Szylkretka również odprowadziła wzrokiem Kropiatkową Łapę. Dobrze byłoby z nią porozmawiać i zacząć jakąś lepszą znajomość. Wolała zakumulować się z kotką, gdyż wydawała się miła, no i przecież była uczennicą jej przyjaciela. Zanotowała to w myślach. Wróciła do rozmowy z Żmijowcową Wicią i co jakiś czas kiwała głową, uważnie przysłuchując się wstępnego kminienia kocura.
– Nie zapomnijmy jeszcze o Rozpędzonej Łapie – przypomniała mu. Nie chciała przecież, żeby drugiej kotce się upiekło. – Jednak ją zajmiemy się później… Najpierw spróbujmy coś wymyślić, z co zrobić z twoją siostrą… Twoja myśl o sprawdzeniu, jak miewają się jej treningi z uczniem, są dobrą płaszczyzną do zadania szpili – przyznała, smyrając się opuszkami po bródce. – Jednak nie jesteś zastępcą, byś skontrolował jej szkolenie Zmierzchającej Łapy… Nawet jakbyś zapytał, czy możesz potrenować Kropiatkową Łapę z Zmierzchającą Łapą, to mogłaby odmówić.
Kocur zamyślił się na chwilę, błądząc skupionym wzrokiem po obozie.
– Kto powiedział, że to ja musiałbym ją prosić osobiście? – zauważył, pokazując kiełki w rysującym się uśmiechu na jego pysku. – Jakbym poprosił Mandarynkowe Pióro, aby mnie przydzieliła z Kropiatkową Łapą do springu z Zmierzchającą Łapą, to przecież Wężynowy Splot, by nie odmówiła.
– Masz rację, jednak jeśli powie ci, że możesz samemu zapytać się o to Wężynowego Splotu?
– Wtedy pójdę do niej i powiem, że Mandarynkowe Pióro chciała sprawdzić, jak radzą sobie uczniowie i kazała zrobić sparing Kropiatkowej Łapy ze Zmierzchającą Łapą – odpowiedział dumnie, kładąc z gracją łapę na swojej klatce piersiowej.
– A ja? Jak wytłumaczysz, że bierzesz mnie ze sobą na sparing? – Zastrzygła uchem. Plan zapowiadał się fajnie, tylko nie wszystkie rzeczy się ze sobą kleiły w całość.
Pytanie było poważne. Czy Mandarynkowe Pióro aż tak ufała bezgranicznie Żmijowcowej Wici, by kocur wziął ją na jedne zajęcia pod swoje skrzydła? Było to nierealne, przynajmniej dla niej, jakby to ona miała się pytać zastępczyni, jednak czy tak samo, by kotka zareagowała, gdyby to Żmijowcowa Wić zadał to pytanie i jeszcze w rozmowie brałby ją pod włos? Szylkretka mogła jedynie spekulować.
– Wiesz, że musiałbyś jej strasznie słodzić? – zauważyła.
Wojownik nie odpowiedział wprost, jednak mogła zauważyć w jego oczach pewność siebie. Czy powinna mu mówić, że nie wszystko mogło iść po jego myśli? Chociaż… Lepiej dla niego.
– Dam radę. – Machnął łapą, tylko po to, by zaraz sprawdzić stan swoich pazurów.
Ach, takie to typowe dla tych wszystkich Żmijowców, Mandarynek i Wężyn, miała wrażenie, że znała już ich zachowania i odruchy na wylot.
Machnęła ogonem, uważając ich rozmowę za zakończoną. Nikt z nich nie miał już niczego ważnego do dodania, a plotkowanie o Wężynowym Splocie oraz Rozpędzonej Łapie, po prostu jej się nie opłacało, chociaż wiedziała, że wojownik nie pogardziłby takim tematom rozmowy. No cóż, miał pecha, dzisiaj chciała rzeczywiście sobie odpocząć.
– Porozmawiam jeszcze ze Zmierzchającą Łapą, on też może przekonać Wężynowy Splot do wspólnego sparingu – dodała na sam koniec. – Dobranoc, Żmijowcowa Wicio.
Odeszła od wojownika i wzięła sobie na kolację małą myszkę. Nie było jeszcze ciemno i nie zamierzała od razu się kłaść spać, jednak też nie planowała wcale wychodzić z legowiska uczniów. Tam mogła spokojnie zadbać o swoje futerko, jak i zjeść posiłek. Samej bądź z kimś, nie obchodziło to kotkę.
Weszła do legowiska, a jej oczom ukazali się Kropiatkowa Łapa siedząca na swoim posłaniu oraz obok niej, na osobnym leżu skulony w pozycji na chlebek Zmierzchająca Łapa. Widok tej dwójki razem ją trochę rozeźlił.
Jak to oni razem spędzają czas ze sobą?
Nie chcąc im zbytnio przeszkadzać, położyła się na swoim posłaniu i nie spuszczała z nich swojego przeszywającego wzroku.
Oboje to zauważyli i wymienili się nieśmiałymi spojrzeniami.
“Macie pecha, że mam swoje posłanie naprzeciw waszych.”
Szylkretka leżała dosłownie długość lisa od nich i nie zamierzała udawać, że nie słyszy ich rozmowy.
– W czym możemy ci pomóc Trzcinowa Łapo? – spytał pierwszy Zmierzchająca Łapa z niezręcznym uśmiechem na pyszczku.
– W paru sprawach – przyznała, zakładając łapę na łapę, kopiując tym pozę, którą często mogła przyuważyć u swojego przyjaciela. – Rozmawiałam trochę z Mandarynkowym Piórem oraz z Żmijowcową Wicią na temat sparingów. Wiesz, my jesteśmy blisko mianowania i moglibyśmy zaprezentować nasze umiejętności walki oraz nauczyli trochę Kropiatkowej Łapy kilku ruchów. Nie sądzisz, że to jest fajny pomysł?
– Brzmi dobrze – rozchmurzył się kocur.
– Dokładnie, dlatego możesz pójść do Wężynowego Splotu i powiedzieć, że chcesz dołączyć do treningu.
– Teraz? – zdziwił się.
– Tak, jeśli teraz pójdziesz i powiesz, że chciałbyś się zmierzyć ze mną i z Kropiatkową Łapą to będzie miała czas w nocy na przemyślenia. Jutro powinna Mandarynkowe Pióro podejść do niej i powiedzieć szczegóły – odpowiedziała gładko, czując, jak małe kłamstewka palą jej gardło. Nie umiała ani nie lubiła kłamać, jednak takie słowa nie były do końca kłamstwem. Były półprawdą.
– Nie ma to sensu, jeśli i tak jutro zastępczyni powie, że ma dołączyć do treningu.
Trzcinowa Łapa przewróciła oczami, udając, że ją to nie rusza, jednak czuła jak jej sierść pali się ze zdenerwowania.
“Nie dobrze! Myśl, myśl!”
– A co? Nie lubisz własnej mentorki? Sama mam ją się spytać? – prychnęła. – Co ci szkodzi ruszyć swój zadek i się zadać głupie pytanie? Wiesz, co dzisiaj w ogóle robiłam? Gdzie ty niby byłeś, kiedy pchano kłodę do obozu, że nie chcesz wyjść i zobaczyć, czy nie ma cię przy Wężynowym Splocie?! – Naskoczyła na leciutko młodszego kocura. – Nie sądzisz, że ja oraz Kropiatkowa Łapa potrzebujemy odpoczynku? Widziałeś, jaka jest zmęczona? Pchałyśmy na Gwiezdnych ogromną kłodę! Dlatego kochany Zmierzchająca Łapo, mógłbyś być tak dżentelmenem i wyjść. Proszę.
Oboje uczniów otworzyło szerzej oczy. Ani Kropiatkowa Łapa, ani Zmierzchająca Łapa nie spodziewali się takiej przemowy od szylkretki. Poprawili się na posłaniach, a dymny uczeń pokornie wstał. Musiał stwierdzić, że nie będzie się sprzeciwiał Trzcinowej Łapie.
– Dobra, już dobra, idę spytać.
“No i dobrze.”
Zadowolona Trzcinowa Łapa patrzyła, jak kocur wychodzi i nie umiała oderwać od niego wzroku. Rzadko z nim rozmawiała i chyba będzie musiała to zmienić, gdyż Zmierzchająca Łapa wydawał się całkiem ciekawym kąskiem. Znaczy kotem. Nie znała go praktycznie wcale, ale on znał ją całkiem dobrze. Razem tkwili na jednej z gałęzi sumaka. Właśnie mu powiedziała, że nie znalazła nigdzie swojej siostry. Kocur widział ją w prawie wszystkich stanach emocjonalnych podczas katastrofy. Tak samo, jak wtedy był częściowo dla niej oparciem, gdyż jak mógł pomóc kociak drugiemu kociakowi, tak teraz mógł się okazać całkiem super przyjacielem. Oprócz tego, że wydoroślał i pewnie już się odnajdował w Klanie Nocy, tak też przystojniał. Strasznie wyrósł, a spod jego dymnego pół długiego futra rysowały się mięśnie. Z puchatego niezdarnego kocurka z gałęzi zmienił się w barczystego, przystojnego młodzieńca o czarujących bursztynowych oczach i to w dodatku pokornego.
Grzebała tak pazurem w sierści myszy, którą miała na swoim posłaniu. Całkowicie zapomniała o posiłku oraz patrzącej na nią Kropiatkowej Łapie, która nie rozumiała jej dziwnego zachowania.
– Też mam iść do mojego mentora? – Młodziutka bicolor przerwała ciszę.
– Och… Nie trzeba – odpowiedziała i rzuciła swoją mysz pod łapki młodszej uczennicy. Sama zajęła miejsce, w którym siedział wcześniej Zmierzchająca Łapa i otuliła kotkę ogonem. – Lubię cię Kropiatkowa Łapo, jesteś przyjaciółką mojego przyjaciela, co znaczy, że same jesteśmy po tej samej stronie barykady.
Tamta pokiwała powoli głową, uważnie przyglądając się zachowaniu szylkretki, jednak nie wyglądała, jakby ją to odrzucało.
– Ty, ja i Żmijowcowa Wić przeciwko Wężynowemu Splotu oraz Zmierzchającej Łapie. Co ty na to? Wiem, że się zgodzisz, a kolega się nie obrazi, jedynie dostanie od nas bęcki. Kotki się trzymają razem. – zamruczała.
Młodsza koleżanka uśmiechnęła się i przytaknęła głową.
– No i to się rozumie. Kotki górą! – zamruczała i przerwała swojego gryzonia na pół, dając jedną część dla Kropiatkowej Łapy. – Masz w nagrodę, widziałam, jak ciężko pracowałaś młoda. Zazdroszczę ci strasznie, jeśli chodzi o mentora, ale nie martw się, nie ukradnę ci go.
“Jedynie mogę ukraść ci Zmierzchająca Łapę, ale ty chyba za młoda na związki jesteś…”
– Dzięki – zamruczała tamta i chwyciła kawałek myszy, którą jej dała. – Wiesz, podziwiam cię, jak sobie radzisz z tym wszystkim.
Pewnie młoda zauważyła, jak twardo zwraca się do niej Mandarynkowe Pióro i zrobiło jej się żal.
Cóż, jej na początku też było przykro, jednak teraz spływało po szylkretce to wszystko jak po kaczce.
– Hah, no widzisz, trochę się wyćwiczyłam. Na moim miejscu pewnie równie dobrze byś sobie radziła, jednak doceniam twoje zainteresowanie.
Kotki resztę popołudnia spędziły razem, zajadając się myszą oraz rozmawiając na różne tematy, związane z treningami, jak i planowanym sparingiem.
Trzcinowa Łapa polubiła szczerze Kropiatkową Łapę, była bardzo przyjacielska. Może w rozmowie nie grała pierwszych skrzypiec, jednak miała chwilę, by otworzyć się przed szylkretką parę razy.
***
Przez ściany legowiska uczniów właśnie przebijały się promienie słońca. Trzcinowa Łapa otworzyła swoje oczy i rozejrzała się po śpiących jeszcze uczniach. Kropiatkowa Łapa jeszcze spała, a Zmierzchająca Łapa przekręcał się na drugi bok.
“Jakby byli w mojej skórze to nie wytrzymaliby ani jednego dnia treningu” – prychnęła gorzko, uśmiechając się z niesmakiem.
W szczególności tyczyło się to Rozpędzonej Łapy, która w życiu miała aż za łatwo, przynajmniej zdaniem Trzcinowej Łapy.
“Może warto byłoby się skonfrontować z młodą księżniczką?”
Kusiło ją wyciągnięcie wszystkich kart na stół, by tylko dokopać tej uczennicy, która dzień w dzień z uśmiechem na pysku chodziła po obozie, mając na sumieniu śmierć Perlistej Łzy. Mimo że nie zrobiła tego osobiście, tak jej plotki przejęła później kolejna księżniczka, a w dodatku medyczka, która stwierdziła, że dobrym pomysłem, jest zszarganie imienia zmarłej. Najgorsze w tym przypadku jest fakt, że Rozpędzona Łapa została przygarnięta przez Sterletową Łuskę, który nie tak dawno postanowił, że wyjdzie za mąż za Pluskający Potok – brata Trzcinowej Łapy. To oznacza, że ta przeklęta przybłęda, która jest jakimś cudem księżniczką, zaszkodziła swojej rodzinie.
Czy Pluskający Potok świadomie zgodził się na taki absurdalny związek?
Patrzyła się tak z nienawiścią na śpiącą przyłataną bratanicę. Postanowiła, że skonfrontuje się ze starszą od siebie kotką, tylko musiała poczekać, aż większa część uczniów opuści legowisko i zajmie się swoimi obowiązkami. Nie obchodziło szylkretkę, że na zewnątrz czeka na nią ta sama marudna Mandarynkowe Pióro z bojowym zadaniem. Miała już dość swojej mentorki po same dziurki w nosie, więc nic nie szkodzi, by kolejny raz się jej nie posłuchać i przyjść spóźniona. Robota jej i tak nie ucieknie, a takie dopieczenie Rozpędzonej Łapie, kiedy ta się tego wcale nie spodziewa, było wręcz priorytetem.
Jak sobie postanowiła, tak zrobiła. Uczniowie zaczęli wstawać i prędko się szykować na kolejny dzień naprawiania obozu. Rozpędzona Łapa była akurat z tych bardziej leniwych kotów i nie śpieszyła się z wyjściem z legowiska. Starannie i wolno pocierała swoim językiem po swoim dymnym szylkretowym futerku.
Trzcinowa Łapa cierpliwie czekała na odpowiedni moment, również udając, że zajmuje się poranną kąpielą.
“O jeju, co robiłaś wczoraj Rozpędzona Łapo, że jesteś taka zmęczona? Ouuu… Wplątywałaś kwiatuszki w gałęzie przy lecznicy? Awww… Jakie to było ciężkie…”
W końcu księżniczka wstała i ruszyła do wyjścia. Właśnie Trzcinowa Łapa czekała na ten moment. Wstała prędko, zastawiając drogę swojej przeciwniczce. Widząc, jak na pysku Rozpędzonej Łapy maluje się zdziwienie, a jej spojrzenie staje się pytające – ucieszyła się w duchu. Popchnęła barkiem kotkę mocno, by się odsunęła, co udało się Trzcinowej Łapie bez najmniejszego problemu.
– Nie tak szybko, skarbie… Musimy porozmawiać o twoim zachowaniu. – Podeszła o krok bliżej.
– Słucham? – Podniosła tamtą łapę w bardzo znajomym geście.
Trzcinowa Łapa chciała być miła, jednak nie zamierzała tolerować zgapiania. Czy one wszystkie muszą być takie same?! Ten gest z degustacją na pysku… Widziała go u Mandarynkowego Pióra, Wężynowego Kła, Wężynowego Splotu i Żmijowcowej Wici. Co za bezguście i tania inspiracja.
Czy w Klanie Nocy teraz wszyscy będą się tak samo zachowywać i małpować każdy gest, mimikę oraz dźwięk, który wydaje jej mentorka bądź rodzinka Wężyny?
Chciała po prostu porozmawiać i może wbić szpilę uczennicy, jednak teraz zmieniła zdanie. Nie będzie ani trochę miła. Jej złośliwy uśmieszek zniknął z pyszczka, ustępując chłodu oraz złości.
– Głucha jesteś sieroto? – Uniosła brwi, czując się pewnie. – Czujesz się wyjątkowo, naśladując innych, wróblu? Czy może to jest ten znaczek, który można go teraz wszystkim namalować na czole?
Obie położyły po sobie uszy. Jej przeciwniczka musiała nie dowierzać, co właśnie usłyszała od jednej ze swoich podwładnych, do takiego stopnia, że nie umiała odezwać się choćby słowem.
– Gdzie jest ta krew Sroczej Gwiazdy i ród wspaniałej przywódczyni? Mogę powiedzieć ci, że na pewno nie w tobie, jesteś brudną znajdą, która pewnie nie wiedziałaby, co oznacza bycie kotem Klanu Nocy, gdyby ktoś ciebie nie znalazł na naszym terytorium. Zostałaś wyłowiona, jak śmieć.
– Jak śmiesz tak mówić! – Oburzona Rozpędzona Łapa w końcu odzyskała swój jęzor. – Co powiesz w takim razie o Zmierzchającej Łapie, Kropiatkowej Łapie, reszty twojej zgrai przyjaciół oraz rodzicach? Też są wyłowionymi śmieciami?
Dymna szylkretka posłała jej wrogie spojrzenie. Pewnie myślała, że chodzi jej tylko o pochodzenie, jednak się myliła. Jak bardzo księżniczka była głupia…
– Nikt ich nie wystawiał na piedestał, nikt z nich nie został ogłoszony księciem ani księżniczką, a ty? Od kiedy jesteś potomkinią Sroczej Gwiazdy? – prychnęła, pchając kotkę jeszcze raz prowokująco. – Nigdy nie byłaś lepsza. Nigdy nie będziesz kimś ważnym i nigdy nie miałaś rodziny w Klanie Nocy.
– Mam rodzinę w Klanie Nocy – syknęła Rozpędzona Łapa, a jej sierść zaczęła się podnosić z negatywnych emocji.
Trzcinowa Łapa zauważyła to. Ten widok był dla niej nagrodą, trafiła w czuły punkt starszej kotki.
– Uuu, a kogo niby?
– Mam dwóch ojców. Sterletowa Łuska i Pluskający Potok, zadbają o to, byś odpowiedziała za swoje nienawistne przytyki, które są podszyte zazdrością!
– Może w takim razie wymień swoją dalszą rodzinę. Czemu tego nie zrobisz? – pchnęła kolejny raz kotkę, czując, jak narasta w niej złość. – Pamiętasz może o twoich ciociach? Na przykład takiej jednej, która teraz poluje wraz z Klanem Gwiazdy? Ouuu, nie pamiętasz jej?
Rozpędzona Łapa zmieszana patrzyła się po pustym legowisku uczniów, szukając kogoś do pomocy. Pewnie nie spodziewała się takiego obrotu spraw.
– Uuuu… Czy to kłopotliwe pytanie dla ciebie “księżniczko”?
Trzcinowa Łapa wręcz mogła przysiąc, że słyszała przyspieszone bicie serca i szybki oddech kotki. Był to typowy strach zwierzyny łownej.
Karmiąc się jej strachem, uśmiechnęła się szaleńczo do uczennicy.
– Trzcinowa Łapo przestań. Wtedy jeszcze nie była moją rodziną. – Próbowała się tamta wybielić, rozumując tok myślenia młodszej szylkretki.
– Jednak teraz już jest i tego nie wyprzesz – syknęła chłodno. – Jakie to uczucie, doprowadzić kota do załamania, wyśmiać go przed całym klanem dosłownie kilka dni przed jego śmiercią, a potem ku uciesze Wężynowego Splotu i Różanej Woni, przyklaskiwać wszystkim złym słowom, które nadszarpnęły wizerunek zmarłej?
– Powiem o twoim zachowaniu Sterletowej Łusce oraz Pluskającemu Potokowi.
– I co powiesz? Będziesz mówić, jak to wytykam ci w pysk prawdę? Jesteś marionetką Wężynowego Splotu i kłapiesz swoim pyskiem na prawo i lewo mając, jak to ty uważasz, swoją rodzinę w głębokim poważaniu. Czy jednego bądź drugiego ojca też byś obgadywała tylko po to, by zaciekawić Wężynowy Splot?
Zapadła cisza, a napięcie między uczennicami rosło. Rozpędzona Łapa nie miała gdzie się już cofać, natomiast Trzcinowa Łapa nie umiała odpuścić. Widziała zdenerwowanie kotki, tą jakże niewygodną rozmową.
Nagle do legowiska zajrzał Pluskający Potok.
– Oooo Rozpędzona Łapo, tutaj jesteś. Szukałem cię na polanie i nie mogłem znaleźć. Dostaliśmy wezwanie od Algowej Strugi, aby pomóc przy… – Starszy brat zamilkł przez chwilę, widząc napiętą atmosferę w środku. – Trzcinowa Łapo? Rozpędzona Łapo? Wszystko w porządku?
Księżniczka wykorzystała ten moment nieuwagi Trzcinowej Łapy i przepchnęła się między nią a ścianą legowiska tylko po to, by szybko dotrzeć do jej mentora.
– Już wracam do obowiązków Pluskający Potoku. Miałyśmy małą sprzeczkę z Rozpędzoną Łapą, ale to już nie ma znaczenia – odezwała się Trzcinowa Łapa, przechodząc obok nich w wyjściu z legowiska.
Gdyby nie pojawienie się jej starszego brata, to kto wie, czy nie skoczyłaby z pazurami na kotkę.
Kiedy wyszła na polanę, od razu została zaciągnięta do dalszych prac przy pchaniu kłody, która miała się znaleźć przy legowisku starszyzny. Drewno nadal było okropnie ciężkie, a do kotów, które miały pomagać jej w pracy, zostali wytypowani: Czereśniowy Pocałunek, Lśniąca Ikra, Krabowe Paluszki i znów Dryfująca Bulwa. Wszyscy zaparli się o pniak i razem toczyli go pomału na swoje miejsce w obozie. Pod okiem Mandarynkowego Pióra pracowali tak aż do czasu, kiedy na niebie nie zaczęły pojawiać się odcienie pomarańczu przeplatanego z fioletem. Dopiero wtedy dostała pozwolenia na odpoczynek. Jej mentorka wzięła zapewne do siebie katowanie Trzcinowej Łapy, gdyż nie wydawała się zmieniać jej zajęcia. Srebrna z chęcią przydzielała ją do najtrudniejszych rzeczy, a do pchania konarów nie było aż tak dużo kotów zainteresowanych.
Tymczasem Żmijowcowa Wić kończył wtaczanie głazów do obozu. Widziała, jak wojownik ze swoją uczennicą, cały dzień pchali te ogromne kamienie, co jakiś czas robiąc sobie przerwę na napicie się wody z rzeki. Kropiatkowa Łapa dzielnie i starannie do samego końca wypełniła swoje zadanie, gdy tymczasem Żmijowcowa Wić przerywał co jakiś czas, by sprawdzić swój bark.
“Czy to znów jakiś siniak bądź zadrapanie? Pewnie tak…”
Kiedy dzień ciężkiej pracy, w końcu dobiegł końca i koty rozchodziły się po polanie, do niej podszedł ów wojownik z dużym leszczem w pysku.
– No i jak rozmowa z Mandarynkowym Piórem? – zagadała.
Gestem łapy dała znać, by ten podzielił się zdobyczą. Nie chciało jej się ruszać do sterty, gdyż była strasznie padnięta dzisiejszym dniem. Tamten położył po sobie uszy chwilowo, jednak w końcu rozerwał rybę na pół i rzucił na oko tę mniejszą część szylkretce pod łapy.
– Masz szczęście, że cię lubię, inaczej byś naginała po swoje jedzenie.
Ta jedynie poruszyła wąsami z rozbawienia. Znała już trochę kocura, więc potraktowała ten komentarz, jako komplement.
– No więc jak tam twoja rozmowa z Mandarynkowym Piórem? No, chyba że zdążyłeś już wszystko załatwić z Wężynowym Splotem.
Wzięła gryza leszcza i z zaciekawieniem przyglądała się przyjacielowi, który wygodnie usiadł obok niej.
[2850 słów]
< Żmijowcowa Wicio?>
Event w Klanie Nocy: Wtoczenie na wyspę pnia, mającego stanowić część nowego legowiska starszyzny, Wtoczenie na wyspę głazów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz