Milczek przewracał się z boku na bok, tuż obok Sennej Łzy-wbrew pozorom, nie jego matki. Samotniczki, która dokonała mordu na trójce własnych kociąt, nie było już na świecie. Szylkretka stanowiła jednak tylko i wyłącznie dostęp do pokarmu dla kremowego kocurka. Nie mógł tego powiedzieć, lecz czuł się niezwykle opuszczonym kocięciem. Jako kremowy kocurek z rodzeństwem, a także matką i czekoladowym ubarwieniu futra już od malucha nie mógł odnaleźć się w Klanie Nocy. Nie pasował do Łzy, która przecież miała własne kocięta, ale także do brązowej Fląderki, która nie dość, że wykarmiała własne kocięta to jeszcze Pyzę i Bzyczka. Nie wiedział, jak powinien przekazać takowe uczucia, dlatego zawsze siedział tylko z boku z uśmiechniętym pyszczkiem. Był pełen energii, chociaż jego serduszko często było pełne obaw. Niemal codziennie zastanawiał się, czy wpasowuje się we własny klan. Rozważania te były jednak ciągle bezskuteczne. Musiałby chyba zapytać samej przywódczyni, aby zdobyć informacje na ten temat. Spojrzał na kocięta Świteziankowego Jeziora. W ich futrze wydawało się być coś interesującego. Orzechówka i Drzemlik spali spokojnie wtuleni w swoją matkę, która z kolei na tak spokojną wyglądała. Milczek nie miał okazji do rozmowy z karmicielką, jednak kotka wydawała się wiecznie spięta. Raz zdarzyło się nawet, jak widział spływające jej po polikach łzy. Kremus nie zamierzał jednak pytać o szczegóły, nie wiedział, jak powinien rozmawiać z innymi. Podszedł do Fląderki, korzystając z faktu, iż kotka spała. Już chciał zaczepić Bzyczka, który jak usłyszał od innych, był jego bratem, ale przerwało mu w tym czyjeś tknięcie. Odwrócił się do tyłu, spoglądając na Wełniankę. Odwrócił się do przodu i sprawdził ilość kociąt leżących obok czekotki. Faktycznie, brakowało Wełnianki, która wydawała się coś tworzyć za ogonem kremowego. Odwrócił się, aby zobaczyć, jak kotka intensywnie przygląda się jednemu z liści, uważnie badając jego teksturę, marszcząc przy tym, co chwila brwi. Milczek zaczął się jej przyglądać, zastanawiając się, co jest na tyle ciekawe w tym liściu. Wełnianka podniosła głowę, a Milczek przechylił swoją pytająco. Otworzył pyszczek, żeby o coś zapytać, ale z jego gardła wydobył się tylko żałosny skrzek. Uśmiechnął się i obszedł kotkę dookoła, a na końcu usiadł przed kotką. Wełnianka nie mogła tego wiedzieć, jednak według starszego była to doskonała sugestia, że chciałby się przyjaźnić. Kotka zaczęła mrugać oczami, znowu marszcząc dziwnie pyszczek. Jej bark poruszył się gwałtownie, a kotka uśmiechnęła się radośnie. Kremowy odwzajemnił uśmiech, wydawali się podobni. Młodsza natomiast teraz zaczęła dziwnie trzepotać uchem. Arlekin zastanawiał się, skąd biorą się jej zachowania. Nie wyglądała, jakby robiła to celowo, chociaż również jej to raczej nie przeszkadzało.
— Jesteś jak Centuria? — zapytała nagle, tykając ponownie kocura.
Milczek zamrugał parokrotnie oczami.
— Hrtaia? — wychrypiał, a zaraz skulił lekko uszy.
— Jestem Wełnianka. Ty Milczek? — miauknęła wesoło, szukając czegoś dookoła. — Chcesz się pobawić?
Kremowy pokiwał ochoczo głową, szeroko się uśmiechając, a nawet podskakując leciutko. Inni z reguły nie chcieli się z nim bawić, w końcu nie umiał nawet porządnie miauczeć. Kotka jednak nie wyglądała, jakby przeszkadzała jej jego przypadłość.
<Wełnianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz