"Pewnie Tojad mi coś dorzucił do wczorajszej myszy... albo ten zagnojony Lulek wyhodował mordercze zioła i udaję niewiniątko, wciskając pysk głębiej w tę swoją brudną, wilgotną kryzę... Niech im lisy powyjadają jelita przez tyłki..." — syczał niemo w głowie, kiedy bura terminatorka cichutko kroczyła przed nim. Czuł się jak kocie prowadzone przez matkę. Ból na ten moment ucichł, ale dziwne burczenie i przelewanie się płynów w brzuchu nie ustało, więc uczennica nalegała, aby iść przodem. Słońce nawet nie zdążyło dotrzeć na swoje miejsce na środku nieboskłonu, więc poczuł mrowienie w wąsach, kiedy ujrzał trenujące przed obozem Mandarynkowe Pióro i Trzcinową Łapę. Nie mógł obejść kotek, a wiedział, że kiedy tylko zastępczyni ujrzy ich tak prędko z powrotem, będzie kręcić nosem. Dlatego też zdecydował się, aby nie owijać sprawy w mech i zwyczajnie powiedzieć, co się stało. Kropiatkowa Łapa zerknęła na niego, kiedy znaleźli się na tyle blisko, że mogli usłyszeć sapanie zmęczonej szylkretki; Żmijowiec skinął jej, aby stanęła troszkę dalej. Chciał odchrząknąć, ale nie było takiej potrzeby, gdyż czujna Mandarynka od razu wyczuła ich obecność, jednocześnie przyjmując na siebie atak swojej podopiecznej. Momentalnie nastroszyła futro na grzbiecie.
— Jesteś głupim kociakiem?! Nie widzisz, że mamy przerwę?! — syknęła na nią. — Poćwicz sobie z Kropiatkową Łapą. — Po tych słowach odwróciła się do kocura, łapiąc go za kryzę i odciągając. Skrzywił się, ale zastępczyni nie wydawała się tym przejmować. — Co ty tu robisz?! Nie widzisz, że jestem zajęta?! Upokarzasz mnie!
— Przecież nie miałem tego w zamiarze, to oczywiste — mruknął, zerkając kątem oka na dwie koteczki, ustawiające się do wspólnej walki. — Nie przeszkadzałbym ci bez powodu...
"Nawet nie zdążyłem faktycznie przeszkodzić..." — pomyślał, ale nie odważył się tego powiedzieć.
"Nawet nie zdążyłem faktycznie przeszkodzić..." — pomyślał, ale nie odważył się tego powiedzieć.
— Co jest tak ważne, że przerywasz mój trening? Nie powinieneś prowadzić swojego? Słońce jeszcze nie w zenicie. — Zmrużyła oczy, czekając na odpowiedź. Sensowną odpowiedź.
— Chciałem zgłosić swoją niedyspozycję do końca dnia.
— A czemuż to? — Tym razem podniosła jedną brew.
— Mam skurcze żołądka, musiałem zjeść coś nieodpowiedniego. Chciałem, żebyś wiedziała Mandarynkowe Pióro. Wybieram się do Różanej Woni, a Kropiatkę chciałem oddelegować do jakiejś pracy w obozie, ale może mógłbym zostawić ją z tobą i Trzcinową Łapą? Z większością rzeczy już świetnie sobie radzi, ale nie trenujemy często z innymi uczniami, więc...
— Niech już zostanie. Idź. — Machnęła łapą i odwróciła się od kocura, aby zacząć instruować parę uczennic.
Żmijowiec od razu pokłusował do środka, gdzie niemal nie wpadł na grzbiet Pluskające Potoku, który wraz z Rozpromienionym Skowronkiem, Dryfująca Bulwą i Wężynowym Splotem wpychali na wyspę kłodę. Rudy kocur stracił na moment równowagę, przez co konar nieznacznie zsunął się w ich stronę, a karcące spojrzenie, jakie mu posłał, było niezwykle wymowne. Zielonooki skrzywił się. Nie będzie mu taki żałosny osobnik patrzył w pysk. Na szczęście oszczędził sobie wstydu i nie otwierał szerzej mordki, z której i tak nigdy nie wychodziło nic mądrego. Na znak jego siostry cała czwórka zaczęła mocniej napierać; Żmijowcowa Wić cieszył się, że mógł bezkarnie skierować kroki w stronę lecznicy. Nawet gdyby miał się zamienić teraz miejscami z Rosiczką i Śnieżną Mordką, które zajmowały się utrwalaniem ścianek pod okiem Algowej Strugi... Wszystko było lepsze niż walka z tym paskudnym kawałkiem próchna, które robiło wszystko, aby wyślizgnąć ci się z łap i zmiażdżyć.
"Mam nadzieje, że zmiażdży i Pluskający Potok i Wężynowy Splot... Resztę może sobie darować... Niech przy okazji rozwali też Tojada; nieważne gdzie jest."
Zajrzał do lecznicy, specjalnie starając się, aby nie nawiązać kontaktu wzrokowego z pracującą przy ścianach siostrą. Rosiczkowa Kropla zerknęła na niego, widział to, ale ani na moment nie przerwała swojego zadania. Śnieżna Mordka za to kłapała pyszczkiem nieustannie, wypytując siedząca trochę dalej zastępczynie o wszystko, o co tylko mogła zapytać. Księżniczka starała się odpowiadać, zwłaszcza że srebrna koteczka również wydawała się całkowicie oddana obowiązkom, a rozmowa jedynie przyśpieszała ruchy jej łap. Żmijowiec musiał przyznać, że legowisko Różanej Woni zaczyna wyglądać już niemal identycznie, a może i nawet lepiej, niż wcześniej. Ściany były stworzone z mocnej plecionki zrobionej z gałązek, trzciny i innych giętkich roślin, których wciąż przybywało, nawet w miejscach, w których mógłby przysiąc, już nic nie powinno się zmieścić. Jakimś cudem jednak koty odpowiedzialne za tą część naprawy dawały radę.
— Chciałem zgłosić swoją niedyspozycję do końca dnia.
— A czemuż to? — Tym razem podniosła jedną brew.
— Mam skurcze żołądka, musiałem zjeść coś nieodpowiedniego. Chciałem, żebyś wiedziała Mandarynkowe Pióro. Wybieram się do Różanej Woni, a Kropiatkę chciałem oddelegować do jakiejś pracy w obozie, ale może mógłbym zostawić ją z tobą i Trzcinową Łapą? Z większością rzeczy już świetnie sobie radzi, ale nie trenujemy często z innymi uczniami, więc...
— Niech już zostanie. Idź. — Machnęła łapą i odwróciła się od kocura, aby zacząć instruować parę uczennic.
Żmijowiec od razu pokłusował do środka, gdzie niemal nie wpadł na grzbiet Pluskające Potoku, który wraz z Rozpromienionym Skowronkiem, Dryfująca Bulwą i Wężynowym Splotem wpychali na wyspę kłodę. Rudy kocur stracił na moment równowagę, przez co konar nieznacznie zsunął się w ich stronę, a karcące spojrzenie, jakie mu posłał, było niezwykle wymowne. Zielonooki skrzywił się. Nie będzie mu taki żałosny osobnik patrzył w pysk. Na szczęście oszczędził sobie wstydu i nie otwierał szerzej mordki, z której i tak nigdy nie wychodziło nic mądrego. Na znak jego siostry cała czwórka zaczęła mocniej napierać; Żmijowcowa Wić cieszył się, że mógł bezkarnie skierować kroki w stronę lecznicy. Nawet gdyby miał się zamienić teraz miejscami z Rosiczką i Śnieżną Mordką, które zajmowały się utrwalaniem ścianek pod okiem Algowej Strugi... Wszystko było lepsze niż walka z tym paskudnym kawałkiem próchna, które robiło wszystko, aby wyślizgnąć ci się z łap i zmiażdżyć.
"Mam nadzieje, że zmiażdży i Pluskający Potok i Wężynowy Splot... Resztę może sobie darować... Niech przy okazji rozwali też Tojada; nieważne gdzie jest."
Zajrzał do lecznicy, specjalnie starając się, aby nie nawiązać kontaktu wzrokowego z pracującą przy ścianach siostrą. Rosiczkowa Kropla zerknęła na niego, widział to, ale ani na moment nie przerwała swojego zadania. Śnieżna Mordka za to kłapała pyszczkiem nieustannie, wypytując siedząca trochę dalej zastępczynie o wszystko, o co tylko mogła zapytać. Księżniczka starała się odpowiadać, zwłaszcza że srebrna koteczka również wydawała się całkowicie oddana obowiązkom, a rozmowa jedynie przyśpieszała ruchy jej łap. Żmijowiec musiał przyznać, że legowisko Różanej Woni zaczyna wyglądać już niemal identycznie, a może i nawet lepiej, niż wcześniej. Ściany były stworzone z mocnej plecionki zrobionej z gałązek, trzciny i innych giętkich roślin, których wciąż przybywało, nawet w miejscach, w których mógłby przysiąc, już nic nie powinno się zmieścić. Jakimś cudem jednak koty odpowiedzialne za tą część naprawy dawały radę.
— Co mogę dla ciebie zrobić — zapytała nagle czarna medyczka. Słowa były uprzejme, ale jej ton suchy, mocny.
— Skręca mnie w żołądku, musiałem przerwać trening — powiedział prędko wojownik i zrobił kolejne kilka kroków. Kotka wciąż nie uraczyła go spojrzeniem
— Skręca mnie w żołądku, musiałem przerwać trening — powiedział prędko wojownik i zrobił kolejne kilka kroków. Kotka wciąż nie uraczyła go spojrzeniem
— Znowu zżarłeś robaczywą rybę? Znowu ktoś próbuje cię zamordować? — Zaśmiała się sucho i zniknęła w składziku, szukając lekarstwa. Bury przewrócił oczami; wtedy faktycznie miał wrażenie, że wszystko go sabotuje. Każdy normalny kot czułby się zagrożony w takim środowisku! Nic dziwnego, że poniosła go fantazja. No i była to wina Lulka... To on nie próbował mu wytłumaczyć, że czasami tak się zdarza, że w mięsie są robale.
— N-nie... Nie wiem dlaczego.
— Siadaj i nie gadaj. — Wskazała na mech, a następnie położyła przed nim silnie pachnące liście. — Zjedz. Mięta złagodzi ci żołądek, a potem idź się napij chłodnej wody.
Tak też zrobił. Przeżuł całkiem smaczne zioło, chwilę odpoczął, przyglądając się pracy dwóch młodych wojowniczek; raczej z nudów niż szczerego zainteresowania, a następnie ruszył spokojnie w stronę brzegu. Przechodząc przez obóz zauważyl wracające i wymęczone niesamowicie uczennice. Kilka kroków za nimi stąpała Mandarynka. Doskoczył prędko do tafli wody i prędko zrobił kilka łyków, aby złapać zastępczynie jeszcze zanim całkowicie zajmie się czymś innym i znów na niego nakrzyczy.
— Mandarynkowe Pióro! Czy mógłbym z tobą prozmawiać? Dwa uderzenia serca. — Srebrna nie zdążyła nawet otworzyć pyska do kogoś innego, a zielonooki już był koło niej. Ściszył głos. — Wiem, że Kropiatkowa Łapa jest jeszcze dosyć młoda, ale ja sam nie byłem dużo starszy, kiedy zostałem mianowany, a wydaję mi się- nie! Jestem pewien, że nauczyłem ją już wszystkiego. Pływa jak ukleja, ale poluje w wodzie niczym okoń. Łapie ptaki z drzew lepiej niż ja... W walce również nie idzie jej dużo gorzej.
— Siadaj i nie gadaj. — Wskazała na mech, a następnie położyła przed nim silnie pachnące liście. — Zjedz. Mięta złagodzi ci żołądek, a potem idź się napij chłodnej wody.
Tak też zrobił. Przeżuł całkiem smaczne zioło, chwilę odpoczął, przyglądając się pracy dwóch młodych wojowniczek; raczej z nudów niż szczerego zainteresowania, a następnie ruszył spokojnie w stronę brzegu. Przechodząc przez obóz zauważyl wracające i wymęczone niesamowicie uczennice. Kilka kroków za nimi stąpała Mandarynka. Doskoczył prędko do tafli wody i prędko zrobił kilka łyków, aby złapać zastępczynie jeszcze zanim całkowicie zajmie się czymś innym i znów na niego nakrzyczy.
— Mandarynkowe Pióro! Czy mógłbym z tobą prozmawiać? Dwa uderzenia serca. — Srebrna nie zdążyła nawet otworzyć pyska do kogoś innego, a zielonooki już był koło niej. Ściszył głos. — Wiem, że Kropiatkowa Łapa jest jeszcze dosyć młoda, ale ja sam nie byłem dużo starszy, kiedy zostałem mianowany, a wydaję mi się- nie! Jestem pewien, że nauczyłem ją już wszystkiego. Pływa jak ukleja, ale poluje w wodzie niczym okoń. Łapie ptaki z drzew lepiej niż ja... W walce również nie idzie jej dużo gorzej.
<Mandaryniasta?>
Event KN: Odbudowa ścian lecznicy, Wniesienie na wyspę kłody na zwierzynę
Wyleczeni: Żmijowcowa Wić
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz