— Wiesz, co Gołąbku... — zwrócił się do uzdrowiciela, który nadstawił uszu na dźwięk swojego imienia. — Uważam, że Wróżka powinna zostać w Owocowym Lesie. Jej pojawienie się na naszych terenach nie mogło być zwykłym przypadkiem, a wręcz było jawną ingerencją Wszechmatki, a nawet samego Gwiezdnego Klanu... — szepnął, zatrzymując spojrzenie na Purchawce. Szamanka znała treść koszmaru, który pod koniec Pory Opadających Liści nawiedził brązowego kocura. — Jej tułaczka, jak i sam fakt, że żyje, wygląda, jakby dwa wszechpotężne byty dobiły targu... może tak jak między Owocowym Lasem a Klanem Burzy wywiązał się sojusz, tak doszło do zawiązania sojuszu lub jakiegoś paktu między Wszschmatką a Klanem Gwiazdy? — Potarł łapą brodę, oddając się zadumie. — No bo... ona na dobrą sprawę już dawno powinna być martwa... — Ostatnie słowa wymówił tak cicho, że Gołąbek musiał przybliżyć się na długość wąsów do ucznia Purchawki. — A jednak ktoś lub coś wciąż nad nią czuwa.
Czy to, co mówił, miało właściwie sens? Czy może doszukiwał się czegoś, czego na dobrą sprawę nie było?
~~~
— Wszystko w porządku? Nie cieszysz się?
— Cieszę, po prostu... kiedy w przyszłości zostanę głównym szamanem, to będzie znaczyło, że nie jesteś w stanie pełnić dalej jego funkcji — Przełknął ślinę. To znaczyło, że jego matka, albo odejdzie na zasłużony odpoczynek do starszyzny lub pośmiertnie zostanie jerzykiem, bądź jaskółką, która otrzyma inne zadanie od Wszechmatki niż przewodzenie spotkaniom i głoszenie jej słów. I to na jego barki spadnie głoszenie nauk Wszechmatki. — Czy to samo uczucie towarzyszy kotom, które zostają wybrane przez nowego lidera na zastępcę? — Położył łapę na sercu, które wybijało przyspieszony rytm. — Czy tata też się tak czuł, gdy jego ojciec wybrał go na swojego następcę?
Wiedział, że matka nie była w stanie odpowiedzieć mu na to pytanie. Musiał osobiście porozmawiać z Zawodzącą Gwiazdą, aby dowiedzieć się, czy jego ojcem targały podobne rozterki, jak nim samym.
~~~
— Modrogończyku, wystąp.
Kocur posłusznie poczynił krok naprzód, występując z zebranych.
— Najwyższy czas, abyś stał się uzdrowicielem. Wykazałeś się ogromnym altruizmem, a ponadto zdobyta wiedza medyczna nie ma przed tobą sekretów. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i dbać o jej zdrowie?
— Przysięgam.
— A zatem witamy cię jako nowego uzdrowiciela Owocowego Lasu!
Zebrani zaczęli głośno skandować imię zebranego, jednak Modrogończyk, zamiast cieszyć się chwilą, przeniósł spojrzenie z lidera na matkę, która znalazła się tuż pod gałęzią, na której znajdował się brązowy kocur. Czereśnia po skończonej ceremonii zamierzał najprawdopodobniej oddać się innym obowiązkom, gdy w zaledwie chwilę po tym, gdy jego łapy dotknęły ziemi, ponownie znalazł się na gałęzi, dokładnie tuż po wysłuchaniu wypowiadanych szeptem słów przez szamankę.
— To nie koniec ogłoszeń! Zgodnie z wolą Wszechmatki, jak i naszej szamanki, Purchawki, Modrogończyk został wybrany na następnego szamana. Na razie będzie pełnił funkcję uzdrowiciela, pomagając Mistral oraz Gołąbkowi w opiece nad chorymi. Będzie także pełnił funkcję pomocnika szamana, do czasu, aż nie będzie gotów przejąć w pełni jego obowiązków wraz z przejściem na emeryturę Purchawki, gdy szamanka uzna to za stosowne.
Koty ponownie zaczęły skandować imię Modrogończyka, jednak wśród nich kocur wyłapał szepty, co poniektórych osobników.
~~~
[758 słów; koniec treningu]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz