Dawniej
Milczek miał ochotę przybić sobie piątkę z czołem.
— Nhie siam — wyburczał kocurek, dalej trzymając ogon kocura w zębach.
Wypuścił go, żeby wypluć futro z pyska i zaczął szukać wzrokiem Złocistego Widlika. Wskazał najpierw na siebie, następnie na swojego towarzysza, którego wcale przed chwilą nie ugryzł w ogon, a zaraz po tym ustał obok wyjścia ze żłobka, patrząc na piastuna wyczekująco. Kocur parsknął śmiechem i wyszedł na zewnątrz wraz z dwójką kociaków.
— Pobawimy się? — zapytał Lipieniek, patrząc na starszego kociaka.
Arlekin zmrużył oczy i zaczął kręcić się po obozie. Zaraz przyszedł z… pałką. Co prawda jeszcze przed chwilą spadła mu ona na głowę, co skończyło się niemym piskiem, ale kremus dzielnie ciągnął roślinkę. Brązowa końcówka trochę pyliła, co sprawiło, że po przenoszeniu jej zaczął kichać. Wydrapał pazurami pylącą część, złapał w zęby łodygę i odrzucił gdzieś poza obóz. Roślina była wielka i ciężka, ale za to kulka utworzona z puchu poruszała się sama i była świetnym przedmiotem zabaw. Niebieskooki poturlał ja nosem w stronę Lipieńka.
— Kulka? — zapytał Lipieniek, jakby niepewny co powinien zrobić z tym dziwnym prezentem.
Tknął część rośliny łapą, a ta potoczyła się w stronę Milczka, w czym pomógł jej dodatkowo silniejszy podmuch wiatru. Bawili się tak jeszcze chwilę, dopóki starszy kocurek przez przypadek nie zniszczył delikatnej zabawki. Obaj wzruszyli ramionami.
— Znajdziemy coś innego — mruknął młodszy.
Aktualnie
Zmierzchająca Fala ponownie szturchnął swojego ucznia, który od kilkudziesięciu odbić serca zdawał się udawać nieżywego. Świadczyć mógł o tym wywalony jęzor i żałosna poza leżącego na grzbiecie.
— Widzę, że udajesz. Kocię truchło wygląda zupełnie inaczej — parsknął Fala, a zaraz po tym Milczek wstał z ziemi, otrzepując się. Wojownik wyszedł z legowiska uczniów, zaraz siadając przy wyjściu z obozu. Milcząca Łapa również zaraz stawił się tuż przy nim, machając ogonem na boki.
— No dobrze. Czy Złocisty Widlik uczył cię już może pływać? — zapytał dymny, wychodząc z obozu.
Młodziak pokręciło głową na nie i spojrzał w wodę przed nim. Już wiedział, że należała ona do wód raczej płytkich. Czy jednak poza którąś z wysp miała już nieco więcej głębokości? Jeszcze nie zdążył tego sprawdzić. Poza wysepkami, owszem, woda była głębsza, ale bliżej nich? Wyglądało na to, że uczeń miał przekonać się już zaraz.
— Myślisz, że dasz radę dopłynąć do Zrujnowanego Mostu? — zapytał Zmierzchający, a Milczek podrapał się za uchem i pokręcił głową na nie.
— No to się nauczysz — odparł czarny, a Milczek westchnął cierpiętniczo. Wszedł do wody i zaczął próby pływania, które jednak co chwilę spełzały na niczym.
— Ruszaj żywiej tymi łapami! Nie masz siły w głosie to chociaż łap używaj! — zawołał Fala, a Milczek warknął cicho, niemal przy tym, krztusząc się wodą. — Trochę inaczej się ułóż, bo nic z tego nie będzie. Na dno opadasz, na dno! Nie jesteś ptasim piórkiem! — rzucił Fala, a Milczek zmarszczył nos zdeterminowany.
W końcu udało mu się trochę przepłynąć, chociaż do Zrujnowanego Mostu było jeszcze trochę. Wylazł z wody i wytrzepał swoje futro, przy czym zresztą sprawił, że mokry był również jego mentor. Zachichotał pod nosem i uśmiechnął się na ten widok.
— Myślę, że to wszystko na dziś — mruknął dymny, ale zaraz, jakby zapalił mu się świetlik nad głową. — Albo nie, wiesz co? Wyglądasz na dosyć energicznego, pójdziemy jeszcze zebrać mech do żłobka. Będziesz miał okazję odwiedzić starych kumpli — uśmiechnął się na tę myśl Fala, a kremus kiwnął tylko głową na zgodę.
***
Arlekin wszedł do obozu cały obładowany mchem. Część miał na grzbiecie, drugą część w pysku. Ruszył w stronę żłobka, a będąc w środku, wypluł mech z pyska.
— Khhh… Zho za… — wysyczał między zębami, zajmując się jednym z legowisk.
Spojrzał bokiem na Fląderkę, która przyglądała się zabawie swoich kociąt. Milczek zrzucił z siebie mech i wytrzepał futro, podchodząc do Lipieńka.
— Czhesici — miauknął z uśmiechem, układać legowisko obok młodego kocura.
Chciał zapytać, kiedy kociak miał zostać uczniem, ale nie był pewien, jak. W końcu wskazał na niego łapą.
— Thy… Khedy ucheni? — zapytał, kołysząc ogonem.
<Lipieńku?>
[636 słów + pływanie]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz