*Jakiś czas temu, przed narodzeniem dzieci Mgiełki*
– Poraneczku? – powiedziała Mgiełka, lecz jej brat jej nie usłyszał, dalej chodząc w kółko ze stresu. – Poraneczku? – powtórzyła Mgiełka, dalej bez skutku. Nie było to jednak spowodowane tym, że kocur nie chciał jej usłyszeć, a tym, że od jakiegoś czasu miał coś z uchem. Miał wrażenie, że nie słyszał, lecz nie mógł w pełni tego stwierdzić, a przez coraz większą ilość obowiązków, zwyczajnie zapominał o wzięciu ziół. – Wszystko dobrze? – zapytała kotka, lecz tym razem nie widząc żadnej reakcji ze strony brata, stanęła mu na drodze, zatrzymając go i zwracając na siebie uwagę. – Nie słyszałeś mnie?
Kocur wpatrywał się w swoją siostrę, szukając w tym czasie odpowiednich słów na swoją wypowiedź.
– Mgiełko, nie rozumiem, jak możesz się teraz tak cieszyć – oznajmił, ignorując pytanie siostry o słuch.
– Co masz na myśli? Przecież to wspaniała wiadomość! Będę mamą, a ty wujkiem! Pomyślałeś o tym? – zaczęła swój wywód Mgiełka, jednak to ani trochę nie uspokoiło rudego.
– Ale pomyślałaś o tym, jak sobie poradzimy? Jesteśmy sami, a co jak...
– Poraneczku, będzie dobrze. Mamy jeszcze Glonika, damy sobie radę wszyscy! – przekonywała kotka.
– Teraz musimy – mruknął tylko Poranek, starając się opanować natłok myśli. – Gratulacje Mgiełko. Będziesz dobrą matką, tak samo jak Glonik ojcem – powiedział w końcu.
– Nie wyglądasz na zachwyconego... – zauważyła cicho Mgiełka.
– Muszę po prostu oswoić się z tą informacją – oznajmił Chwast, podchodząc do siostry i przytulając ją. – Pójdę się położyć – mruknął gdy znów stanął w dobrej odległości od innych. Uderzenie serca później odwrócił się od dalej rozemocjonowanej dwójki i ruszył w stronę swojego legowiska. Myśli kłębiły się w jego głowie, tworząc wielką burzową chmurę. Bał się tego, co miało ich czekać po narodzinach kociąt. W końcu co będzie jak sobie nie poradzą? Co będzie z kociakami co z Mgiełką? Westchnął cicho, siadając ciężko na swoim posłaniu. Musiał zacząć już teraz zbierać odpowiednie zioła dla siostry. Odwrócił głowę w stronę małej sterty roślin. Zdecydowanie miał ich za mało. I wtedy coś mu się przypomniało. Musiał przecież coś zrobić ze swoim uchem.
Wyleczeni: Poranek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz