Biało-ruda trzepnęła łebkiem, rozpędzając kłębiącą się w jej główce chmarę myśli.
— Jasne! Możemy pobawić się w ganianego, dobrze? — spytała, na co szylkretka entuzjastycznie pokiwała głową, uśmiechając się szeroko.
Obie radośnie wybiegły przed żłobek, zatrzymując się na mokrej, świeżo zroszonej deszczem ziemi, niemal wpadając do pobliskiej kałuży. Podobne do niej mikro-źródełka pokrywały teraz całą okolicę. Woda wypełniała każde zagłębienie, jakie tylko mogła, zmieniając obozowe podłoże w bagnistą papkę. Idealne warunki dla dwóch niesfornych kociąt.
Wełnianka zrobiła nikczemną minę, klepiąc Fiołek w bok ciała.
— Ty gonisz! — miauknęła wesoło.
Czym prędzej rzuciła się do ucieczki, korzystając z chwili zdezorientowania swojej towarzyszki. Szybko jednak poczuła, że druga koteczka biegła tuż za nią, ewidentnie wykazując się większą zwinnością i prędkością niż ona. Ostatecznie zdołała ją dopaść po kilkunastu uderzeniach serca, szybko zawracając, aby samej nie paść ofiarą zemsty biało-rudej. Wełnianka ruszyła w pogoń, kilka razy ledwie unikając poślizgnięcia się na mokrym błocie. W pewnym momencie jej to jednak nie wyszło — jedną łapką wpadła w kałużową dziurę, tracąc równowagę i czystym ślizgiem wpadając wprost w Fiołek, tym samym ją przewracając. Obie zatrzymały się tuż obok żłobka, częściowo zanurzone w mulistej wodzie, całe umorusane błotem, gliną i brudem. Po chwili bezczynnego leżenia spojrzały na siebie zdezorientowane. Fiołek momentalnie wybuchła śmiechem, a Wełnianka zaraz do niej dołączyła, ciesząc się, że ta nie była zła ze względu na ten mały wypadek. Podniosła się, otrzepując się z gęstej ziemi, po czym wsparła koleżankę w tym samym.
— Wybacz za to — mruknęła, chociaż widziała po zachowaniu drugiej koteczki, że ta nie chowała do niej urazy.
— Nie ma sprawy! Było i tak fajnie! Śmiesznie się poślizgnęłaś… Nie wiedziałam, co zrobić! Wpadłaś na mnie tak szybko, to było tylko “zium” i obie leżałyśmy!
— Tak. — Wełnianka pokiwała łebkiem, wciąż się uśmiechając. — Jesteś bardzo szybka, wiesz? W ogóle nie mogłam cię… no, złapać. — Zakłopotana niedoborem słownictwa położyła po sobie uszy, chwilowo odwracając wzrok od towarzyszki, wbijając go w podłoże, gdy obie przekroczyły znowu próg kociarni. Czy ona myślała, że jest dziwna? Pewnie tak… Sama tak pięknie wszystko mówiła, och! Gdyby tylko ona tak potrafiła…
Po chwili podniosła jednak główkę, ukradkiem zerkając na szylkretkę.
— Będziesz chciała się pobawić ze mną jutro? — zapytała, przechylając łebek w bok. — Postaram się już więcej na ciebie nie wpadać — dodała po chwili namysłu, szczerząc ząbki.
< Fiołek? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz