Na słowa kotki młodszy położył uszy.
”On chyba nie ma zamiaru się ode mnie odkleić…” — pomyślała, kiedy kocurek znów zbliżył się do niej niemal tak, że ich futra mogły się stykać.
— Jak to? Um… Dlaczego? Oferuję ci coś, a ty odmawiasz? - powiedział, na co Nieboskłon miała ochotę przewrócić oczami.
”No normalnie, tak jak każdy kot ma do tego prawo…”
Malinka już miała odpowiedzieć, że musi iść na trening czy cokolwiek takiego, jednak dymny znów zabrał głos.
— Widzę już. Masz raz, dwa, trzy… białe łapy! To wiele tłumaczy, to bardzo zły omen.
— Zły omen? O czym ty mówisz? – powiedziała, po raz kolejny się odsuwając. Jej lodowe ślepia nie spuszczały z niego wzroku ani na chwilę, mimo iż kotka miała już delikatnie dość przebywania z kocurkiem. Tego nie było w jej bingo dzisiejszego dnia. To, to na pewno.
— Normalnie! Trzy to liczba zła, smutku, bólu. Przykro mi z powodu twoich trzech łap. Może jak będziesz je nacierać… um…
Zwiastun zamilkł na chwilę, a szylkretka uznała, że musi coś kręcić. W końcu skąd on by niby wiedział takie rzeczy?? Nie był medykiem, żeby odbierać znaki od Gwiezdnych. A tak w zasadzie to, czym oni w ogóle byli? Musiała później pójść do kogoś starszego i dopytać. W końcu głupio tak nie wiedzieć.
— …rosą poranną, to może wyrośnie ci białe futro na czwartej. Inaczej niech Klan Gwiazdy cię strzeże. Gdybyś tylko chciała mnie słuchać, powiedziałbym ci więcej. Jednak twój wybór.
Owinął ogon wokół swoich łap, patrząc na ścianę.
— A kim ty jesteś? Czemu mówisz mi o omenach? — zapytała, a czarny wyprostował się, jakby co najmniej sprawiła mi komplement.
— Zwiastunek! Dziwi mnie, że jeszcze nie wiesz. Polecam zapamiętać, bo moje pędzelki pozwalają na kontakt z Klanem Gwiazdy. A ty ich też nie masz? Ile smutku w jednym kocie… A ty? Kim jesteś?
Nieboskłon owinęła ogon wokół łap
”Młody, nie interesuj się, bo psiej mordy dostaniesz.” — pomyślała, jednak nie powiedziała tego na głos. Nie chciała być niemiła. W końcu to tylko kociak. A kocięta mają czasami mysie bobki zamiast myśli pod tą małą kopułką.
— Nieboskłonna Łapa. Nie powinieneś oceniać kotów po ich wyglądzie, Zwiastunku. Wyrobiłeś sobie opinię o mnie, nawet nie znając imienia mego… A teraz przepraszam, ale teraz wybieram się… Gdzie indziej. Życzę miłego poranku.
Mówiąc to, uczennica wstała, nie czekając na odpowiedź kocięcia. Następnie Malinka skierowała się do legowiska Kronikarzy w poszukiwaniu któregoś z nich. W końcu oni chyba wiedzą o żyjących na niebie najwięcej, czyż nie? Po drodze zauważyła, że jej mentor akurat je. Postanowiła go nie zaczepiać, co jej zdaniem było jej na łapę. Nie przepadała za nim. Wydawał jej się arogancki. Chodź… Może ona też oceniła go pochopnie? Chyba dała mu za mało czasu.
”Hss, hipokrytka… Przyganiał królik zającowi…” — skarciła się w myślach, ruszając na poszukiwania najstarszego z trzech Kronikarzy.
Nieboskłonna Łapa bardzo go polubiła. Był spokojny, miły, a do tego szanował jej przestrzeń osobistą!! W dodatku rymował, co wydawało się młodszej superowe i super trudne. Kiedy point ją ujrzał, w jego oczach coś się zmieniło. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy raczej źle, ale kocur zdawał się nie owijać w zboże. Gdyby jej nie lubił, to chyba nie prowadziłby z nią ostatnio rozmowy.
— Dzień Dobry Wędrujące Niebo, czy mogę zająć ci kilka uderzeń serca na rozmowę? — zapytała, pochylając głowę z respektem dla starszego, na co on poklepał łapą miejsce nie za blisko siebie, co Malince bardzo ucieszyło.
— Witaj istoto niewielka, znów do mnie powracasz. Cóż to cię sprowadza w me progi, co cię gnębi, zaraz rozjaśnię twe myśli nagminne, aby znów mogły krążyć w twej głowie niewinnej.
— No to już mówię. Bo każdy mówi o tych całych Gwiezdnych kotach, a ja nawet nie do końca wiem, kto to jest. W sensie—
Kotka usiadła, a następnie zaczęła gestykulować przednimi łapkami.
— No bo Dryfujący Fluoryt coś tam o nich wspominała, ale za każdym razem nie kończyła wypowiedzi i wiem tylko, że takie coś jest. A chciałabym wiedzieć więcej! Z tego, co mówił mi Lotosowy Pąk, są ściśle powiązani z rolą kronikarza. Dlatego chyba tym bardziej powinnam o nich wiedzieć jak najwięcej. No a ty dobrze opowiadasz!
Dymny zaśmiał się, a na jego pysku widniał łagodny uśmiech.
— Gadatliwaś ty, acz nieskłonna do otwarcia byle komu. Cenne twe cechy i przydatne będą. Kronikarza rolą opowiadać przeszłość tak ważną i niezmienną. Pytasz cóż to Gwiezdni, przychodzę więc z powieścią. Są to koty, które kiedyś chodziły po naszych ziemiach. Kiedy ich czas kończy się, trafiają na srebrną skórkę, gdzie zwierzyny nigdy nie braknie, a panuje tam wieczna pora liści nowych. Jednak za życia kot musi być dobrym i wiernym klanu swemu i Gwiazdy, aby móc odpoczywać tam po wieki wieków. Oni czuwają nad nimi i strzegą przed złem, wysyłając omeny medykom swych ugrupowań. Ukazują im się w snach, a czasem i na jawie, jeśli tego właśnie trzeba. Są wszechmogący i wszechobecni. Zawsze byli i zawsze będą, jeśli my, śmiertelnicy wierni im pozostaniemy.
— Aha… — mruknęła pręguska, przetwarzając daną jej informację, podczas gdy niebieski przez kilka uderzeń serca mrucząc coś pod nosem.
— Królik. — miauknął z przekonaniem, oglądając młodszą od góry do dołu.
Nieboskłon zamrugała kilkukrotnie, nie do końca rozumiejąc.
— Przepraszam?.... — szepnęła, a w jej głowie pojawiła się obawa, czy przypadkiem nie odpłynęła na chwilę myślami, ponieważ czasami bywało i tak.
— W nocy z obozu wybyłem, aby ujrzeć bezkres nieba nocą spowitego. Między gwiazdami ujrzeć coś zdołałem. Sami Gwiezdni tańczyć gwiazdom kazali, a one ukazały mi królika, który zniknął, zanim się obejrzałem. Twój i sióstr twych to znak, wszak każdy Burzak taki ma.
— Oohhh… Rozumiem.
— Pasuje do ciebie — powiedział, kładąc się na swoim posłaniu.
— Uhmm…
Kotka nie wiedziała co odpowiedzieć. Czy to był komplement? Jak się na takie coś odpowiada? Po prostu dziękuję? A może też się mówi temu komuś coś miłego?
— Yym… Dziękuję?... A może przyniosę coś do jedzenia? Za czym przepadasz? — spytała, podnosząc się.
— Hmmm… W istocie nie konsumowałem nic ostatnimi chwile. Przynieś to, co lubisz, a ja chętnie to przymilę.
— To ja w takim razie wrócę w tempie króliczym!! — odparła szylkretka, na co kompan skinął łbem.
Malinka odwróciła się i wyszła z norki, idąc na poszukiwania jakiegoś smacznego kąska dla Wędrującego Nieba. Gdy wróciła, trzymając zwierzynę w pysku, point zaproponował jej wspólny posiłek. Nieboskłonna Łapa nie spodziewała się takiej propozycji, jednak przyjęła ją. Po pierwsze nawet go lubiła, a po drugie niekulturalnym byłoby odmówić komuś dużo starszemu i dużo bardziej doświadczonego w życiu. Po skończonym posiłku kocur zalecił jej drzemkę. W końcu wieczorem miała iść na trening z Lotosowym Pąkiem. W tym czasie sam poszedł rozprostować łapy i kiedy już Malinka niemal zasnęła (a było to ciężkie bez jej siostrzyczek obok), poczuła na sobie czyjeś łapy. Myślała, że to Poziomka lub Porzeczka, jednak gdy otworzyła ślepia, ujrzała czarnego, upierdliwego kociaka.
— Nie widzisz, że próbuję spać? — miauknęła, ogonem delikatnie odsuwając dymnego.
— No ale czemu ty śpisz, skoro jest środek dnia? I do tego pewnie nie wcierałaś rosy w tą nieszczęsną łapę, co nie? Ty mnie w ogóle nie słuchasz!
„Na Klan Gwiazdy, idź już sobie i daj mi spokój…” — pomyślała istota, jednak kocur nie przestawał nawijać.
— Czemu mnie ignorujesz?!
— Odczep się od mojego wyglądu i daj mi spać, okej? — odezwała się, na co Zwiastunek usiadł obok i tupnął ostentacyjnie łapką.
— Nigdzie nie idę. Ty to chyba jesteś strasznie leniwa, skoro śpisz w dzień…
”Dryfujący Fluorycie, gdzie jesteś, kiedy cię potrzeba??” — westchnęła w myślach, nie odpowiadając kocięciu.
< Uparty Zwiastunie? Daj się wyspać biednej Malince :c >
[1208 słów, trening kronikarza Nieboskłonnej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz