wysunęła pazury, a teraz łapę z nimi wysuniętymi trzymała na pysku Pierścienia.
— Nigdy nie będziesz plawdziwym wojownikiem! Nawet nie potlafisz walczyć! — fuknęła, nim do dwójki rodzeństwa nie podeszli Sajgon i Daglezja.
— To już tyle z walki na dziś — mruknął czarnofutry.
Na dźwięk jego głosu Smok wsunęła z powrotem pazury i puściła swojego brata wolno, ustawiając się obok swojego mentora. Obserwowała Pierścienia z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na mordce, jakby chciała mu jednocześnie pokazać, że jej mentor jest lepszy i silniejszy od Daglezji.
W końcu wojowniczka nie wyglądała na groźną, a wręcz przeciwnie. Wyglądała sympatycznie, trochę bezbronnie. Pyszczek miała okrągły, niepozbawiony tłuszczyku. I niby ona miała dobrze wyszkolić Pierścienia? W dodatku, choć wyglądała miło, była istnym utrapieniem dla całego Owocowego Lasu. Często zdarzało jej się krzyczeć i marudzić, co nie było przyjemne dla ucha. Pierścień pewnie musiał sobie futro wyrywać podczas treningów z nią!
Gdy srebrzysty doszedł do siebie, cała czwórka ruszyła w stronę azylu. Sajgon i Daglezja szli przodem, a ich uczniowie podążali za nimi. Smok wpatrywała się w pysk swojego brata, a gdy ten tylko spojrzał na nią przez uderzenie serca, wystawiła mu język.
Uczeń przewrócił oczami, ignorując zaczepki siostry.
— No co jest! Lozumiem, że możesz mi zazdlościć tego, że jestem silniejsza, ale nie musisz mnie ignolować! Jesteś pzecież moim blaciszkiem, a lodzina powinna się kochać! — prychnęła kpiąco, po czym trąciła Pierścienia w bark.
Widać było, że srebrny ledwo już znosił obecność swojej siostry. Gdyby tylko mógł, najpewniej rzuciłby się na nią tu i teraz! Wtedy dostałby burę od Daglezji i Sajgonu, a Smok mogłaby się śmiać, obserwując, jak Pierścień płaszczy się pod spojrzeniem swojej mentorki. Czy nie byłoby to piękne?
* * *
Gdy rodzeństwo wraz ze swoimi mentorami przemierzało tereny Owocowego Lasu, nie zatrzymywali się przez podejrzanie długi okres czasu. Jeśli znowu Smok i Pierścień mieli ze sobą walczyć, to dlaczego nie mogli wybrać pierwszego lepszego miejsca? Co to za różnica, czy pobiją się tu, czy tam. Tak czy siak, szylkretka zwycięży.
Wkrótce Sajgon i Daglezja zatrzymali się w miejscu, a na ich pyskach widniały uśmiechy.
— Dzisiaj nauczymy was, jak tworzyć legowiska na gałęziach drzew — oznajmił Sajgon, stając pod pniem jednego z drzew.
— Dokładnie! — przytaknęła Daglezja, śmiejąc się cicho pod nosem.
Smok poczuła oburzenie. Jak to? Po co im umiejętność splatania legowisk? Od tego przecież są stróże! Ewentualnie zwiadowcy. Ale na pewno nie wojownicy! Oni mieli umieć walczyć i bronić Owocowego Lasu, a nie robić za służących.
— Po co! — odezwała się w końcu szylkretka, mrużąc oczy. — Nie możemy nakazać stlóżom tego lobić? Pzecież oni i tak siedzą i się obijają — fuknęła, przewracając oczami.
Sajgon pokręcił jednak głową.
— Owocniaki żyją na drzewach. Umiejętność tworzenia legowisk na gałęziach drzew to dla nas podstawa. Czy naprawdę jesteś członkinią naszej społeczności, jeśli tego nie potrafisz? — odezwał się, wlepiając wzrok w swoją uczennicę.
Co za bzdury! Ona wcale nie żyła na żadnym drzewie. Tylko na nim spała. Nie była jednak jakimś brudnym zwiadowcą, żeby tak bardzo interesować się drzewami! Ten trening był urazą jej osoby.
— Oczywiście, że jestem! Co wtedy, jeśli jakiś kot ulodzi się bez pzednich łap i nie będzie potlafił spleść legowiska? Wtedy też będziesz uważać, że nie jest częścią Owocowego Lasu? Czemu dysklyminujesz koty bez pzednich łap? Hm? — zaczęła się wykłócać, na co Pierścień westchnął głośno.
— Daj spokój, Smok — mruknął jej do ucha, nim Sajgon zdążył coś powiedzieć.
— Nie! Moim zdaniem nie powinni nas uczyć takich głupot! Ja mam umieć się bronić i atakować, a nie lobić legowiska! To jakaś palanoja! — złościła się dalej.
— Dosyć tego! — ogłosił w końcu Sajgon, uderzając łapą o ziemię. — Nauczysz się splatać legowiska czy tego chcesz, czy nie. To mój obowiązek, by cię tego nauczyć, więc muszę go spełnić. Nie będę sprzeciwiać się tradycjom, bo jakiś uczeń sobie tego zażyczył — stwierdził twardo, nie pozostawiając szylkretce miejsca na dyskusję.
Gdy Daglezja zaczęła rozmawiać wraz z czarnofutrym na bliżej nieznany uczniom temat, Smok spojrzała na brata.
— Gdyby nie był taki upalty, to pewnie wyglałabym z nim w tej lozmowie! — mruknęła do niego, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. — Pzecież też się ze mną zgodzisz, że ta umiejętność jest nam kompletnie niepzydatna! — zaczęła narzekać, lecz nim Pierścień zdążył jej odpowiedzieć, ponownie rozległ się głos Sajgonu:
— Dobra, skończcie już rozmawiać. Musicie wpierw samodzielnie zebrać materiały na legowisko, a potem je spleść — ogłosił, patrząc po uczniach.
Smokowi, jak zwykle, nie spodobał się ten pomysł.
— Skąd mam wiedzieć, co zbielać! — oburzyła się, jeżąc futro.
— Powinnaś wiedzieć, na czym śpisz! Patyki, mech, pióra. Cokolwiek, co uznacie za przydatne — odparł starszy, po czym podniósł łapę i pogonił nią uczniów do pracy. — Nie marnujcie więcej czasu na dyskusje! Nie mamy całego dnia na ten trening.
Szylkretka przewróciła oczami, po czym spojrzała na srebrzystego kocura.
— Kto ostatni zbieze potzebne mateliały, ten zgniłe jajo!
* * *
Nareszcie nadszedł ten moment. Czereśnia ponownie spoglądał na szylkretkę z ogromnej topoli, dokładnie tak samo, jak zrobił to w dniu, w którym kotka została mianowana na uczennicę. Jednak tym razem posuwała się o krok wyżej. Wreszcie miała zostać pełnoprawną wojowniczką! Po tylu księżycach, tylu treningach z Sajgonem, który wiecznie chodził z kijem w tyłku… Wreszcie będzie wolna od tego wszystkiego!
Smok bez wahania wystąpiła poza tłum kotów, wzrok mając wbity w czekoladowego lidera. W jej ślepiach tańczyły iskierki ekscytacji, a ogon poruszał się powoli z radości.
— Najwyższy czas, abyś dołączyła do grona wojowników. Wykazałaś się ogromną determinacją i siłą. Czy przysięgasz pozostać lojalną naszej społeczności i walczyć za jej dobro?
Gdy to pytanie padło z ust Czereśni, szylkretka odpowiedziała niemal od razu:
— Pzysięgam! — ogłosiła najgłośniej i najszczerzej, jak tylko potrafiła. Czuła się naprawdę zaszczycona, że wreszcie awansuje i już nie będzie się musiała dostosowywać do rutyny innego kota.
— A zatem witamy cię jako nową wojowniczkę Owocowego Lasu! — zakończył lider, posyłając szylkretce pokrzepiający uśmiech.
Nim Smok zdążyła się obrócić, z tyłu dobiegły ją krzyki.
— Smok! Smok! Smok! — skandowali zebrani.
Świeżo mianowana wojowniczka spojrzała wreszcie na tłum kotów, który z dumą powtarzał jej imię. Jej klatkę piersiową wypełniło ciepło, a wąsy zadrżały z tych wszystkich emocji. Gdy tak sunęła wzrokiem po znajomych pyskach, w końcu zatrzymała się na Pierścieniu. Ciekawe, czy jej teraz zazdrościł…
<Blacie?>
[1436 słów + tworzenie legowisk na gałęziach drzew]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz