— Dzień dobry, Biały Strumieniu — przywitał się kulturalnie i skinął mu głową. — Czy jest coś ważnego do zrobienia? — zapytał młodzieniec.
Nagle coś mu wpadło do głowy, Biały widział zmianę na pyszczku srebrnego.
— Czy za niedługo będę mianowany? — zadał kolejne pytanie, a jego ciemne oczy zalśniły.
Biały Strumień spojrzał z ukosa na swojego ucznia.
— Twoje mianowanie zależeć będzie od Zawodzącej Gwiazdy. — Odpowiedział spokojnie. Poruszył ogonem, odwracając się. — Jednak nim Cię polecę, mamy do nauki jeszcze kilka rzeczy.
Poruszył wąsami, zastanawiając się. Nadeszła wiosna, mogli więc spróbować biegów długodystansowych bądź polowania na króliki. Biały nigdy w polowaniach dobry nie był, jednak posiadał potrzebną wiedzę. Może Kurza Łapa zrozumie bez nadmiernej demonstracji.
— Wolisz dziś biegać czy polować? — Zapytał po dłuższym namyśle.
Kurza Łapa zastanowił się nad odpowiedzią.
— Jest jeszcze dzień, Biały Strumieniu — wymamrotał, niepewnie na niego zerkając. — Może powinniśmy poczekać na wieczór…
Biały Strumień poruszył wąsami. No tak... czas pod ziemią leciał inaczej. Nie mogąc wyjść o każdej porze dnia, tracił rachubę. Nie wiedział, czy była noc, czy dzień, a jego uczeń, który nie miał problemów tej natury, mógł uznać go za jakiegoś nieogarniętego.
— Oh — mruknął. — Gdy nie możesz wyjść na zewnątrz, kiedy Ci się żywnie podoba, zaczynasz tracić poczucie czasu. — Wyjaśnił, jakby czując się zobowiązanym do tego.
Rudy był młody i zapewne nie rozmyślał zbyt wiele nad chorobą swojego mentora. Nie musiał zresztą, toteż takie wpadki na pewno mogą zdarzać się częściej.
— W tym czasie możesz wymienić starszym legowiska. Wieczorem przeprowadzę z Tobą trening polowania.
Zarządził, nasłuchując dookoła rozmów kotów, które wróciły z porannego patrolu.
Kurza Łapa się skrzywił i prychnął.
— Po tym pożarze tylko duchom można wymieniać posłania... — mruknął pod nosem, kierując się niechętnie w stronę legowiska starszyzny.
Biały Strumień zmarszczył brwi. On zawsze był taki pyskaty?
Odwrócił się, idąc w swoją stronę. Przechodził akurat koło medycznego legowiska, z którego wychodził jego brat. Minę miał ciężką do odgadnięcia, jednak gdy zobaczył brata, rozpromienił się. Biały Strumień znał go nie od dziś, wiedział więc, iż kocur jedynie przywdział maskę.
— Dobry dzień, Biały Strumieniu — powitał go albinos.
— Dzień dobry — miauknął. — Wszystko w porządku?
Lotos poruszył wąsami.
— Ah… to tylko infekcja po ugryzieniu szczura — mruknął, a jego pyszczek wykrzywił delikatny grymas. — Uważaj na siebie, chodząc po tunelach.
— Naturalnie — Odpowiedział, żegnając brata kiwnięciem głowy.
Zastanowiła go ta sytuacja. Kurza Łapa wciąż utrzymywał, iż słyszał dziwne odgłosy w różnych częściach tuneli. Czyżby to były szczury?
Pokręcił głową. Miał teraz ważniejsze sprawy, którymi powinien się przejmować, aniżeli domysły swojego ucznia.
Zjadł posiłek, wyczyścił futro z drobinek brudu, a następnie zajął się rozmową z bratem, Lotosowym Pąkiem. Minął mu tak czas aż do wieczora, gdy słońce skryło swoje śmiertelne dla niego oblicze za horyzontem. Mógł znaleźć teraz swojego ucznia, by zabrać go na trening.
— Kurza Łapo? — Zaczął, chodząc po nowym obozie. — Gdzie jesteś?
Srebrny rudzielec zjawił się przed nim w okamgnieniu. Bystrym okiem przyglądał się albinosowi.
— Tu jestem — odpowiedział młodzieniec. — Czy będziemy polować... w nocy? — zapytał.
Biały Strumień wiedział, iż Śniący Obserwator miał problemy z przyszłym Przewodnikiem. Kurza Łapa otwarcie twierdził, iż będzie trenować jedynie z albinosem, co łaskotało ego Przewodnika, ale jednocześnie utrudniało trening.
Biały spojrzał w miejsce, z którego dobiegał głos. Zobaczył jasnorude futro i wielkie oczy, które wpatrywały się w niego z iskierkami w oczach. Przewodnik posłał mu delikatny, cwaniacki wręcz uśmiech.
— Tak, a co? Boisz się nocy, Kurza Łapo? — Zapytał, zaczynając prowadzić do wyjścia.
— Nie, nie boję się ciemności — wymamrotał i uciekł wzrokiem w bok. — Przecież z tobą tylko chodzę w ciemności... — dodał ciszej i zaczął iść za przewodnikiem.
Gdy wyszli, kontynuował:
— Zające można spotkać o każdej porze dnia. Jeśli będziesz umiał polować pod osłoną nocy, będziesz niedościgniony za dnia.
Zrobił chwilę przerwy, kierując łapy ku rozległym polanom. Świeża, chłodna trawa trzaskała pod ich łapami.
— Ja mogę tylko nocą robić takie rzeczy, Ty zaś kiedy zechcesz. Nauczę Cię polowania o takich porach, ale niestety do dziennych treningów polowań powinieneś poprosić kogoś innego.
Kurza Łapa nie drgnął. Zmrużył oczy.
Przysłuchiwał się słowom mentora, bacznie rozglądając po nocnym krajobrazie.
— Nie potrzebuję innych — prędko odpowiedział Białemu. — Polując w nocy i tak będę lepszy od zwykłych kotów.
Kiedy się zatrzymali, Kurza Łapa wyszedł na przód i zaczął węszyć. Zimne, ostre powietrze wypełniło jego płuca. Skrzywił się i odwrócił do albinosa.
Biały Strumień przesunął długim ogonem po ziemi. Było chłodno, przez co Przewodnik odczuwał gęsią skórkę. Przymknął oczy, by wsłuchać się w otoczenie. Śpiewające świerszcze, koniki polne, drobne ptaki czy inne dźwięki wypełniające nocną pustkę.
— Dobrze, w takim razie ruszajmy. — Zarządził.
Gdy byli nieco dalej na polanie, Biały złapał trop zająca. Zawołał do siebie Kurzą Łapę, by wskazać mu zapach, jeszcze świeży. Mieli sporą szansę na powodzenie.
— Zapamiętaj ten zapach. — Miauknął. — Możemy ruszyć jego tropem, spróbujesz go upolować. Chcesz to zrobić we dwójkę, czy wolisz sam się sprawdzić?
Kurza Łapa nie łapał nigdy zajęcy, toteż mógł mieć trudności z uwagi na ich zwrotność i nieprzewidywalność. Biały chciał w ten sposób wesprzeć ucznia i zwiększyć szansę na powodzenie łowów.
Młodzik skinął mentorowi głową, dokładnie analizując zapach pozostawiony przez zająca.
Na pytanie albinosa podniósł głowę i się zastanowił.
— We dwójkę — zdecydował. — Musimy coś przynieść. Przez pożar klan głoduje — dodał.
Biały Strumień uniósł kąciki ust, słysząc odpowiedź ucznia. Bardzo dobrze, że stawia Klan na pierwszym miejscu w priorytetach. Rozciągnął się chwilę po tym, wysuwając ostre pazury.
— Chodźmy więc. Poprowadzisz?
Uczeń bez słowa wyszedł na prowadzenie, co jakiś czas uważnie się rozglądając za możliwym szelestem w wysokiej trawie. Starał się nie wydawać żadnych głośnych dźwięków, również patrząc co chwilę, czy mentor za nim szedł. Jakby się bał, że Biały Strumień zaraz zniknie w nocnych odmętach.
Biały Strumień wydał z siebie cichy chichot widząc, jak uczeń cały czas patrzy za sobą, czy szedł. Albinos zamrugał czerwonymi oczyskami. Było naprawdę bardzo ciemno, chmury przysłaniały gęsto księżyc oraz gwiazdy, więc nawet jego jasne futro mogło zniknąć w mroku.
— Nie zostawię Cię, Kurza Łapo — odezwał się w ciemnościach.
Nagle albinos złapał trop, podnosząc uszy do góry, by lepiej zlokalizować zająca.
— Czujesz? Słyszysz jego małe łapki? Jest nieopodal — wyszeptał.
Czekał w skupieniu na następne ruchy ucznia, będąc gotowym, by wraz z nim otoczyć ofiarę i pozwolić Kurzej Łapie zanurzyć w niej swoje kiełki.
< Kurza Łapo? >
[Liczba słów: 1006, trening Kurzej Łapy, trening polowania na zające]
Wyleczeni: Lotosowy Pąk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz