Piski kociąt w żłobku Klanu Nocy roznosiły się zapewne po całym obozie. Zapewne każdy kot mający ochotę spać właśnie rzucał klątwy na rozbrykanych młodziaków. Ze strony wojowników, czy też zmęczonych uczniów lub Kotewkowego Powiewu musiało być to po prostu niezwykle męczące, jednak w tej chwili dla Gałęzatki, Widlika oraz Morszczyna sprawa ta była kwestią życia i śmierci. Dokładnie kilka odbić serc temu ich żłobkowa opiekunka przywlokła dziwnie pachnące, trochę mniejszej długości niż mysz coś. Właśnie to coś powodowało główny zamęt wśród trójki kocurków, którzy najwidoczniej robili i tej porze wszystko, aby tylko nie iść spać.
— Co to jest? — zaczął Gałęzatka, przyglądając się ciemnemu czemuś o dziwnej, szorstkiej jak język kota teksturze.
— Nie mam pojęcia — odmiauknął Widlik, po czym lekko pacnął to dziwne coś.
— Myślicie, że to się je? — zapytał Morszczyn, wbijając wzrok w pozostałe dwa kocurki, które zmarszczyły lekko brwi.
— Nie! — wykrzyknęli Widlik i Gałęzatka.
— Myślę, że to może być robaczek! Może jest martwy? — stwierdził pulchniutki kocurek, również uderzając lekko w to łapką. — Może jednak mamy to zjeść…?
— Nie zgadzam się! Musimy to schować. Albo zakopać. Co, jeśli schowa się samo, a w nocy pozjada wszystkie koty w obozie? Albo gorzej! Naszą zwierzynę? — przeraził się Widlik, wpatrując się w dziwnie pachnące coś.
— Wiem! Spytajmy Kotewki! Ona to przyniosła, więc ona musi wiedzieć, co to jest! — wykrzyknął nagle Morszczyn, podbiegając do piastunki.
— Co to jest!?!? — miauknęły wspólnie kocurki, wskazując łapkami na coś, co wcześniej przyniosła kotka.
— To jest ogon — odmiauknęła, a kociakom zaświeciły się oczy.
— Jak to ogon? A gdzie reszta? To zwierzątko złożone z samego ogonka? — zapytał Gałęzatka, marszcząc pyszczek.
— Ogon jaszczurki. Jaszczurkom odpada ogon, jeśli chcą uciec. Jednemu z uczniów uciekła jaszczurka, więc postanowił przynieść ogon… — odparła kotka.
— Oooch — miauknęły kocięta unisono. Morszczyn znudzony postanowił się położyć, a Widlik patrzył ciągle na ogonek. Po chwili jednak, gdy ten tylko się obejrzał, Gałęzatka już trzymał go w pyszczku, rozkoszując się smakiem dziwnego mięsa.
<Przepraszam! Czy powinienem się podzielić z tobą Widliku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz