Mianowanie Pchełkowej Łapy
Dzień był całkiem pochmurny jak na Porę Zielonych Liści. Wiatru nie można było odczuć, za to wszechogarniająca duchota dawała się wszystkim we znaki. Pchełka mogła snuć domysły o nadchodzącym deszczu, kiedy przemykała między drzewami. Mirtowe Lśnienie zlecił jej ostatni, najważniejszy egzamin. Samotne polowanie. Na jego podstawie ostatecznie zapadnie decyzja o jej mianowaniu. Chociaż wszyscy w klanie krzywo na nią patrzyli, bo była już dorosła i trochę za stara, by piastować to stanowisko, Pchełkowa Łapa starała się ich nie widzieć. Nie myśleć o nich, nie wspominać krzywdzących słów matki. Jastrzębi Zew po wojnie została jeszcze większą kaleką niż wcześniej. Teraz wszędzie musiała się czołgać i na pewno czuła się z tego powodu źle. Każdy patrzył na nią z góry, jakby postać dawnej Jastrząb już dawno odleciała wraz z jesiennym wiatrem. Pchełkowa Łapa bardzo rzadko z nią rozmawiała. Większość czasu spędzała z Mirtowym Lśnieniem na doskonaleniu swoich umiejętności i szlifowaniu ostatnich rzeczy.
Zatrzymała się, gdy usłyszała gryzące orzech stworzenie. Dudniący odgłos zębów zwabił ją w zarośla, w których się ukryła. Dostrzegła wiewiórkę. Jej ogniście rude futro odbijało się pośród świeżej, zielonej trawy. Pchełka zaczęła się skradać. Wyciszyła wszystkie myśli w głowie, odganiając te natrętne, które próbowały zawsze krzyżować jej plany. Dzięki Mirtowemu Lśnieniu zdołała zapanować nad swoimi wybuchami płaczu, jednak wciąż czekała ją pod tym względem daleka droga.
Zakradła się dostatecznie blisko, stworzenie poruszyło puchatym uszkiem, jednak było dla niego za późno. Pchełka wyskoczyła z wysuniętymi pazurami i szybko zakończyła życie wiewiórki. Podniosła ją, a puchaty ogon łaskotał kotkę w nos.
Gdy wracała, rozmyślała. Jakie imię jej nada Judaszowcowa Gwiazda? Czy będzie ładne i jej pasować? Czy nie będzie na nią zły za tak długi trening? Chyba lepszy głupszy i bardziej doszlifowany niż zrobiony naprędce…
Powróciła do obozu, gdzie spotkała mentora. Obserwował ją cały czas podczas egzaminu, czego nie mówił swojej uczennicy. Szylkretka odłożyła wiewiórkę na stos, a słysząc słowa pochwały od rudego, odwróciła wzrok troszkę speszona. Często chwalił jej umiejętności. Jakby próbował wyciągnąć z niej to, co najlepsze na wierzch i pomóc zakopać jej kompleksy. Pchełka nie mogła się zdecydować czy lubiła pochwały, czy wprawiały ją w zakłopotanie. Może to przez kota, który jej je mówiła? Mirtowe Lśnienie był na pewno przystojnym kocurem, a do tego dbał o swoją uczennicę, zawsze precyzyjnie wyłapując jej błędy, nie śmiejąc się, gdy upadła. Pchełka nie skłamałaby, mówiąc, że bardzo lubiła jego towarzystwo. Pewnie to dlatego, że jako jeden z pierwszych zachowywał się przy niej normalnie, tak fajnie. Imponował kotce swoim spokojem i opanowaniem, bystrym okiem.
Odprowadziła Mirtowe Lśnienie wzrokiem, gdy ten zniknął w legowisku lidera.
Wieczorem Judaszowcowa Gwiazda zwołał koty. Zebrani uczniowie, starsi i wojownicy czekali na obwieszczenie kocura. Gdy przywołał do siebie Pchełkę, jej serce na chwilę stanęło. Na miękkich łapach, ledwo się trzymając, podeszła do niego na wzniesienie.
– Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Pchełkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– P-Przysięgam – odparła zaskoczona, jak i przestraszona. Tyle oczu na nią patrzyło…
Judaszowcowiec kontynuował.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Pchełkowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Pchełkowy Skok. Klan Gwiazdy ceni Twoją pilność i dokładność, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu!
Lider dotknął czubka jej głowy, a Pchełka z duszą na ramieniu, barku kocura. Nigdy nie była tak blisko Judaszowcowej Gwiazdy.
Koty zaczęły wedle tradycji krzyczeć jej nowe imię, a ona zastygła w bezruchu. Jej oczy wbijały się w postać Jastrzębiego Żaru, która na samym końcu tłumu patrzyła swoimi przenikliwymi oczami. Zdawało się, jakby mówiła “Ileż można było czekać?”. Pchełkowy Skok odwróciła wzrok. Zeszła z podwyższenia, gdzie na dole czekały na nią koty. Pietruszkowa Błyskawica pogratulowała jej jako pierwsza, przytulając i liżąc w bark. Pchełka skinęła jej głową, a w głowie świeżo upieczonej wojowniczki aż szumiało. Nie cierpiała tłumów, a tu każdy jej gratulował, nawet jeśli nie za bardzo się znali. Nigdzie nie dostrzegła Pikującej Jaskółki, która ostatecznie pokonała jej matkę w walce o stanowisko zastępczyni. Mirtowe Lśnienie z dumą w oczach podszedł do niej i pogratulował, a Pchełka przełknęła ślinę i otarła się nieśmiało o bok kocura.
– Dziękuję – wyszeptała tylko do niego.
Gdyby nie rudy, nie wiedziała, czy byłaby w tym miejscu. Może już dawno wygnaliby ją z klanu za bycie bezużyteczną albo wieczną uczennicą. Naprawdę wiele zawdzięczała kocurowi i miała nadzieję, że odpowiednio mu to przekazała. Gdy skończy czuwanie, chciałaby porozmawiać z nim jeszcze raz.
Jastrzębi Zew czekała na nią ku wyjściu z obozu. Wedle tradycji świeży wojownik musi odbyć czuwanie w milczeniu. Pchełka podeszła, a jej łapy były jak z waty.
– Nareszcie zostałaś wojowniczką – oznajmiła szylkretowa. – Ileż można było czekać? Ktoś, Twoim potencjałem powinien już dawno piastować to stanowisko.
Pchełka poczuła, jak powraca gula w jej gardle. Milczała.
– Nie zmarnuj tej szansy – kontynuowała jej matka. – Musisz się wykazać. Może nie wszystko jeszcze stracone. Rób więcej niż inni, wtedy Cię docenią. Na razie jesteś zwykłą rybką w wielkiej ławicy.
Odeszła, zostawiając za sobą mieszane uczucia u córki. Pchełkowy Skok chciałaby spotkać ojca. Nie mogła się doczekać następnego zgromadzenia, by z nim porozmawiać i przedstawić nowym imieniem, by ją pochwalił i pokazał, że mimo swoich wad jest jego ukochaną córką. Ponieważ Jastrząb kiepsko to wychodziło… Szylkretka miała wrażenie, jakby Jastrząb kochała ją tylko, gdy była kociakiem. Teraz po tylu przejściach postać jej matki była dziwnie wygaszona i smutna, przygnieciona ciężarem rzeczywistości.
Pchełkowy Skok milczała, czuwając przed obozem. Noc była duszna, a w powietrzu mogła wyczuć deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz