Pora Nowych Liści zawitała również i na terenach Klanu Burzy, jednak nie w życiu Szakłakowej Łapy, które niezmiennie się toczyło po śmierci Kruczego Tańca, będącego przez jakiś czas mentorem czarnego kocura. Po tym nowym mentorem ucznia został Poczciwy Dziwaczek – czarny pręgowany tygrysio kocur z niewielką deformacją pyska, która jednak Szakłakowi w żaden sposób nie przeszkadza. Do tego często na owym pyszczku wojownika widnieje szczery uśmiech, również zdeformowany, jednak prawdziwy i umiejący podnieść na duchu w gorszych momentach – po części nawet cichego ucznia, kiedy to znowu nieznośny marazm i melancholia oblepia jego ciało, nie dając spokoju niczym uciążliwa klątwa.
Nie wiedział dokładnie jaka jest pora dnia, jednak czy miało to znaczenie? I tak znowu dzień będzie wyglądać, jak poprzednie: patrol graniczny bądź łowiecki, trening z Poczciwym Dziwaczkiem, czas wolny do wieczora, kiedy pójdzie na ostatni patrol danego dnia – i tak w koło aż do znudzenia, wręcz porzygu. Pomimo tego, że Szakłakowa Łapa już był jakiś czas uczniem, to miał wrażenie, że ze wszystkim stoi w miejscu, z umiejętnościami walki, polowania oraz jego zdolności fizyczne nie uległy zmianie w tym czasie. Ciągle nawet na prostej drodze potrafi mieć spotkanie ze ściółką leśną pierwszego stopnia, kończąc z liśćmi, małymi gałązkami lub nawet mchem w pysku, a potem do końca dnia czuć ziemisty i roślinny posmak w pysku, psujący tym samym smak samej zwierzyny, która w końcu nie jest tak wychudzona, jak w czasie Pory Nagich Drzew. Już nawet nie zliczy ile razy zamiast czuć soczysty smak świeżej piszczki, na języku miał drobinki ziemi, rujnujące cały posiłek czarnego kocura.
Leżąc na posłaniu w legowisku uczniów, w jego głowie pojawiła się mała natrętna myśl, której po chwili się uczepił – dotyczyła jego siostry, Pchełki. Kotka została wraz z matką w Klanie Klifu, gdzie dawniej razem się urodzili i spędzili pierwsze księżyca życia. Kocur już nawet nie pamiętał zbytnio, kiedy ostatni raz widział szylkretkę, ale chyba było to tak dawno temu, że już nawet nieprawdą. Dawniej to ją jeszcze miał jako towarzystwo, jednak po zostaniu zabrany do Klanu Burzy, stał się samotny jak nigdy wcześniej. Może i miał Barszczową Łodygę, który był dla niego wzorem do naśladowania jako wojownik, oraz Poczciwego Dziwaczka, który był małym światełkiem w tunelu samotności, jednak to nie było wystarczające i okrutna samotność towarzyszyła mu każdego dnia, pomimo tego, że wokół niego w legowisku również byli inni uczniowie. Ci jednak byli zajęci sobą, przebywając we własnych kręgach ze znajomymi, a Szakłakowa Łapa? Był zwykłym cieniem, kolejnym uczniem, który tylko zajmował jedno z posłań obok paru innych – był zwykłym dopełnieniem obrazu, jakoby artyście pozostała pusta przestrzeń, która za bardzo rzucała się w oczy, i dlatego to on zajmował tę pustkę, idealnie pasując do powierzonej roli, niby tak błahej, a jednakowoż tak ważnej dla całości.
Przerywając myślotok, przeciągnął się leniwie na posłaniu, które swoją miękkością wolało, wręcz mamiło ucznia do tego, by ten pozostał w legowisku i najlepiej, aby oddał się błogiemu snu. Szakłak jednak miał inne plany i ignorując chęć pozostania na dotychczasowym miejscu, podniósł się na łapy, by następnie powoli wyłonić z nory, która okryta niewielkimi krzewami, stanowiła legowisko uczniów. Sierść czarnego kocura było nieco zmierzwione i oprószone puchem z przekwitłych ostów, którym duża część Burzaków mościła sobie posłania, w tym Szakłakowa Łapa, który miał wystarczająco dużo czasu, by przygotować swoje łoże pod własne upodobania i potrzeby. Stojąc w pierwszych promieniach wschodzącego słońca, otrzepał się delikatnie z puchu, który niczym śnieg opadł spokojnie na ziemię tuż przed wejściem do nory, gdzie część uczniów jeszcze smacznie spała, pogrążona w świecie snu, w którym wszystko było inne, łatwiejsze, mniej brutalne od okrutnej rzeczywistości, w której już stał kocur. Przeciągłym ziewnięciem próbował się jeszcze do budzić, by przygotować się na poranny patrol, tym razem graniczny, w którego skład wchodził on we własnej osobie, Poczciwy Dziwaczek i do tego Oskrzydlona Łapa z mentorem Kminkowym Szumem, a kontrastem w tym wszystkim była Norniczy Ślad, która miała przewodzić patrolem z racji, iż była najbardziej doświadczonym wojownikiem z całej trójki. Szakłakowi to nie przeszkadzało, i tak będzie pogrążony w swoim świecie, idąc na samym końcu patrolu, zapewne wraz z czarnym pręgowanym kocurem.
Spokojnie usiadł przy krzewach osłaniających wejście do legowiska uczniów, by następnie owinąć swój długi ogon wokół łap i w tej pozycji czekać na resztę towarzyszy porannego wyjścia z obozu. Jako pierwszy pojawił się rudy uczeń, który skinieniem głowy powitał starszego kocura, na co ten jedynie odwrócił oliwkowe spojrzenie, czując wewnątrz zmieszanie. Czy powinien spróbować jakoś zagadać, czy jednak dać inicjatywę Oskrzydlonej Łapie? Nie wiedząc, jak postąpić, lekko się zgarbił, skulił w sobie, jakoby to miało jakkolwiek pomóc i sprawić, że nagle magicznie zniknie lub zapadnie się pod ziemię. To jednak nie nastąpiło, lecz na szczęście młodszy nie był w żaden sposób nachalny ani nic w tym stylu, po prostu chyba przyjął do wiadomości, że Szakłak to taka aspołeczna, cicha myszka – oczywiście nie z własnego wyboru, a przynajmniej nie w jakimś dużym stopniu. Nim się obejrzał, z legowiska wojowników wyłoniła się trójka kotów, która podeszła do uczniów, którzy oczekiwali na nich. Oskrzydlona Łapa niemal od razu nawiązał rozmowę ze swoim mentorem, wcześniej witając się z Norniczym Śladem, a w tym czasie Poczciwy Dziwaczek dołączył do własnego ucznia, by na jego pyszczku pojawił się pogodny uśmiech, który Szakłak minimalnie, niemal niezauważalnie odwzajemnił, dając w ten sposób znać, że wszystko jest w porządku.
Kotka widząc, że dwójka rudych kocurów nie ma zamiaru zakończyć rozmowy, dała znać ruchem ogona sygnał do wymarszu z obozu Burzaków. Dzisiejsza trasa patrolu miała przebiegać wzdłuż granicy z Klanem Nocy oraz Klanem Klifu aż do Kamiennych Strażników, miejsca owianego pewną legendą. Szakłakowa Łapa raczej nie wierzył w tego typu opowiastki, choć w każdej podobno znajduje się ziarno prawdy, czego kocur nie wykluczał, choć raczej nikt nie wiedział, która część legendy o Kamiennych Strażnikach może być tą prawdą. Uczeń jednak nie miał zamiaru zgłębiać tego tematu, woląc poświęcić się treningowi, który jak na razie nie przynosił żadnych widocznych efektów, co było dość dobijającą, okrutną rzeczywistością, towarzyszącą Szakłakowi już dobre parę księżyców. Chciał to zmienić, jednak nie wiedział jak, a także nie miał pojęcia jak o tym powiedzieć Poczciwemu Dziwaczkowi.
[1001 słów]
[przyznano 20%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz