Jakiś czas temu
— Przybyłam na trening. Nie spóźniłam się? — spytała się Bratek.
Gondor przed odpowiedzią przyjrzał się uważnie uczennicy.
— Nie, ale to właśnie mnie dziwi. Jesteś ewidentnie chora. Nie wiem, jak mnie to ominęło podczas ostatniego spotkania. Twój trening widocznie poczeka, musisz najpierw wyzdrowieć.
— Czy na pewno musi zaczekać? Czekałam na to tak długo, a i tak muszę odbyć treningi. Na pewno lepiej będzie, jeśli już jeden przejdę… a poza tym, jestem bardzo zmotywowana, by zwiedzić wszystko wokół! Jakakolwiek choroba mnie nie pokona — odpowiedziała stanowczo Bratek.
— Boję się, że jednak pokona, a z treningu i tak mniej skorzystasz przez nią. Musisz i tak wyzdrowieć z tego, więc chodź, odprowadzę Ciebie do uzdrowiciela jak najszybciej i gdy wyzdrowiejesz, to rozpoczniemy trening.
— No dobrze… — odpowiedziała Bratek, jednak gdy Gondor się obrócił, zaczęła iść w przeciwną stronę. Była nadal niedaleko obozu, więc uważając, że się nie zgubi, ruszyła, by zbadać choć trochę tego, co znajdowało się wokół niego. Zwróciła uwagę na nowo rosnące liście wokół. Chodziły po nich mrówki i inne, dziwne owady. Wykonała kilka kroków przed siebie, ale po chwili pojawiła się przed nią wysoka, biała sylwetka Gondora.
— Widzę, że masz siłę i odwagę, by się oddalać, ale ta choroba naprawdę nie jest błahą sprawą. Nie będę Ciebie nieść do obozu, więc chodź przede mną i prowadź, nie uciekniesz wtedy przynajmniej, jak przed chwilą.
Gondor wraz z Bratkiem wyruszyli w stronę obozu. Kotka przeszła drogę, nie protestując. Uznała z czasem, że najłatwiej dla niej będzie posłuchać się i wyzdrowieć przed treningami. W obozie otrzymała od uzdrowiciela gwiazdnicę i wrotycz do spożycia i zaczęła się powoli kurować.
Pół księżyca później
— Chodzimy już jakiś czas, ale gdzie my się kierujemy? Co będziemy robić, jak mam ćwiczyć?
— Idziemy do Dębowej Ostoi. Musisz po pierwsze zdobyć siłę, więc będziesz kopać dołki. Po drugie, musisz nauczyć się rozpoznawać tropy - ślady pozostałe po innych zwierzętach, szczególnie te lisie. Tam właśnie je znajdziemy — odpowiedział Gondor.
— Oo, podoba mi się ten plan.
Koty kontynuowały podróż. Wychodząc z Owocowego Lasu, przeszli nad rzeką, którą uważnie studiowała Bratek i wkroczyli na rozlewisko. Gondor omijał kałuże i błoto, do których Bratek wsadzała łapy, sprawdzając, jak głębokie były i jak się zachowywały. Próbując poznać właściwości jednej z kałuż, wpadła całymi przednimi łapami do środka, ledwo ratując głowę przed zanurzeniem się, ale nie przed pochlapaniem wodą. Gondor, słysząc głośny plusk, cofnął się i wypchnął głową Bratek z kałuży. Kotka stała chwilę w miejscu, oczy bolały ją od brudnej wody, która do nich wpadła i trudno jej było widzieć, a gdy tylko zaczęła normalnie widzieć, zorientowała się, że Gondora nigdzie nie było. Gęsta i wysoka trawa jej zasłoniła wszystko prócz kałuż, gleby i nieba, na szczęście oprócz świeżych śladów. Bratek zaczęła nimi podążać. Długo nie dostrzegała w tym żadnego problemu, w końcu nadal wiedziała, gdzie miała się kierować, a słyszała czasem niedaleko stawiane kroki lub widziała mały kawałek białego futra. Szła tak, dopóki ślady nie zaczęły kierować w stronę ziemi pełnej kamieni, na których już ich nie było.
— Gondorze? Jesteś tutaj...? — spytała głośno Bratek. Widząc jednak po raz pierwszy kłębek trawy, za którym zdawało się jej, że nie było jej więcej, szybko wyskoczyła z gęstwiny i znalazła mentora.
— O, jesteś — Bratek odpowiedziała sobie samej. — Zdawało mi się przez chwilę, że zniknąłeś, ale udało mi się Ciebie wytropić.
— To bardzo dobrze i co do tego, zobaczę czy blisko nie mamy takich, których mogę Ci pokazać — odpowiedział.
— A ja teraz…
— A Ty możesz rozpocząć ćwiczenia, raczej dobrze będzie, jeśli zaczniesz od kopania tych dołków, poradzisz sobie.
Bratek widziała, jak Gondor odszedł i kręcił się po okolicy, a ona zaczęła kopać. Starała się uczynić tę czynność ciekawszą dla niej, zastanawiając się, czy może coś tak znajdzie, ale nie udało jej się znaleźć tego zadania interesującym. Szybko przez to straciła siłę i nie wykopała wiele, prędko też jednak wrócił Gondor i zaczął uczyć Bratek rozpoznawania tropów, lisich, zajęczych, a nawet tych należących do jeżów, co bardzo ją zaciekawiło i napełniło ją siłą. Szybko nauczyła się rozpoznawać bez problemów ślady, które pokazał jej Gondor. Później rozpoczęli powrót do obozu. Bratek dreptała, niosąc cięższe gałęzie, by uzupełnić trening i szybko dotarła z Gondorem do celu.
[813 słów + rozpoznawanie tropów lisów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz