Diane ruszyła w stronę miejsca, w którym najczęściej przebywał Celestyn, choć tym razem jej kroki były nieco szybsze niż wcześniej. Starała się jednak panować nad własnym pośpiechem, pamiętając o słowach Sycylii, która zawsze powtarzała, że nawet największe podekscytowanie nie powinno odbierać kotce gracji ani rozwagi.
Celestyn siedział w szerokiej smudze światła, która wpadała do wnętrza przez częściowo odsłoniętą szybę.
Diane zatrzymała się kilka kroków od ojca.
Przez krótką chwilę po prostu mu się przyglądała. W jego spokojnej sylwetce było coś, co zawsze pomagało jej zebrać myśli, dlatego nie czuła przy nim tego samego napięcia, które towarzyszyło jej rozmowom z Sycylią. Mimo to chciała odpowiednio dobrać słowa. W końcu prosiła go o coś, na czym naprawdę jej zależało.
— Tato?
Celestyn odwrócił głowę, a na jego pysku pojawił się łagodny uśmiech.
— Tak, Diane? Chciałaś ze mną porozmawiać?
Diane podeszła bliżej, wskoczyła na parapet i usiadła przy oknie. Przez moment patrzyła przez okno, pozwalając, by widok ogrodu ponownie pochłonął jej uwagę. Z tej perspektywy nie mogła dostrzec wszystkich szczegółów, które tak bardzo ją ciekawiły, lecz właśnie przez to jej wyobraźnia pracowała jeszcze intensywniej.
— Rozmawiałam z mamą — powiedziała w końcu. — Chciałam poprosić ją, żeby wyszła ze mną do ogrodu, ale odmówiła. Powiedziała, że najpierw powinnam zająć się swoimi obowiązkami i nauczyć się panować nad tym, jak bardzo chciałabym tam pójść.
Celestyn przyjrzał jej się uważnie.
Diane opowiedziała mu o rozmowie z Sycylią znacznie spokojniej, niż początkowo zamierzała. Nie chciała, aby zabrzmiało to tak, jakby skarżyła się na matkę. Wprost przeciwnie — rozumiała jej argumenty i sama przyznawała, że były rozsądne. Mimo wszystko gdzieś pod tym zrozumieniem kryło się rozczarowanie, którego nie potrafiła całkowicie ukryć.
Celestyn dostrzegł je bez trudu.
— Rozumiem, że mimo wszystko nadal bardzo chciałabyś zobaczyć ogród.
Diane skinęła głową.
— Tak. Szczególnie teraz, kiedy wiem, że jeszcze nigdy naprawdę go nie oglądałam. Mogłam jedynie patrzeć przez okno i zastanawiać się, jak wyglądają te wszystkie rośliny z bliska.
Jej wzrok znów powędrował ku szybie.
Tym razem jednak nie ograniczyła się do podziwiania barw. Próbowała wyobrazić sobie fakturę liści pod łapą, zapach ziemi rozgrzewanej przez słońce oraz chłód rosy, która z pewnością wciąż kryła się w cieniu. Wydawało jej się, że ogród ma własny świat, zupełnie inny od tego zamkniętego w ścianach domu, i właśnie ta myśl budziła w niej największą ciekawość.
— Chciałabym też spróbować stworzyć własny bukiet — dodała po chwili. — Nie wiem jeszcze, czy potrafiłabym dobrać pasujące do siebie kwiaty, lecz chciałabym spróbować.
Celestyn przez moment milczał.
— W takim razie tym bardziej powinnaś zobaczyć go z bliska.
Diane uniosła głowę.
— Naprawdę?
— Oczywiście.
Celestyn wstał, lecz zanim zeskoczył z parapetowej półki, jeszcze raz spojrzał przez okno.
— Jeśli chcesz nauczyć się sztuki, musisz najpierw nauczyć się patrzeć. A tego nie da się zrobić wyłącznie przez szybę.
Te słowa wydały jej się niezwykle trafne. Jeżeli naprawdę chciała kiedyś tworzyć, musiała nauczyć się dostrzegać to wszystko.
Diane podniosła się.
— Tylko mama powiedziała, że najpierw powinnam wykonać swoje obowiązki.
Celestyn uśmiechnął się pod nosem.
— I w tej kwestii ma całkowitą rację. Nie zamierzam namawiać cię do ich zaniedbania. Zajmij się tym, co do ciebie należy, a kiedy skończysz, możemy wyjść.
Diane poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej piersi.
Nie chciała okazać przesadnego entuzjazmu, zwłaszcza po rozmowie z Sycylią, dlatego jedynie skinęła głową, choć końcówka jej ogona zdradziła ją, poruszając się z ledwie powstrzymywaną radością.
— Dobrze, tato. Postaram się wszystko zrobić jak najlepiej.
— Wierzę w ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz