– Nie wierć się tak, twój cień widać na wodzie. – poinstruowała Lilię. Właśnie siedzieli nad wodą i wbijali w nią swoje uważne ślepia. Żabka nauczyła go już jak polować pod wodą, ale polowanie nad nią było równie ważne, w końcu było jeszcze chłodno. – Tylko cierpliwość i koncentracja pomogą ci w tym rodzaju polowania.
– I jak zobaczę coś to mam… machnąć łapą? – zapytał kot u jej boku. Jego uszy były uważnie nastawione. Skupiał się na szumiącej przed nimi wodzie.
– W pewnym sensie. – odparła. – Musisz złapać tę rybę. Mówiłam ci już, że jak coś się zbliży, to ci zademonstruję jak. Tylko...coś musi podpłynąć. – odparła. Jeszcze chwilę tak siedzieli, aż Żaba nie spostrzegła cienia pod wodą. Zanurzyła czubek pazura i postukała w taflę wody, a cień się zbliżył. Ciekawość i głód po zimie sprawiła, że ryba znalazła się w zasięgu młodej wojowniczki. Ta trzepnęła swojego ucznia ogonem, żeby złapać jego uwagę, po czym rozłożyła wszystkie pazury. Jednym zwinnym i silnym ruchem zanurzyła się aż po łopatkę i wbiła pazury w zdobycz. Napięła mięśnie i idąc z momentem, wydobyła łapę po łuku do góry. Ryba zatrzepotała, próbując się wyrwać, ale siła pociągnęła ją nad wodę i w trawę. Liliowa Łapa skoczył do niej i zaraz ją dobił, a Żabka nawet nie musiała się ruszać w jej kierunku.
– Musisz włożyć w to trochę siły, żeby ruch łapy wyjął też tę rybę z wody. – odparła.
– Chyba wolę polować w wodzie… – odparł kociak, przenosząc rybę na małą kupkę zdobyczy, jaką upolowali.
– Rozumiem cię doskonale, jednak nauczyć musisz się wszystkiego, nawet jak nie będziesz w tym idealny. Każdy ma swoje słabe i mocne strony, w tym ja.
– A co jest twoją słabą stroną? – zagadnął Liliowa Łapa, nastawiając uszy z ciekawością.
– Ciekawy, co? – Żabie Oko uśmiechnęła się szeroko i zamilkła na chwilę. Widziała, jak Liliowa Łapa peszy się trochę. – No już, już. Moją słabością jest wspinaczka na drzewa. Od samego początku nie byłam w tym najlepsza. I jakoś daję radę, ale ty z pewnością już w tym momencie jesteś w tym ode mnie lepszy.
– Chwila… ale przecież… ty wspinasz się bardzo dobrze! – Liliowy kot zerknął na nią nieco niezadowolony.
– Nie wspinam się dobrze. Moja technika jest… kwestionowana. Całą teorię znam, pamiętam, w końcu niedawno sama byłam uczniem, ale… żeby z niej skorzystać to inna kwestia.
– Nie rozumiem… Skoro ja uczę się od ciebie czy to by nie znaczyło, że ja też źle się spinam? W sensie mam złą technikę?
– Tak i nie. Z jakiegoś powodu bardzo dobrze uczysz się z samej teorii. Bystry jesteś. Dobra… Bierz zdobycze i idziemy do obozu. Starczy na dzisiaj.
– No dobrze. Dziękuję Żabie Oko, za trening.
Żabie Oko rozciągnęła się i odłożyła ryby na kupę zdobyczy. Liliowa Łapa uśmiechnął się szeroko do swojej mamy, która zerkała na nich z daleka i zaraz uciekł do rozmowy z nią. Żabie Oko uśmiechnęła się szeroko, po czym rozejrzała po obozie. Jej wzrok napotkał inny, znacznie bardziej wściekły i nieprzyjemne, a jednak znajomy. Łabędzia Łapa gapiła się na nią ze zmarszczonym pyszczkiem i wzrokiem, który mógłby zabić. Wojowniczka tylko zaśmiała się pod nosem i przypomniała sobie o czymś. Spojrzała na jedną z ryb, którą upolowała. Ta miała piękne, czarne łuski, które w słońcu błyszczały się przepięknym różem i żółcią, niczym horyzont o wschodzie słońca. Chwyciła ją w pysk i ruszyła w kierunku młodej uczennicy. Rzuciła swoje jedzenie obok niej na ziemię i rozszerzyła uśmiech, o ile to w ogóle było możliwie.
– Cześć. – przywitała się.
– Czego chcesz? – prychnęła Łabędzia Łapa. Ewidentnie miała marny humor.
– Ktoś tu miał dzisiaj zły dzień, co? – Żabie Oko machnęła łapą. – Nic się nie martw. Mam coś dla ciebie! – przesunęła rybę bliżej kotki.
– Mam już swoje jedzenie. Nie mam ochoty na rybę. – kotka nastroszyła się dość mocno.
– Nie, nie. Spokojnie. To nie dla ciebie do jedzenia, to mój obiad.
– To po co mi to dajesz?! – uczennica skrzywiła się nieco.
– Przyjrzyj się jej. Ma bardzo ładne łuski, błyszczą się jak poranne niebo, jak postawisz je do słońca. – mruknęła wojowniczka. – Ja wiem, że lubisz takie błyskotki, pomyślałam, że skoro i tak większość łusek z niej zdejmę, to może chcesz jakąś większą do swojej kolekcji. – wzruszyła ramionami. – A skoro nie lubisz, jak ktoś dotyka twoich dobroci, to chciałam, żebyś wybrała ją sama.
<Łabędzia Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz