Przeszłość, zgromadzenie 10.01.2026
Kocur już któryś raz w swoim życiu wyruszył na zgromadzenie, lecz pierwsze bez Makowego Nowiu. Tęsknotę za matką skrył głęboko w sobie, podsycając w sobie jedynie ogień gniewu i zemsty na tych, którzy postanowili zdradzić klan. Miał nadzieje, że ich w niedługim czasie dorwie w swoje ostre jak szpony ptaka pazury. Liliowa zastępczyni miała wtedy rację, że kremowy kocur nie jest partią dla niego.
Nie skupiał się, gdzie idzie, nawet nie próbował, gdyż jego myśli krążył zupełnie gdzie indziej. Dopiero wpadnięcie na srebrną wojowniczkę z Klanu Nocy, sądząc po zapachu ryb, ściągnęło jego umysł na ziemię.
— Przepraszam cię bardzo, widzimy gdzie chodzimy?! — odparła, po czym spojrzała na ciemnego wojownika. — W połowie uzasadnione… — wymamrotała z niezręcznym uśmiechem, zdając sobie sprawę, że pole widzenia kocura jest ograniczone.
— Jesteś z Klanu Nocy — zaczął, stwierdzając fakty, aniżeli pytając o to kotkę. Nie był jakoś zbytnio wzruszony słowami sojuszniczki ani reakcją, kiedy ujrzała ziający pustką oczodół, gdzie dawniej znajdowało się oko. Jedyną oznaką na jej wymamrotane słowo była nieco uniesiona brew.
— Jasne, że jestem z Klanu Nocy! — Jej kita drgnęła, a na pyszczku zagościł błogi uśmiech — Klan Wilka to w końcu nasi sojusznicy, ale ciebie sojuszniku widzę po raz pierwszy. Na pewno bym zapamiętała, masz pysk podobny do pyska, który gdzieś już kiedyś widziałam. Przypominasz mi kogoś, aleeeee sama nie wiem kogo! — mruknęła bezmyślnie. — Nawet to, że nie masz oka, nie wygląda, jakby ci ujmowało, patrzcie na te mięśnie, jestem zazdrosna, panienki cię kochają, co?
Jej szczebiot jeszcze przez parę uderzeń serca niósł się niczym echo po jego umyśle, a na słowa komplementujące jego wygląd nieco się zmieszał, nie wiedząc do końca jak zareagować. Zamrugał parę razy okiem, które się ostało po wojnie z Klifiakami, samemu czując, że ta także mu kogoś przypomina.
— Bezpośrednia z ciebie kotka — zauważył, rozluźniając mięśnie, nie wiedząc, nawet kiedy te stały się napięte. — Zazdrosna? Panienki? A to ci nowość — przyznał nieco uniesionym kącikiem pyska, w stronę, gdzie jego pole widzenia stało się ograniczone z wiadomych względów. — Chyba Cię rozczaruję, ale nikt tak na mnie nie patrzy.
"Nikt, odkąd ta lisie łajno opuściło klan i mój bok" — dodał w myślach, oczywiście mówiąc o Poziomkowej Polanie.
Ta na jego słowa zamrugała wielkimi oczami i przechyliła głowę w bok. W świetle księżyca jej sierść sprawiała wrażenie, jakby ona sama została stworzona z czegoś... Tak nierealnego, jak sama łuna dosięgająca ich z wysokiego nieba.
— Bezpośrednia? To chyba dobrze… — zamruczała cicho, uśmiechając się szeroko i szczerząc białe zęby. — Ja tylko mówię, co widzę. A widzę, że jesteś ładniutki, jak szczupak. — Podeszła bliżej, nie bardzo przejmując się przestrzenią osobistą i zerknęła w jego prawą stronę. Na nagłą bliskość kotki chwilowo wstrzymał oddech, jakby w obawie, że przez to ta zniknie niczym pył. Szybko jednak się opanował, karcąc w myślach za mimowolną i absurdalną reakcję ciała. — Nikt? — powtórzyła z lekkim niedowierzaniem, marszcząc nosek. — To głupie. Gdybym była panienką wilczanką… to bym patrzyła. Dużo. — zachichotała nerwowo. — A może masz powodzenie u kocurów? Nie wiem, co tam się u was dzieje w Klanie Wilka.
— Jak... szczupak? — powtórzył, nie rozumiejąc tego porównania. Nie znał zwyczajów Nocniaków, a jedynym kotem z ich klanu, z którym miał przyjemność obcować to medyczka. Chyba Gąbczasta Łapa się nazywała, jeśli pamięć go nie zawodzi. — Miło to... słyszeć — odpowiedział nieco zmieszany na jej nerwowy chichot, a bardziej treść, z jaką się niósł. — Kocurów? — powtórzył, lecz tym razem jego głos był zabarwiony obrzydzeniem, a po niepewności spowodowanej rozmową z tak intrygującą kotką nie pozostał nawet ślad.
Śnieżna Mordka poruszyła uchem, gdy powtórzył to niefortunne porównanie, a w jej spojrzeniu pojawiło się lekkie zakłopotanie.
— To… nocniackie — wyjaśniła spokojniej, opuszczając odrobinę głowę — Szczupak jest taki drapieżny i ma ostre zęby, ale jest też taki ogromny i ciemno umaszczony, trochę straszny, ale imponujący! — odparła. — Nie chciałam cię speszyć — dodała ciszej, a jej ogon leniwie omiótł ziemię. — Po prostu… Klan Wilka to nasi sojusznicy, więc i ty jesteś moim sojusznikiem! To prawie jak byśmy zostali przyjaciółmi przed pośrednika. Czyli nie kocurów, zapamiętam — mruknęła ostrożniej — Poczekaj, poczekaj, nie mogę mówić do ciebie sojuszniku! Ty masz imię. Ja jestem Śnieżna Mordka i jak już zauważyłeś, jestem z Klanu Nocy! A ty kto, bystrzaku?
— Nigdy nie widziałem szczupaka — przyznał, wracając do wcześniejszego tonu. Nie miał jej za złe, że poruszyła ten temat. Przecież skąd mogła wiedzieć o tym, że jak zwykły idiota zakochał się w kocurze i to niewłaściwym. — Nie speszyłaś, po prostu nikt raczej mnie nie komplementuje i to w tak bezpośredni sposób. To coś... nowego i tyle — wyjaśnił, jakby nie przyjmował do wiadomości, że faktycznie się speszył i to za sprawą paru słów od niemal obcej kotki.
Na jej nagłe zorientowanie się, że jeszcze się nie przedstawili i używają zwrotu sojusznik, nieco się zaśmiał. I to tak szczerze, niewymuszenie jedynie z grzeczności czy czegokolwiek.
— Mi to nie przeszkadzało, Śnieżna Mordko — odparł. — Pustułkowy Szpon i wśród naszej dwójki nie jestem jedynym bystrzakiem — dodał z nutą czegoś nowego w głosie. Sam dotychczas z tym się nie spotkał, ale chyba brzmiało to na coś pokroju flirtu.
— Pustułkowy Szpon — powtórzyła, smakując imię, jakby sprawdzała, czy do niego pasuje. — Ładne. I ostre… ale nie w ten groźny sposób. — Na jego ostatnie słowa przechyliła głowę, a kąciki jej pyska uniosły się nieco wyżej. — Och? — mruknęła cicho. — To miłe!
Nawet nie zdążył nic zbytnio odpowiedzieć, gdyż podszedł do nich kocur. Jego nozdrza od razu zostały zaatakowane przez zapach tak charakterystyczny dla Klanu Nocy, że nawet nie musiał snuć domysłów, że nowo przybyły jest Nocniakiem, podobnie jak Śnieżna Mordka.
— Dobry wieczór. Czy on ci się naprzykrza, Śnieżna Mordko? — zapytał, wgapiając się w czekoladowego kocura, a jego pytanie w stronę kotki jedynie upewniło obserwowanego w tym wszystkim — widać było, że w jakiś sposób się znają.
— Dobry wieczór — odpowiedziała cicho. Na jego pytanie zerknęła krótko na Pustułkowego Szpona, a potem znów na rozmówcę, który właśnie do nich dołączył. W jej oczach nie było ani zakłopotania, ani potrzeby ratunku. — Nie — powiedziała w końcu. — Nie naprzykrza się. Rozmawiamy...
— Dobry — odpowiedział z lekkim opóźnieniem na powitanie, choć w bardziej zdystansowany sposób niż przed chwilą, gdy rozmawiał jedynie ze srebrną. — Prawda — przytaknął na słowa drobniejszej. — Jesteście ze sobą blisko? — wypalił nagle. — Znaczy... Nie masz się o co martwić, sojuszniczce nigdy bym się nie naprzykrzał.
Nowo przybył, jedynie podniósł brew.
— Nie, nie musisz się martwić, mój drogi wilczy sojuszniku. Przynajmniej nie na ten moment, prawda Śnieżna Mordko? — Przeniósł uwagę na kotkę, która wpatrywała się to w niego, a to w drugiego kocura. — A skąd takie pytanie, a co dopiero takie odważne zapewnienie...? Chyba wam nie przeszkadzam w niczym... nieczystym i wartym ukrycia? — Jego pysk wyrażał zdziwienie, a jedna z brwi była widocznie uniesiona. Na moment zignorował obecność czekoladowego i nachylił się nad uchem srebrnej.
Zielonooki nie słyszał słów wypowiadanych przez kocura, lecz widział po reakcji kotki, że ta wyczuła pomiędzy nimi pewnego rodzaju napięcie w tej krótkiej rozmowie. Jej wzrok uciekł na moment w bok, by po paru uderzeniach serca się unieść, a Pustułkowy Szpon mógł dostrzec zakłopotanie bijące z jasnego spojrzenia Śnieżnej Mordki.
— Rozmawiam z sojusznikiem, otwarcie i na widoku! Przy wszystkich. Jeśli to według ciebie jest „nieczyste”, to problem nie leży we mnie, mój najdroższy pobratymcu. — Dopiero teraz zerknęła na czekoladowego, krótko, spokojnie i przepraszająco, a potem znów na Nocniaka.
W międzyczasie lider Klanu Wilka jako pierwszy wystąpił z grupy liderów, stojąc na krawędzi skały. Wypiął pierś i zaczerpnął głęboko powietrza.
— Niestety, dziś nie rozpoczynam swej przemowy radosnymi wieściami — odrzekł i zrobił pauzę, by upewnić się, że wszystkie koty są na nim skupione. — Nie tak dawno okazało się, że Klan Wilka własnym mlekiem wykarmił grupę zdrajców! Uciekli oni jak najzwyklejsi tchórze, pozostawiając swoje dzieci, partnerki, całe rodziny! — mówił donośnie. — To jednak nie wszystko. Te same koty dopuściły się najgorszych morderstw na własnych pobratymcach i spiskowały z parszywymi samotnikami, by doprowadzić do śmierci naszych wojowników. — Skrzywił się. — Te koty odwróciły się od przodków, od kodeksu, od własnego klanu, który wykarmił ich i przez księżyce zapewniał schronienie. Zależy mi, aby wszystkie klany czujniej obserwowały swoje granice. Nie wiemy, gdzie ci zdrajcy odeszli, ale nadal mogą stanowić zagrożenie. Skoro są w stanie posunąć się do morderstwa na kocie, z którym dzielili wcześniej legowisko, to co mogą zrobić obcym wojownikom? Nie chcemy, by ktokolwiek łączył ich z naszym klanem. — Kocur obserwował przez chwilę zbiorowisko, które mocno się poruszyło. Ktoś tłumu zawołał, że kocur powinien wyjawić tożsamość zbiegów, by inne klany wiedziały na kogo uważać. Nikła Gwiazda szybko spełnił to życzenie: — Było ich kilkoro. Rysi Trop, niebieska kotka z kremowymi pasmami i brązowymi oczami, Miodowa Kora, liliowy kocur z krótkim ogonem, Kosaćcowa Grzywa, prawie całkiem okryty bielą, jedynie ze srebrzystymi uszami i ogonem, nasza własna medyczka, Jarzębinowy Żar o pstrokatym, szylkretowym futrze, biało-brązowy Szczawiowe Serce, płowy szylkret zwany Poziomkową Polaną, czarny Mglisty Sen o długiej brodzie, Zapomniana Koniczyna o niebiesko-białym futrze i wychudzonej budowie, Porywisty Dąb o srebrzysto czekoladowej okrywie oraz najmłodszy, najprawdopodobniej zmanipulowany przez pozostałych, Stroczkowa Łapa, kremowo biały kocurek! — skończył zmęczony.
Na słowa lidera zielonooki wojownik zjeżył sierść wzdłuż kręgosłupa, ignorując na chwilę dwójkę towarzyszy, by skupić się na Nikłej Gwieździe. Kiedy tylko przeszedł do Poziomkowej Polany, cały się zagotował, wysuwając pazury, które chciały się zatopić w podłożu, lecz była nim lita skała. W tym czasie Judaszowcowa Gwiazda zwrócił się do Nikłego:
— Przykro to słyszeć, Nikła Gwiazdo — miauknął. — Mam nadzieję, że ci zdrajcy nie będą zainteresowani zawracaniem zadu Klanowi Klifu. Co za lisie serca!
— Też mam taką nadzieję... — wymruczał, a po chwili namysłu zdecydował się dodać szczegóły: — Dla bezpieczeństwa nas wszystkich, chciałbym przytoczyć sposób działania tych kotów. Jeden z nich, jeszcze jako uczeń, zaprowadził naszego wojownika w sidła samotnika, który następnie brutalnie go rozszarpał. Własnymi łapami zabił natomiast inną uczennicę, z którą jeszcze rano smacznie chrapał bok w bok na mszystym posłaniu... — wycedził przez zaciśnięte zęby. — To podstępne koty. Wyrachowane. Wszyscy zdawali się zwykłymi kotami, wiernymi przodkom, jednak prawda okazała się inna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz