— W porządku, możesz iść — powiedział w końcu. Namiestniczka powiodła jeszcze wzrokiem za odchodzącą liliową. Nawet po kontynuacji treningu czuła, że coś jej tu nie grało…
***
Ślub Ulewnego Szkwału i Liliowej Pieśni
No i jednak jej przestrogi nie podziałały. Ulewny Szkwał i Liliowa Pieśń brali dzisiaj ślub, a ona jako namiestniczka musiała na niego pójść. Oby ten okazał się równie sensacyjny, jak ten ostatni. Nie po to przychodziła na szczęśliwy dzień tej paskudy, żeby wyjść bez żadnego materiału na plotki. Przynajmniej ładnie dziś wyglądała i tym razem nie musiała dyskutować z Nurową Łapą, żeby pożyczył jej ozdoby. Jak dobrze, że była Pora Nowych Liści, chociaż niezbyt ładna. Przynajmniej kwitły już kwiaty. I z tego faktu właśnie skorzystała. Postanowiła wpleść sobie stokrotki w kryzę. I musiała przyznać, że mimo iż kwiaty nie lśniły, wyglądały całkiem przyzwoicie. Razem z resztą rodzinki weszła na Świetlikową Wyspę i zajęła swoje typowe miejsce. Dość blisko ołtarza, ale jednocześnie wystarczająco daleko od wszystkich, żeby nikt nie mógł jej szturchnąć. No i był stąd dobry widok na wszystko, co działo się na wyspie. Przybrała swoją standardową postawę i poczekała, aż wszyscy znajdą dla siebie miejsca. Wtedy do jej uszu dobiegł głośny dźwięk:
— CO WY WSZYSCY TACY SMUTNI? — miauknęła entuzjastycznie Wesoła Łapa. — CHYBA NIE POWIECIE MI, ŻE MACIE PATYKI POD OGONAMI? Hihihihihi~
Prychnęła z pogardą, będąc świadkiem takiego infantylnego zachowania. Jakim cudem Pan Książę Rogaty Flaming z nią wytrzymywał? Większość zebranych wydawała się mieć na ten temat podobne zdanie, bo nie wyglądali na zadowolonych z tego jakże inteligentnego komentarza. Wtedy w stronę ołtarza zaczęła iść Ropusza Łapa, rozrzucając kwiaty. Naprawdę? Na takim ślubie? Ropucha naprawdę czasem wydawała się pusto-czaszna, ale żeby aż tak? W tym momencie Łabędzia Łapa straciła resztki szacunku wobec koleżanki z legowiska. Kiedy bura skończyła swoje zadanie, usiadła gdzieś blisko powalonych kłód, a tam, gdzie przed chwilą szła, pojawiła się para młoda. Wtedy wśród Nocniaków zapadła już kompletna cisza.
— Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby uczcić i przypieczętować miłość Ulewnego Szkwału oraz Liliowej Pieśni — zaczęła Mandarynkowa Gwiazda. — Jeśli ktoś chce wyrazić sprzeciw, niech zrobi to teraz.
Tak bardzo kusiło ją, by wstać i krzyknąć, ale się powstrzymała. Jeśli fińczyk chciał sobie zrujnować reputację to ona nie będzie mu zagradzać drogi. Tak jak na poprzednim ślubie — nikt nie protestował.
— Czy wy, Ulewny Szkwale i Liliowa Pieśni, w obliczu wszystkich zebranych tu kotów oraz samego Klanu Gwiazdy przysięgacie sobie dozgonną wierność, uczciwość i wspólne dzielenie łowów, nawet po śmierci?
— Przysięgam — miauknął krótko kocur.
— Przysięgam — powiedziała wojowniczka. Księżniczka skinęła głową.
— Zatem mocą naszych walecznych przodków, ogłaszam was na zawsze związanych! Niech Klan Gwiazdy oświetla waszą drogę, a wasze dusze, niczym para łabędzi, nigdy nie ulegną rozłące.
Para młoda zetknęła się nosami, a wokół rozległy się wiwaty. Dla niej nie było to nic specjalnego. W ciągu swoich kilku księżyców życia zdążyła już być na trzech takich uroczystościach. Nie entuzjazmowała się również, kiedy przyszedł czas na rzut żabą. Chociaż musiała przyznać, że patrzenie jak koty kłóciły się o płaza, było zabawne. Tym razem szczęśliwym kotem okazał się Narcyzowa Łapa. Chyba naprawdę musiał w końcu wziąć ten ślub. Tylko z kim? Ostatni kandydat właśnie oficjalnie przestał być kawalerem. Nie myślała jednak nad tym długo, bo chwilę później z tłumu wyłoniła się Narwana Łapa, ewidentnie niemogąca już wytrzymać czekania na ślub ze swoją ukochaną. Wyrwała się do przodu, skacząc i próbując odepchnąć łapy brata od zdobyczy.
— Dawaj mi tego płaza!
Ten odskoczył na bok, ciałem budując dystans między Werwą a żabą, wciąż wijącą się pod jego łapami.
— Spadaj! — syknął, łypiąc na siostrę. Szylkretka prychnęła, skacząc za Narcyzem.
— No weź, to już drugi raz z rzędu! — wyciągnęła do przodu łapę i trąciła go w grzbiet, wciskając drugą od boku pomiędzy jego łapy i próbując dosięgnąć żaby. — A nawet nie masz z kim tego ślubu wziąć... Twój gruby zad mnie nie powstrzyma!
Namiestniczka omal nie parsknęła śmiechem. Zamiast tego tylko zakryła łapą pysk, gdy jej wąsy drżały z rozbawienia.
— Nieprawda! — odparował czarno-biały, starając się odepchnąć siostrę. — Odsuń się, bo mnie udusisz!
W tej samej chwili łapa ześlizgnęła mu się z płaza i razem z siostrą runął na ziemię. Żaba wyskoczyła im obojgu i podskokami zaczęła próbę ucieczki z wyspy. Księżniczka-ogrodniczka szybko podskoczyła w górę, łapiąc małe stworzonko.
— Mam żabę! Złapałam, złapałam! — cieszyła się. Dziwne. Taka stara, a zachowywała się jak mały kociak. Trochę jak Wesoła Łapa. O niej nie będzie źle mówić, w końcu to był kot z rodu.
Wtedy rozległ się odgłos stukania patykiem o pustą kłodę. Odwróciła głowę w jego kierunku i zobaczyła Liliową Pieśń. Mało jej było atencji?
— Przepraszam na chwilkę! Chciałam coś powiedzieć. Po tym, jak sprawa z żabą się wyjaśni, to po prezentach przyjdzie czas na skromną, lecz przygotowaną przez samą parę młodą, ucztę.
Ble! Nie zamierzała tego tykać! Pewnie złapali coś nieświeżego. Nie zamierzała utknąć w śmietnisku na następny dzień. Wszyscy jednak pokiwali z uznaniem głowami i kontynuowali zabawę. W tym momencie usłyszała głos księżniczki – Czyhającej Mureny.
— Co wy wyprawiacie? — zapytała głośno. Powiodła wzrokiem w kierunku, w którym patrzyła Czyhająca Murena i rzeczywiście. Działo się coś… ciekawego. Piastun Klanu Nocy stał z ranną łapą nad jakimś czekoladowym kotem, który nie mógł należeć do ich klanu. Taką sowią wypluwkę na pewno by zapamiętała.
— Złocisty Widliku, kto to jest? — Murena wypowiedziała kolejne pytanie.
— Em, no cześć — miauknął nieznajomy. Liliowa Pieśń uśmiechnęła się szeroko i miauknęła do gości.
— Em, przepraszam drogich zgromadzonych, kolacja będzie podana wcześniej. Zwierzyna już czeka. Dziękuję za uwagę! — podała niektórym kilka piszczek, a następnie przybliżyła się w stronę samotnika i stojących nad nim kotów. Do tego grona zdążyła już podejść czarno-biała. Złocisty Widlik sapnął zaskoczony, gdy dostał potężnego kopniaka w brzuch, upadając obok kocura. Po chwili podniósł się i zaczął coś tłumaczyć księżniczce. Samotnik w tym czasie wstał na nogi i zaczął z nimi rozmawiać. Łabędzia Łapa nie słyszała ich dobrze przez gwar panujący na wyspie. Zobaczyła jednak, że z samotnikiem rozmawiała również Wesoła Łapa. Jak można być tak nieodpowiedzialnym?! Już się nie dziwiła, że na ślubie jej rodziców Pan Książę Rogaty Flaming cały czas jej pilnował. Po chwili usłyszała okropnie głośny śmiech uczennicy.
— HAHAHAHA CZERWONA KROPKA!!
Czerwona kropka? Znak rodu królewskiego? To nie była żadna kropka, a majestatyczny lotos! Jak można było być taką ofermą?!
W końcu ktoś postanowił zająć się niebieską uczennicą. Konkretnie zrobił to piastun. Najwyraźniej skoro zachowywała się jak kociak, to tylko ich opiekun mógł ją opanować. Córka Kropiatkowej Skórki wyraźnie posmutniała. Złocisty Widlik jeszcze jej coś tłumaczył, co jakiś czas warcząc na czekoladowego. W międzyczasie Liliowa Pieśń postanowiła zasłonić kłócące się koty i zaczęła przyjmować prezenty, zaczynając od Czosnkowej Krewetki. Ta trójka jednak nic nie robiła sobie z tego, że liliowa chciała ich ukryć, nadal kłócąc się w najlepsze. Niedługo później do rozmowy dołączyła ponownie Czyhająca Murena. Dziwne to było zajęcie, próba zgadnięcia, co się tam tak właściwie działo. Dyskusja musiała być bardzo chaotyczna, bo Wesoła Łapa zaczęła płakać. W końcu jednak przestała i napuszyła się jak paw.
— JESTEM JEGO DUMĄ! — miauknęła bojowo z uśmiechem na pyszczku. — BWAHAHAHA!
Chyba nigdy jej nie zrozumie. Ale jeżeli mówiła o byciu dumą swojego mentora, to Widlik musiał zaserwować jej niezłą porcję wyssanych z palca bajeczek. Oba koty odeszły od księżniczki i nieznajomego. Wtedy miała okazję przybliżyć się do nich, gdyż mieli właśnie z rodziną wręczyć parze prezent. Nie skupiała się na podziękowaniach ani na tym, co tak właściwie im dali. Bardziej interesowały ją ukryte za Szkwałem i Lilią rozmawiające koty.
— Nie jesteś w tym momencie w pozycji na taką bezczelność. Jesteś intruzem, na dodatek…
Tyle zdążyła usłyszeć, zanim nie musiała wrócić na miejsce. Intruz? No, rzeczywiście, chyba samotnicy z reguły nie powinni pojawiać się na klanowych ceremoniach. Wierzyła jednak w to, że księżniczka poradzi sobie z tym nędznym łajnojadem. Czekaj… czy on zaczął śpiewać? Chyba rzeczywiście coś mu siadło na mózg. A może tak po prostu miały koty czekoladowe? Nie wiedziała i nie czuła potrzeby spędzania z nimi tak dużej ilości czasu, żeby się o tym przekonać.
— Księżniczko! — zawołała Wzlatująca Uszatka, po czym podeszła do Czyhającej Mureny. Kocur nie przestawał śpiewać. Córka przywódczyni miauknęła kilka rzeczy do Zmierzchającej Fali, którego namiestniczka wcześniej nie zauważyła. Ten podniósł się, żeby gdzieś pójść, ale drogę zagrodziła mu Liliowa Pieśń. Zaczęła dyskutować z księżniczką, a po chwili przyłączyła się do niej druga zakała klanowa. Pomiędzy nie wcisnęła się sama przywódczyni.
— Spokój! — krzyknęła, uciszając pannę młodą i Urodziwy Szafirek. Grupa kotów ponownie zaczęła kłócić się z samotnikiem. Z każdą chwilą Mandarynkowa Gwiazda wydawała się coraz bardziej wściekła.
— Wronia strawo! — wykrzyknęła w końcu. — Kto cię tu wysłał i skąd znałeś drogę do obozu?!
Ktoś ich szpiegował? No, w sumie, rzeczywiście mógł to być powód pobytu kocura na wyspie. Spojrzała na rodziców, którzy teraz stali obok niej i brata w pozycjach bojowych. Ponownie popatrzyła w stronę zgromadzonych. Srebrna księżniczka stała odwrócona od czekoladowego. Niespodziewanie obróciła się z powrotem i walnęła go łapą z wysuniętymi pazurami w policzek, po czym dała Zmierzchającej Fali znak ogonem i strzepnęła kropelki krwi na ziemię. Łabądek zmroziło. Nie lubiła widoku krwi. Brzydził ją. Skoro jednak ten czekoladowy samotnik był szpiegiem… to chyba mu się należało? Przed nią i jej rodziną stanął Zmierzchająca Fala z Rysim Borem.
— Chodź, Żmijowcowa Wici.
Spojrzała na ojca, nie rozumiejąc. Ten tylko pogładził ją ogonem po barku, po czym wstał i poszedł za resztą kocurów. Przywódczyni miauknęła coś do nich, na co samotnik zaczął coś krzyczeć z przerażeniem, ale tak bełkotał, że nic konkretnego nie zrozumiała. Przywódczyni zarządziła wymianę Rysiego Boru na Szałwiowe Serce, a do kłótni z samotnikiem dołączyła Czosnkowa Krewetka.
— Milczeć, lisie serce! — zagrzmiała przywódczyni, nie odrywając wzroku od samotnika. To było ostatnie, co mogła usłyszeć, zanim jej ojciec, Zmierzchająca Fala, Szałwiowe Serce i Czyhająca Murena nie wyprowadzili samotnika z wyspy. W tym momencie uwagę zebranych spróbowała przykuć nerwowo uśmiechnięta Liliowa Pieśń.
— Dziękujemy za przyjście na tę ważną dla nas ceremonię. Niech Klan Gwiazdy was prowadzi! — miauknęła, próbując jak najszybciej zakończyć ten nieudany wieczór. Zanim jednak ktokolwiek zdążył podnieść się z miejsca, przywódczyni stanowczym głosem wydała rozkaz:
— Wszyscy zostają na wyspie, do końca przesłuchania.
Przez jej futro przebiegł dreszcz. Mieli zostać na wyspie? I nawet nie wiadomo było, kiedy mogli wrócić do legowisk? Wraz z tą informacją, zimny wiatr stał się dużo bardziej nieprzyjemny. Chciała tylko już położyć się znowu na swoim posłaniu…
Popatrzyła na resztę rodziny. Brat siedział obok, nie dając po sobie niczego poznać. Matka siedziała zaś pomiędzy nimi. U niej napięcie było widoczne. Powędrowała wzrokiem z powrotem tam, gdzie patrzyła przed chwilą. Liliowej Pieśni nie było nigdzie widać, a jej małżonek gorączkowo dyskutował z Mandarynkową Gwiazdą. Po chwili fińczyk poddał się i odszedł, ale dopadł go Złocisty Widlik. Popatrzył na niego zestresowany. Niebieski również szybko się zmartwił i oboje zaczęli panikować. Trwało to dłuższą chwilę, dopóki obok nich nie pojawiła się Liliowa Pieśń. Kocury lekko się uspokoiły, ale nadal ofukiwały kotkę i siebie nawzajem. Nie do końca rozumiała, co się działo. Samotnik został odprowadzony na “przesłuchanie”, a teraz jeszcze nie mogli wychodzić z wyspy. Nie pozostawało jej nic innego jak siedzieć i ładnie wyglądać. Z powodu napiętej sytuacji nie ruszała się z miejsca obok brata i matki. Rzuciła tylko spojrzenie w kierunku Ulewnego Szkwału. „A mógł mnie posłuchać” pomyślała.
Podczas siedzenia spostrzegła swojego mentora, który siedział bardzo blisko pary młodej, praktycznie nie spuszczając z nich wzroku. Wiedziała, że powinna się nie wtrącać, a tym bardziej nie patrzeć w jego kierunku, żeby nie przyciągać do siebie uwagi. Ponownie wyprostowała się i popatrzyła przed siebie. Mogła nie wiedzieć, o co chodziło, ale rozumiała wystarczająco. Tkwiła tak w miejscu, próbując udawać, że wszystko jest w porządku, mimo że atmosfera była widocznie napięta. Siedziała tak dalej, pięknie wyprostowana i uśmiechnięta, jednak ogon siedzącej nieopodal matki szybko psuł złudzenie idealnej rodzinki namiestników. Mimowolnie zjeżyła się pod wpływem mocniejszego podmuchu wiatru i… pewnego wspomnienia. Jakiś czas temu na treningu ona i jej mentor wpadli na wracającą z okolic granicy z terenami niczyimi Liliową Pieśń… A teraz to właśnie na jej ślubie samotnik wpadł na wyspę. Kropki w głowie połączyły jej się w całość. Musiała komuś o tym powiedzieć, dla dobra klanu… no, kogo ona oszukiwała? Dla własnego zysku! Rozejrzała się. Mandarynkowa Gwiazda była poddenerwowana, Błękitna Laguna zajęty, a jej własna matka aktualnie ledwo utrzymywała na własnych barkach reputację ich rodziny. Wtedy go zobaczyła. Pan Książę Rogaty Flaming. Szybko wstała.
— Zaraz wrócę — rzuciła tylko przyciszonym głosem, nawet nie oglądając się na rodzicielkę, po czym pospiesznie potruchtała do księcia. Była widocznie rozemocjonowana i z trudem powstrzymywała się od pominięcia formalności. Mimo tego, kiedy już stanęła przed pointem, odetchnęła, wyrównała futro i się ukłoniła. Point spojrzał na nią, odrobinę zdziwiony.
— Łabędzia Łapo? — miauknął, pozwalając jej na zabranie głosu.
— Dzień dobry, Panie Książę Rogaty Flamingu — przywitała się i zapauzowała, nie wiedząc jak ubrać to w słowa. — Ja… mam pewne podejrzenia dotyczące tego samotnika i Liliowej Pieśni. — Wzięła głębszy oddech, po czym bardzo szybko wyrzuciła z siebie: — Widziałam kiedyś na treningu, jak wraca z okolic granicy z terenami niczyimi. Kiedy Pan Książę Zastępca Błękitna Laguna zapytał ją, co tam robiła, stała się nerwowa. Ja myślę, że ona już wcześniej znała tego samotnika i go tu zaprowadziła.
Książę spojrzał tylko na nią, zdając się zamyślić.
— W porządku. Możesz już iść — machnął ogonem. Posłusznie wstała, ukłoniła się i skierowała z powrotem na swoje miejsce. Po drodze zobaczyła jednak wchodzącego na wyspę tatę. Był sam. Popatrzyła na niego pytająco, na co on posłał jej spojrzenie oznaczające “nie teraz”, więc po prostu poszła dalej. Kątem oka zauważyła go wychodzącego z wyspy razem z Liliową Pieśnią. To wszystko było okropnie zagmatwane i z każdą chwilą rozumiała tylko coraz mniej. Wiedziała tylko tyle, żeby się nie wychylać. Chwile dłużyły jej się niemiłosiernie. Miała wrażenie, że już zaraz wzejdzie na niebie słońce. Wtedy właśnie na wyspę wkroczyła Mandarynkowa Gwiazda, a za nią Zmierzchająca Fala razem z jej ojcem. Srebrna księżniczka stanęła przed ołtarzem i chrząknęła. Większość kotów obróciła głowy w jej stronę.
— Sprawa została rozwiązana — zaczęła. — Liliowa Pieśń przyprowadziła na Świetlikową Wyspę samotnika o imieniu Mrok, swojego brata. Pozwoliła mu zaatakować członka własnego klanu, Złocistego Widlika, zignorowała moje rozkazy, idąc na wyspę, gdzie odbywały się przesłuchania bez niczyjego pozwolenia, a następnie przez długi czas wypierała się jakichkolwiek powiązań z Mrokiem — streściła wszystko. — Samotnik zostanie pozbawiony życia, czym właśnie zajmuje się Czyhająca Murena. Liliowa Pieśń zaś od dzisiaj będzie znana jako Bagno i zamieszka na wyspie więźniów. W ramach kary i ewentualnego odkupienia będzie również pełnić funkcję przynęty podczas walk, czy innych interakcji z samotnikami — zapauzowała i przejechała wzrokiem po kotach. — To wszystko, można już rozejść się do legowisk.
Nadal nie do końca rozumiała, co się właśnie wydarzyło. Może to dlatego, że była zmęczona? A może po prostu jej umysł nie mógł czegoś takiego objąć? Ospale razem z resztą rodzinki skierowała się w stronę obozu. Ależ ona była zmęczona…
<Lilia?>
[2437 słów]
[49%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz