— No co! Zobaczysz, wygram! — powtórzył się dymny z determinacją, moszcząc się na swoim miejscu. Ich boki się stykały, a śpiew świerszczy zaczął coraz to dokładniej docierać do legowiska zbudowanego z gęsto porośniętych krzewów.
Skowronek wpadł na Miodowy Ul i Jesionową Szadź! Gdyby tylko widział swój pyszczek, gdy otrzymał ochrzan… Na samą myśl w oczach Bryzki zakręciło się coś ze złośliwości. Miała ochotę jakoś mu to wypomnieć, żeby w porównaniu do niego, była tą lepszą, jednak tak się złożyło, że porzuciła tę myśl. Zdjęła mu pazurkiem z dymnych kłosów ostatni paproch z mchu, chichrając się przy tym cicho.
— Głupio wyglądasz, taki oblepiony przez te paskudztwa — miauknęła mu, wycierając z powieki łezkę spowodowaną nadmiernym śmianiem się. — Widziałeś ich miny, gdy wepchnąłeś im się prosto na łapy? — dodała, podwijając lekko ogon ku górze, niczym wiewiórka i zaniosła się dawką śmiechu. Z każdym nabieranym powietrzem podnosił się odrobinę wyżej. Miodowy Ul, zaraz po tym, gdy kocurek wpadł głównie na nią, zaczęła dopytywać go, czy wszystko było w porządku, Jesionowa Szadź zaś obserwowała go, jakby w celu znalezienia jakiegoś zranienia. W złota końcu była większa i co za tym idzie, to raczej dymny bardziej ucierpiał na tym zderzeniu, niżeli ona, dorosła karmicielka. Szylkreteczka jednak uznała tę sytuację za niezwykle zabawną. A zabawna była głównie dlatego, że to nie ona na nie wpadła. Nie wyobrażała sobie siedzieć tak, ze spłaszczonymi uszami przy głowie i zgarniać ochrzan za zabawę!
Kocurek położył po sobie lekko uszy, ale po uderzeniu serca uśmiechnął się raz jeszcze, po czym szturchnął ją lekko w bark. Wiedział, że tylko się z nim droczyła.
— Pfff! Bryzko! — powiedział jej, nie dokańczając jednak zdania. Wyglądał tak, jakby wytworzył w głowie nowy, misterny plan, w którym tym razem to ona miała być tą zgarniającą nieprzychylne słówka. Koteczka zadarła brodę ku górze dramatycznie, uniosła ogon wysoko i zaczęła maszerować przez żłobek, aczkolwiek nie obrała sobie żadnego konkretnego kierunku. Chciała jedynie się podroczyć z bratem i poudawać chwilę, że go wcale nie słuchała. Kocurek wstał ze swojego miejsca i po chwili zrównał z nią kroku, próbując ją prześmiewczo naśladować w chodzie. Kocica nagle popchnęła go na jedno z pustych posłań, uskakując na bok w razie, gdyby planował pociągnąć ją ze sobą. Wieczór był chłodny, dlatego zamierzała zapewnić mu ostatnią rozrywkę na dziś, żeby się rozgrzać! I przy okazji sobie wzajemnie podokuczać, ale to tak z miłości.
Kruczoczarny wydał z siebie cichutki okrzyk zaskoczenia, gdy przysłoniła go wysuszona ściółka. Głośny szelest poniósł się po kociarni, a zaraz po nim donośny śmiech koteczki, gdy Skowronek wygrzebał się ze “słomy” i próbował odszukać ją wzrokiem. W momencie, w którym nawiązali kontakt wzrokowy, szylkretka zapiszczała i rzuciła się w ucieczkę, a potem rozpoczęła się wielka pogoń po żłobku. Wymijała posłania starannie, chociaż i tak niejednokrotnie nadepnęła na czyjś ogon lub ściółkę, posyłając ją prosto na pyszczek Skowronka.
— Nie złapiesz mnie! — podjudzała go, gnając przed siebie niczym mała łasica. Ogon wywijał jej na boki, a uszy położone miała tak płasko przy głowie, że aż zaczynały ją z tego powodu boleć. Nie skupiała się na tym jednak szczególnie, jako iż najważniejsze w tej chwili było to, by brat jej nie dogonił!
<Braciszku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz