— Tato, pobawisz się z nami? — zapytała wysokim głosikiem, wlepiając duże patrzałki w wojownika. Kocur zamyślił się i szybko kiwnął głową. Dymny kocurek zdawało się, był delikatnie niepocieszony. Najprawdopodobniej dlatego, że skończył rozmowę z Nocnym Śpiewakiem. Niebieska dostrzegła, że odkąd tylko zyskali chociaż trochę świadomości, jej braciszek bardzo ubiegał się o uwagę rodzica, co wywoływało w niej również lekkie ukłucie, chociaż nie była jeszcze pewna czego dokładnie. Przewidziała pytanie, jakie miało paść za moment z pyska bursztynookiego. Strzepnęła małym uchem. — Pobawmy się w wyznawcę Klanu Gwiazdy i wojowników Klanu Wilka! — poprosiła, a wręcz zażądała, tym samym nie pozwalając Skowronkowi na wybór ich aktywności. Kocurek jednak, zauważywszy, że ojciec nie zaprotestował, a wręcz ucieszył się delikatnie na te słowa, wyglądał na spokojniejszego. Bryzka nie wiedziała jeszcze, o co chodziło z wyznawcami, była zbyt mała, żeby to rozumieć, dlatego dla niej była to jedynie zabawa, którą akurat tak nazwano. Dorosły odchrząknął.
— Nie przejdziecie ani skrawka dalej! Przegonię was z naszych terenów, innowiercy! — kruczofutry nastroszył sierść wzdłuż kręgosłupa, wyginając grzbiet w łuk i strzygąc wąsami, gdy jego ogon wywijał na boki niczym bicz. Bryzka spojrzała na Skowronka, a po chwili kiwnęli głowami w tym samym czasie. Rzuciła się w stronę ojca, wczepiając się w jego łapy. Braciszek zaś pochwycił futro na jego brzuchu i podciągając się ku górze, wbił małe pazurki w bark kocura, próbującego strząsnąć z siebie kociaki, oczywiście tak, żeby nie stała im się krzywda. Gdy Bryzka była już pewna swojej wygranej, siłując się z kończyną ojca od paru uderzeń serca, wyobrażając sobie siebie jako wspaniałą wojowniczkę, obsypywaną pochwałami z każdej strony, rodzic nagle zawarczał donośnie, po czym odepchnął ją lekko, przez co upadła na grzbiet, pokonana. Dymnego jednak spotkało coś dużo gorszego, ponieważ Nocny Śpiewak odwrócił łeb w jego kierunku i jednym zwinnym ruchem zdjął z siebie kociaka, jako iż był drobnej budowy, za skórę na karku. Młodziak zawisł z jego pyska, ogon podkulił domyślnie pod brzuch, a łapki miał uniesione ku górze. Zaczął nerwowo wywijać kończynami, dopóki nie położono go na gruncie. Gdy nawiązali kontakt wzrokowy z siostrzyczką raz jeszcze, rzucili się w stronę Nocy, nie dając za wygraną, mimo widocznej różnicy w sile i wzroście. Mała Bryzka sapała ze zmęczenia, jej organizm nagrzewał się, ale bawiła się na tyle dobrze, że nie mogła teraz odpuścić! Po kociarni poniósł się donośny, radosny pisk maluchów.
— Pokonamy cię, wyznawco Klanu Gwiazdy! — powiedział z determinacją Skowronek, a Bryzka uśmiechnęła się lekko, w paru susach doskakując do kruczofutrego raz jeszcze. Tym razem we dwójkę zaczęli okładać łapy starszego z wysuniętymi pazurkami, nie robiąc mu jednak nic więcej poza paroma wyrwanymi włoskami. Nocny Śpiewak miał bardzo dużo futra, dlatego na pewno nie zrobiło mu różnicy o trzy mikroskopijne czarne paseczki mniej.
— Aaah! Blerghhh… — wrzasnął nagle, z gardła wydobywał mu się dźwięk bulgotania, gdy szybko runął dramatycznie na ziemię obok nich. — Co… wy… pokonaliście… mnie…
Bryzka wydała z siebie okrzyk zwycięstwa, po czym szturchnęła brata obok, jakby chciała mu powiedzieć “patrz, wygraliśmy”! Poczłapała szybko do głowy ojca, wspinając się na nią, gryząc go i ciągnąc za uszy, czując dumę z sukcesu.
<Tatuś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz