Kilka księżyców po dołączeniu do kultu
TW: morderstwo, akty przemocy
W ten lub inny sposób Tropiąca Łaska zamierzała dorwać samotnika, za którym ruszyła w pogoń. Światło księżyca mrugało między drzewami, koło których przebiegała, a jego jasność rozpraszała się i migotała na powierzchni żwawego strumienia. Szybki krok, skręcenie w lewo, przeskoczenie nad gąszczem jeżyn, zmiana kierunku pościgu. Była pewna, że samotnik słyszał jej kroki dudniące mu za plecami. Wiedział, że go dopadnie. Ona zamierzała go dorwać. Słyszała dźwięki tego kota, jego rozpaczliwie ostre pojękiwania przypominające wycie. Z chorą satysfakcją z gardzieli szylkretki wydobył się urywany, przeszywający skowyt. Czuła wiatr napierający z oporem na jej grzywę, czuła też dźwięk krwi uderzającej miarowo w jej uszach. Płuca samotnika musiały w tym momencie piec jak po użądleniu osy, a jego nogi musiały być zmęczone, podczas gdy ruchy wojowniczki dopiero nabierały płynności. Zauważała dźwięki i zapachy, a z głowy zniknęła jej gonitwa spraw codziennych. Dźwiękiem, który wyłapała z otoczenia, był zbliżający się w jej stronę tupot łap – lekkich i sprężystych. Nadciągający Pomrok, najnowszy nabytek kultu sprzed księżyca, dołączyła do pościgu. Chciała zabić kogoś po raz pierwszy wspólnie, czy może żądza krwi nie dała jej czekać? Wielką wadą młodej kotki i wojowniczki było to, jak szybko męczyła się podczas biegów na długie dystanse. Tropiąca Łaska musiała więc położyć kres szaleńczemu biegowi. Kotka wyrwała do przodu, aby wyprzedzić młodszą kultystkę, nim ta wyczerpie zapasy energii i opadnie z sił. Zabawa się skończyła. Jeszcze tylko kilka kroków. Jeszcze tylko jeden długi krok i będzie mogła skoczyć. Sukcesywnie naskoczyła na samotnika, który w plątaninie łap i pazurów upadł. Jego czaszka z głuchym, tępym trzaskiem uderzyła o zbitą, zmarzniętą nocnym chłodem ziemię. Wojowniczka wylądowała na jego bezwładnym cielsku, szarpiąc jego futro pazurami i wyrzucając kępy okrycia w powietrze. Jego jasne oczy były otwarte, ale nieprzytomne. Widoczne były w większości tylko białka i kawałek tęczówki w dziwacznym kolorze. Rozwarte były w wyrazie ostatniej emocji, którą poczuł – przerażeniu. Czarno-ruda kotka dobiegła do miejsca zdarzenia. Na jej widok starsza kotka zeszła z obezwładnionego kocura. Chciała dokończyć dzieło, kiedy bez zawahania i oporów w stronę samotnika rzuciła się Nadciągający Pomrok. Łaska z niedowierzaniem przeniosła spojrzenie na kotkę. W tym samym momencie krew mordowanego białego kocura zabarwiła jego jasną sierść obfitymi plamami i opryskała pysk napastniczki. Zdawała sobie sprawę, że kotka przeszła identyczną inicjację, ale zaskoczyło ją, jak mocno tamta łaknęła krwi nieprzyjaciół Klanu. Nie uważała tego rzecz jasna za minus, przeciwnie. Wyglądało na to, że młoda wojowniczka zasługiwała na większe uznanie, a mniejsze politowanie, niż z początku sądziła. Jedyne, co wciąż budziło jej pobłażanie, to widok kotki z ususzonym liściem za uchem – pamiątką, której pochodzenia tamta nie mogła być nawet pewna. Choć miała swoje domysły. Jak mogła nosić coś, co kojarzyło się z tamtym kocurem? Tropiąca Łaska wmawiała sobie, że to nie zazdrość, nie miała przecież powodów do zazdrości. Po prostu nie mogła już patrzeć na ten liść. Uważała, że kotka powinna nosić podarunek od kogoś normalnego – kogoś takiego jak ona. Pragnęła, by Nadciągający Pomrok miała przy sobie coś, co wszystkim wokół przypominałoby o zielonookiej kotce, a nie o zdrajcy.
— Daj mi jego futro — warknęła szylkretowa kotka, obnażając kły.
— Co takiego? — Nadciągający Pomrok zamarła z szeroko otwartymi oczami i lekko rozchylonym pyskiem, jakby wymazała z pamięci fakt, że przed momentem brutalnie odebrała komuś życie.
— Powiedziałam: przynieś mi jego futro. — Ulegając niewytłumaczalnemu impulsowi, młodsza kotka spełniła rozkaz. Podbiegła do drgającej w agonalnych skurczach ofiary i spiesznie wyrwała kępki grubego, białego włosia. Tropiąca Łaska z dumą wcisnęła je w swoją kryzę. — Na pamiątkę. Nie wolno zapomnieć o takiej nocy. — Córka Zalotnej Gwiazdy, zazwyczaj niezwykle gadatliwa, tym razem milczała jak zaklęta. Patrzyła to na starszą kotkę, to na trupa, którego ostatnia biała łapa właśnie wiotczała. — Tobie też by się przydało — dodała starsza. — Bez obrazy, ale ta kępka będzie wyglądać na tobie lepiej niż byle zgniły liść. Pasuje do ciebie. W blasku księżyca... ktoś mógłby uznać, że przewyższasz urodą wszystkich w Klanie Wilka.
Pręguska odwróciła wzrok od Nadciągającego Pomroku i bez cienia emocji, z lekkim chrząknięciem, zaproponowała powrót do obozu i na miejsce kultu. Od tamtej chwili szły w stronę celu w całkowitej ciszy. Żadna z nich nie odezwała się już ani słowem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz