Porzeczka była dopiero co po treningu. Tym takim pierwszym pierwszym, co tak naprawdę była sama teoria. Oprócz tego jeszcze popisała się przed mentorką, jak to świetnie biega i poluje na króliki. Ot, jakieś tam sobie byle jakie osiągnięcia. Akurat kotka rozmawiała z najmłodszą siostrą, która również była świeżo po treningu. Zdążyła już jej się pochwalić swoim udanym treningiem. Teraz wystarczyło znaleźć drugą siostrę i to jej się przechwalać co jej się udało. W końcu przyniosła ze sobą samodzielnie upolowanego królika, którym na spokojnie dwójka kotów mogła zaspokoić głód. Powinni ją za to chwalić. Od razu pewnie i mianować. Chociaż to tylko takie jej własne głupie myślenie, by nadać absurdu własnemu ego.
Wreszcie zauważyła gdzieś Malinkę, a zaraz jej śladami poszła Poziomka, lecz to ona pierwsza podreptała do siostry. Za nią przyszła Porzeczka.
— No i jak tam pierwszy trening? — miauknęła Nieboskłonna Łapa z zainteresowaniem. Najstarsza już otwierała pysk, lecz Poziomka ją wyprzedziła:
— Było super! I trochę mi pokazano tunele, ale też te najważniejsze miejsca na terytorium! Jutro z rana Śniący Obserwator zabierze mnie na patrol i pokaże gdzie i jak oznaczać tereny! — opowiadała, co Porzeczkę niewiele interesowało, bo tylko czekała na swoją kolej.
— A ja, no cóż, mnie Pani Bazia oprowadziła po granicach, pokazała tereny i opowiedziała o niektórych rzeczach, jak kodeks wojownika. Wcześniej też trochę biegaliśmy, a na koniec zapolowałam i udało mi się za pierwszym razem upolować królika! — zaśmiała się, dumnie kładąc łapę na klatce piersiowej. — A ty jak? Jeszcze nie wyszłaś, co? Szkoda. — dodała z dziwnym, sarkastycznym tonem, jakby miała się przyczepić do burej siostry.
Malinka zmarszczyła brwi, jakby nie spodobał jej się ton, z jakim wypowiadała się siostra. W sumie, komu by się spodobał taki nieprzyjemny komentarz? Burka wyglądała, jakby zdusiła w sobie odgryzienie się.
— No, wiesz, mój mentor nie może wychodzić za dnia. — odparła niepewnie. Porzeczka przecież o tym wie. Każdy to wie.
— No, już dobra. Mówisz tak, jakbym nie wiedziała.
— Ale przecież… — przerwała — no dobra, nieważne. — westchnęła, lecz starała się uśmiechnąć i zamilkła.
Mina Porzeczki zrzedła. Pospiesznie zwróciła się do najmłodszej.
— Poziomko, byłabyś może taką kochaną siostrą i przyniosła coś do jedzenia? Konam z głodu! — miauknęła teatralnie, a uczennica przewodnika od razu skinęła głową i pędem ruszyła do stosu zwierzyny.
Porzeczce coś się nie podobało w Malince. Poziomka była łatwa do kontroli, przyjmowała wszystkie komentarze bez żadnych “objawów” buntu i nie potrafiła się odgryźć. Co innego, jeśli chodzi o burkę. Może nie mówiła nic wprost, ale wciąż była bardziej taka jakby samodzielna, niż by tego oczekiwała Porzeczka.
— No, Malinko — zaczęła — czy ty, moja droga, kochana siostro, serio bierzesz te klanowe imiona na poważnie? — spytała się z wyraźną irytacją w głosie. W jej zwrocie do Malinki od razu da się wyczuć kąśliwe brzmienie.
— Czemu miałabym nie brać?
— Bo są głupie i niepotrzebnie długie!
— Słuchaj Chyża Łapo…
— Nie mów do mnie tak, nie podoba mi się to imię. — burknęła zjeżona.
<Malinko? Nie będę używała tej skłaniającej do nieba łapy.>
[482 słów, trening wojownika]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz