— Na co czekasz? — ostry głos przeciął panującą ciszę.
Zaraz za nim rozległy się kolejne. Ich pytania dudniły w jej głowie, doprowadzając do szaleństwa. Gdzieś w tle rozległy się pieśni. Wszystko było chaosem.
— Więzy ciała pękają w pokorze. Szkarłat wchłonie w glebę, a on wyruszy. W twe czernią splamione morze...
Okrzyki narastały. Przerażająco dudniły w jej uszach. Miała niemal wrażenie, że podłoga wibruje od nich. Czuła jak ciało jej drętwieje. Chciała uciec. Zniknąć stąd jak najszybciej. Lecz bała się nawet oddychać. Wykonać chociaż jeden zły ruch. Otoczona chmarą kotów nie miała jednak szans.
Czyjaś łapa dotknęła ją. Niepewnie uniosła spojrzenie, by ujrzeć ciemne ślepia. Ciemny brąz niemal zlewał się ze źrenicą. Jego frustracja była nadto widoczna. Przerażał ją jeszcze bardziej niż zwykle. Coś ciepłego spłynęło po jej poliku. Odruchowo otarła to łapą.
Krew.
— Tyś rozpostarł gwiezdną poświatę na grzbiety miotu swego. Niechaj ciepła posoka zdusi twe pragnienie...
Obudziła się zdyszana. Cała napięta i najeżona. Roztaczająca się wokół niej zieleń powoli uspokajała jej zmącony umysł. Mimo to potrzebowała parę dłuższych uderzeń serca, by dojść do siebie. Głód znów przypominał o sobie, powodując nieprzyjemne skurcze żołądka. Jedzenie napotkanej roślinności nie pomagało zbytnio. Mimo to bała się spróbować ponownie padliny. Ohydny aromat, jak i konwulsje po tym następujące skutecznie zniechęciły ją przed tak drastycznym krokiem. Szła za zapachem wody. Uśmiechem od losu zdawała się mnogość pitnej wody w tych okolicach. W Betonowym Świecie nawet niedawny deszcz potrafił być szybko skażony przez Wyprostowanych.
Zatrzymała się, docierając do kolejnego dziwnego miejsca. Poczuła, jak miękka ziemia rozpływa się pod jej łapami. Kępki traw porastały to specyficzne miejsce, choć przeważała w dużej mierze nieznana jej roślinność. Zapach także był tu inny — ciężki i przepełniony wilgocią. Wrotycz mimo lęku pulsującego w jej głowie, postanowiła zbadać nieznane jej tereny. Grunt stawał się coraz bardziej podmokły. Ziemia uginała się pod jej łapami, brudząc je. Dziwnie mlaskała, a przy mocniejszym nacisku pojawiała się mulista woda. Musiała uważać, by nie utknąć tutaj. Rechot żab zaczął docierać do jej uszu. Płazy wraz z jej zauważeniem znikały w mało przejrzystej wodzie. Chmury odbijały się w niej, choć ich barwa zdawała się z lekka zmieniona. Gdzieniegdzie gładką powierzchnię rozlewisk przecinały ciemne, wyschnięte konary drzew.
Dopiero zbyt dobrze znany zapach zakończył jej podróż badawczą. Koty. Spanikowana wlazła do pierwszego lepszego podgniłego konaru, modląc się w duchu, by pozostać niezauważona. Lepka gleba poprzyklejała się do jej futra, dając nieprzyjemne odczucie chłodu. Drżała mimowolnie, choć ciężko stwierdzić czy z zimna, czy z lęku.
— Myślicie, że Daglezja się we mnie buja? — Pierwsze słowa dotarły do jej uszu. — Ostatnio zachowuje się przy mnie tak dziwnie. Jakby była oczarowana moją osobą.
— Myślę, że absolutnie nie. — odpowiedział mu inny głos.
— Przyznaj, że jesteś po prostu zazdrosna... Czy może twoje serce także skradłem...? Au! — pisnął wcześniej pewny głos.
Nagle koty ucichły. Nie słyszała nawet ich kroków. A może ciche kumkanie żab je zagłuszało? Nie potrafiła stwierdzić. Złapała się myśli, że obcy odeszli. Że odczeka jeszcze parę uderzeń serca i ucieknie jak najdalej stąd. Ta martwa cisza zjadała ją od środka, już nawet nie słyszała płazów. Nie miała pojęcia, co to oznaczało.
— Witaj.
Zamarła. Bała się spojrzeć w stronę nieznanego głosu. Kolejny kot. Jej los był już przesądzony. Czy był jednym z Nich? Tu miała zakończyć się jej podróż? Jej wolność?
— Może jest głucha. No co, patrz, na nic nie reaguje.
— Świergotku, zamilcz, proszę.
— Co tutaj robisz? Zgubiłaś się? — Głos powoli zbliżał się.
Przybrała niewinną pozę. Nie chciała narażać się na ich agresję. Czuła zbytnio jego obecność, mimo że nie podszedł aż tak blisko. Jego specyficzny zapach, lekko słodki, wypełnił jej niewielką kryjówkę.
— Uważaj na nią, Śnienie. Może tylko udaje.
— Myślę, że nie. Spójrz, w jakim jest stanie. — Głos zamilkł na parę uderzeń. — Nie musisz się nas bać. Nie zrobimy ci krzywdy.
Pomarańczowe ślepia niepewnie zerknęły na ciemną sylwetkę. Obcy był specyficzny. Ogon był jedynie szczątkowy, zamiast tego jego broda imponująca. Kolejne ugrupowanie? Obcy nieznany jej kult, na którego tereny nieświadomie weszła.
— Proszę, nie róbcie mi krzywdy... — pisnęła jedynie, chowając pysk pod łapami.
— Chyba za wiele się nie dowiemy. — skwitowała czarna kotka. — Nie, gdy jest w takim stanie.
Zaraz za nim rozległy się kolejne. Ich pytania dudniły w jej głowie, doprowadzając do szaleństwa. Gdzieś w tle rozległy się pieśni. Wszystko było chaosem.
— Więzy ciała pękają w pokorze. Szkarłat wchłonie w glebę, a on wyruszy. W twe czernią splamione morze...
Okrzyki narastały. Przerażająco dudniły w jej uszach. Miała niemal wrażenie, że podłoga wibruje od nich. Czuła jak ciało jej drętwieje. Chciała uciec. Zniknąć stąd jak najszybciej. Lecz bała się nawet oddychać. Wykonać chociaż jeden zły ruch. Otoczona chmarą kotów nie miała jednak szans.
Czyjaś łapa dotknęła ją. Niepewnie uniosła spojrzenie, by ujrzeć ciemne ślepia. Ciemny brąz niemal zlewał się ze źrenicą. Jego frustracja była nadto widoczna. Przerażał ją jeszcze bardziej niż zwykle. Coś ciepłego spłynęło po jej poliku. Odruchowo otarła to łapą.
Krew.
— Tyś rozpostarł gwiezdną poświatę na grzbiety miotu swego. Niechaj ciepła posoka zdusi twe pragnienie...
Obudziła się zdyszana. Cała napięta i najeżona. Roztaczająca się wokół niej zieleń powoli uspokajała jej zmącony umysł. Mimo to potrzebowała parę dłuższych uderzeń serca, by dojść do siebie. Głód znów przypominał o sobie, powodując nieprzyjemne skurcze żołądka. Jedzenie napotkanej roślinności nie pomagało zbytnio. Mimo to bała się spróbować ponownie padliny. Ohydny aromat, jak i konwulsje po tym następujące skutecznie zniechęciły ją przed tak drastycznym krokiem. Szła za zapachem wody. Uśmiechem od losu zdawała się mnogość pitnej wody w tych okolicach. W Betonowym Świecie nawet niedawny deszcz potrafił być szybko skażony przez Wyprostowanych.
Zatrzymała się, docierając do kolejnego dziwnego miejsca. Poczuła, jak miękka ziemia rozpływa się pod jej łapami. Kępki traw porastały to specyficzne miejsce, choć przeważała w dużej mierze nieznana jej roślinność. Zapach także był tu inny — ciężki i przepełniony wilgocią. Wrotycz mimo lęku pulsującego w jej głowie, postanowiła zbadać nieznane jej tereny. Grunt stawał się coraz bardziej podmokły. Ziemia uginała się pod jej łapami, brudząc je. Dziwnie mlaskała, a przy mocniejszym nacisku pojawiała się mulista woda. Musiała uważać, by nie utknąć tutaj. Rechot żab zaczął docierać do jej uszu. Płazy wraz z jej zauważeniem znikały w mało przejrzystej wodzie. Chmury odbijały się w niej, choć ich barwa zdawała się z lekka zmieniona. Gdzieniegdzie gładką powierzchnię rozlewisk przecinały ciemne, wyschnięte konary drzew.
Dopiero zbyt dobrze znany zapach zakończył jej podróż badawczą. Koty. Spanikowana wlazła do pierwszego lepszego podgniłego konaru, modląc się w duchu, by pozostać niezauważona. Lepka gleba poprzyklejała się do jej futra, dając nieprzyjemne odczucie chłodu. Drżała mimowolnie, choć ciężko stwierdzić czy z zimna, czy z lęku.
— Myślicie, że Daglezja się we mnie buja? — Pierwsze słowa dotarły do jej uszu. — Ostatnio zachowuje się przy mnie tak dziwnie. Jakby była oczarowana moją osobą.
— Myślę, że absolutnie nie. — odpowiedział mu inny głos.
— Przyznaj, że jesteś po prostu zazdrosna... Czy może twoje serce także skradłem...? Au! — pisnął wcześniej pewny głos.
Nagle koty ucichły. Nie słyszała nawet ich kroków. A może ciche kumkanie żab je zagłuszało? Nie potrafiła stwierdzić. Złapała się myśli, że obcy odeszli. Że odczeka jeszcze parę uderzeń serca i ucieknie jak najdalej stąd. Ta martwa cisza zjadała ją od środka, już nawet nie słyszała płazów. Nie miała pojęcia, co to oznaczało.
— Witaj.
Zamarła. Bała się spojrzeć w stronę nieznanego głosu. Kolejny kot. Jej los był już przesądzony. Czy był jednym z Nich? Tu miała zakończyć się jej podróż? Jej wolność?
— Może jest głucha. No co, patrz, na nic nie reaguje.
— Świergotku, zamilcz, proszę.
— Co tutaj robisz? Zgubiłaś się? — Głos powoli zbliżał się.
Przybrała niewinną pozę. Nie chciała narażać się na ich agresję. Czuła zbytnio jego obecność, mimo że nie podszedł aż tak blisko. Jego specyficzny zapach, lekko słodki, wypełnił jej niewielką kryjówkę.
— Uważaj na nią, Śnienie. Może tylko udaje.
— Myślę, że nie. Spójrz, w jakim jest stanie. — Głos zamilkł na parę uderzeń. — Nie musisz się nas bać. Nie zrobimy ci krzywdy.
Pomarańczowe ślepia niepewnie zerknęły na ciemną sylwetkę. Obcy był specyficzny. Ogon był jedynie szczątkowy, zamiast tego jego broda imponująca. Kolejne ugrupowanie? Obcy nieznany jej kult, na którego tereny nieświadomie weszła.
— Proszę, nie róbcie mi krzywdy... — pisnęła jedynie, chowając pysk pod łapami.
— Chyba za wiele się nie dowiemy. — skwitowała czarna kotka. — Nie, gdy jest w takim stanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz