Szum wiatru zbudził niebieską koteczkę śpiącą na uczniowskim kasztanowcu. Wraz z tym szumem usłyszała również głos kremowego kocura dobiegający z dołu. Zeskoczyła z drzewa i otrzepała swoje futerko z resztek wczorajszego błota. Dziś już materiał do figurek był wysuszonym piaskiem. Gdyby tylko znalazła to trwalsze coś...
— Ziemia do Mordor — miauknął Iskrzyk, uśmiechając się lekko.
Kotka zamrugała kilkukrotnie, wracając do rzeczywistości. Spojrzała na stojącą przed nią kotkę. Czarno białe futro. To musiała być Psianka. Niebieska zmrużyła oczka, zastanawiając się nad tym, czy powinna się przywitać. Z tego, co było jej wiadomo, tego wymagało bycie przyjaznym. Rozpoznawała kotkę, w końcu jeszcze nie tak dawno spały na tym samym kasztanowcu. Była o księżyc młodsza od karpati, a już była zwiadowczynią. Wraz z tą świadomością Mordor zalało odrobinę zazdrości. Przełknęła gulę w gardle i uśmiechnęła się lekko.
— Cześć Psianko. Jak...ci idzie bycie zwiadowcą? — miauknęła, nie będąc pewna co powiedzieć.
Nie od dziś było wiadomo, że tortie nie należała do najlepszych, jeśli chodziło o komunikację z innymi…
Poruszyła uszami, słysząc pytanie Mordor, po czym uśmiechnęłam się lekko.
— Całkiem dobrze! — odpowiedziała pogodnie, siadając na chwilę przed nią. — Właściwie dopiero zaczynam się przyzwyczajać, że teraz naprawdę mogę sama wychodzić na zwiady. Nadal czasami łapię się na tym, że odruchowo szukam Rohan wzrokiem, kiedy coś zauważę — zaśmiała się cicho, a jej puszysty ogon owinął się wokół łap.
Niebieska zastrzygła lekko uszkiem, słysząc odpowiedź kotki. Słysząc przyjazny głos kotki, uspokoiła się odrobinę, rozluźniając mięśnie. Mordor spojrzała z boku na Iskrzyka, który tylko kiwnął kotce. Kremowy zdawał sobie sprawę z tego, że tortie było ciężko zawiązywać nowe kontakty, dlatego cieszył się, że nie pospieszał ich, tylko usiadł z boku, w ciszy słuchając innych klanowiczy.
— Naprawdę można wychodzić samemu? — miauknęła koteczka, ugniatając swój ogonek pod łapkami. — Mama na pewno też nie może się jeszcze przyzwyczaić do braku swojej pierwszej uczennicy. Raz, gdy byłam z nią i Iskrzykiem na patrolu chyba nawet chciała cię zawołać i... — kotka zaprzestała mówić, tak jakby gdzieś zapodziała się myśl, która chciała przełożyć na słowa.
Ucichła na moment, postanawiając nie kontynuować tej wypowiedzi.
Psianka zastrzygła uszami, słuchając jej uważnie. Na wzmiankę o Rohan uśmiechnęła się lekko, bo doskonale znała to uczucie, kiedy mentorowi trudno było przyzwyczaić się do tego, że uczeń przestaje potrzebować jego ciągłej obecności.
— Można, chociaż nie zawsze trzeba. — odpowiedziała z lekkim rozbawieniem. — Rohan nadal czasem wypomina mi, żebym nie zapominała o ostrożności. Ale właśnie na tym polega moja praca. Muszę umieć sama odnaleźć drogę i wrócić do obozu.
Czarna kotka zerknęła w stronę kasztanowca, przypominając sobie ich dawne legowisko.
— Pamiętam, że kiedyś spałyśmy tutaj razem. Trochę dziwnie pomyśleć, że teraz obie robimy coś innego. — przekrzywiłam lekko głowę. — A ty? Nadal robisz te swoje figurki?
— To było jeszcze niedawno. Właściwie to dopiero teraz mamy lepszą okazję do rozmowy — miauknęła cicho kotka, czując jak zalewa ją pewne uczucie wstydu. — Robię. Ale ciężko jest znaleźć tą...glinę. Trzeba dużo kopać, dlatego używam błota — mruknęła kotka.
Jak zwykle, gdy ktoś wykazywał zainteresowanie jej zabawnym hobby, czuła ekscytację i radosne mróweczki w łapach.
— Co lubisz robić Psianko...? — zapytała.
Na wspomnienie o figurkach moje oczy od razu rozbłysły ciekawością. Przez chwilę spojrzałam na jej łapy, jakbym próbowała wyobrazić sobie, co właściwie można ulepić z błota.
— To brzmi całkiem fajnie! Mogłabym kiedyś zobaczyć, co robisz? — zapytałam, po czym zastanowiłam się nad jej kolejnym pytaniem. — A ja… chyba najbardziej lubię wspinać się po drzewach. I obserwować wszystko z góry. Czasami potrafię siedzieć na jednej gałęzi naprawdę długo, tylko patrząc na las. No i lubię poznawać nowe miejsca. Zwiadowca chyba trafił mi się idealny. — uśmiechnęłam się szerzej. — Chociaż polowania nadal nie są moją mocną stroną.
Mordor pokiwała ochoczo łebkiem, nie będąc pewną, co powinna dalej mówić.
Widząc błysk w oczach kotki na wspomnienie o jej figurkach, zaczęła nerwowo wbijać pazurki w ziemię. Gdy spojrzała na łapy Mordor, ta niemal natychmiast zaczęła przestępować z łapki na łapkę. Nie były one w końcu najczystsze. Słysząc jednak pytanie kotki, aż podskoczyła radośnie. Pokiwała wielokrotnie główką na tak i zaczęła szperać w jednym z okolicznych krzaczków. Pokazała jej jedną z bardziej udanych figurek.
— Tu jest właśnie trochę gliny. Wszystkie inne szybko się niszczą. Nie przypomina...ale to miał być królik — miauczała kotka. — Chciałabym kiedyś pójść na wysypisko. Na pewno dużo tam ciekawych rzeczy.
Słuchała kotki i kiwnęła głową.
— Rozumiem. Bycie zwiadowcą jest świetne. Tylko...czasem żałuję, że rozdzieliłam się z rodzeństwem — odparła.
<Psianko?>
[716 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz