Roztargniony Koperek rozejrzało się po obozie i tak jak od pewnego czasu każdego ranka wyszło po zioła. Naprawdę nie wiedziało, jak mogłoby spożytkować czas, który pozostaje mu rano, po tym jak już posegreguje ziółka. To też stwierdziło pewnego dnia, że będzie się wybierać na poranne spacery. Oczywiście na spacery, na których zbierało zioła. Choć zdarzało się również, że w zamyśleniu ostatecznie nie przynosiło do obozu nic. Koty i tak spały, więc nie widziało sensu w siedzeniu w obozie na darmo. Przynajmniej może rozprostować kości. Usiadło przy jednym drzewie na wilgotnym mchu, tam, gdzie wydawało się być najwięcej wpadających przez korony drzew promieni słońca i podniosło pyszczek, patrząc w górę. W jakiś sposób podobały się jeno te nocne spacery, nadawały czegoś naprawdę przyjemnego w jeno życiu. Nieopodal przed sobą ujrzało odrobinę czystego, dobrego mchu, także bez zastanowienia zabrało odrobinę i po jeszcze krótkim czasie kąpania swojego futerka w dosyć słabych promieniach słonecznych wróciło do obozu. Po chwili stwierdziło, że w obozie wstała już pewna część kotów, gdyż niektóre szykowały się do patrolu czy też do treningów. Słychać było nawet piski jakichś kociąt, co sprawiło, że na pyszczku Roztargnionego Koperka pojawił się minimalny uśmiech. Wchodząc do legowiska medyków, kiwnęło głową, witając się z Cisowym Tchnieniem i Jarzębinowym Żarem. Odłożyło wcześniej zebrany mech na miejsce i ułożyło się gdzieś z boku, czekając na pacjenta. Już po chwili wpatrywania się w wejście do legowiska ujrzało bliznowaty, liliowy pyszczek Wrotyczowej Szramy. Skuliło się minimalnie i zamruczała cicho średnio zadowolone, a raczej zestresowane.
— Witaj Skar… Wrotyczowa Szramo. Co cię tutaj sprowadza? — miauknęło, kładąc uszy lekko po sobie, gdy przez przypadek pomyliło imię kotki.
— Ja… Wiem, że wracał…oś z mchem. Mogę dostać trochę? — miauknęła, pociągając nosem, a Roztargniony Koperek, opuściło lekko głowę.
“Dlaczego właściwie skazali ją na to wszystko? Co czuje, gdy tu jest? Co czuje, gdy rozmawia…ze mną? Kotem, który ją zastąpił?” zamyśliło się Koperek.
— Jasne — miauknęło pospiesznie, po tym jak przez moment się zawiesiło. Podało jej wcześniej zebrany świeży mech. Kotka wydmuchała nos i wzięła jeszcze trochę mchu, po chwili odchodząc. Praktycznie chwilę później ujrzał zaglądający do legowiska pyszczek małego Wilgi.
“Kociak!” uśmiechnęło się Koper. Z kociakami w reguły dawał radę rozmawiać. Były nieskomplikowane, “łatwe w obsłudze” i z reguły słodkie. Pyszczek Wilgi mówił za to coś niego innego. Był wykrzywiony w niezadowoleniu. Wszedł i rozejrzał się, wbijając wzrok akurat w Koperka.
— Oko — miauknął tylko, wskazując łapką na swoją gałkę oczną, przez co medyk się zaśmiał.
— Jasne — miauknęło, przyglądając się. — Wygląda mi to na infekcję… — stwierdziło po chwili i rozejrzało się za głośnikiem. Wzięło odrobinę i już po chwili nałożyło okład na oko kociaka.
— Dobra leć do żłobka mały — mruknęło Koper, uśmiechając się lekko, na co zyskało tylko niezadowolone spojrzenie pręguska.
Wyleczeni: Wrotyczowa Szrama, Wilga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz