Czy czuła się przygotowana, aby szkolić całkowicie świeżą, żywą istotę? Na wszechmatke... oczywiście, że nie.
Czy mogła na tym etapie jeszcze coś z tym zrobić? Zdecydowanie nie; na pewno nie z dumą, która w sobie nosi.
Czy mogła na tym etapie jeszcze coś z tym zrobić? Zdecydowanie nie; na pewno nie z dumą, która w sobie nosi.
Najgorsze było w tym to, że wiedziała, iż to wszystko jest sprawką Pieczarki. Na pewno to ona chciała, aby jak najszybciej wytrenowała swojego pierwszego terminatora. Zastępczyni była dobrą kotką, która we wszystkich widziała tylko to, co najlepsze. Tylko że Miłostka nie czuła się, jakby była w stanie doprowadzić jakiegokolwiek kota do faktycznego szczytu jego potencjału; nie teraz, nie z tym wszystkim, co działo się w jej głowie, co działo się dookoła niej.
Nie miała więc wyjścia i musiała dać z siebie tyle, ile mogła bez popadania w szaleństwo. Albo rozerwania kociaka Kajzerki na strzępy. Ale na razie było stabilnie. Dzieciak był jeszcze mały, więc skakanie po drzewach, polowanie i inne takie bzdety były poza jej zasięgiem. Nie wiedziała, czy to lepiej, czy gorzej. Nauczenie Guziczka wspinaczki byłoby mniej wymagające umysłowo dla kotki niż opowiadanie o tym wszystkim, o czym musiał wiedzieć. Z drugiej strony mogła odpocząć od ciągłych patroli, mogła na moment uciec z obozu, gdzie ciągle pokazywali jej się Len i Jaśminowiec, zlepieni ze sobą jak muchy w pajęczej sieci.
"Ile bym dała, aby być w tym scenariuszu wielkim wałęsakiem..." — pomyślała, ale szybko na ziemie sprowadziło ją pytanie Guziczka.
— A co dziś będziemy robić? — Posłała mu przelotne spojrzenie. Co będą robić? W sumie to nie wiedziała do końca, jeszcze nie teraz. Nie przemyślała, nie zaplanowała, co dokładnie ma zamiar mu pokazać, co opowiedzieć. Doszła do wniosku, że zwyczajnie poleci z nurtem; tak jak robiła zawsze, w każdej sytuacji.
"To nie może być przecież ciężkie! Wiem, co się robi w Owocowym Lesie, a nawet jak coś pomylę, to skąd niby Guziczek ma to wiedzieć? Nie oszukujmy się ... i tak większość wyleci mu drugim uchem. Mi wyleciało. Zwłaszcza to, co usłyszałam na pierwszym treningu." — Skinęła lekko głową, aby samej sobie dać znać, że postanowiła.
— Pochodzimy. Pokaże ci trochę terenów, trochę poopowiadam. Raczej tyle — powiedziała prędko, przeciskając się przez krzewy, które gęsto otaczały obóz. Oczy terminatora momentalnie się zaświeciły.
"Przynajmniej nie będę musiała go na siłę za sobą targać..."
— Nie wiem, ile opowiadali ci już inni, kiedy byłeś małym pędrakiem w kociarni, ale wszyscy wymagają ode mnie i tak, abym opowiedziała ci wszystko jeszcze raz — przyznała szczerze, racząc burasa co kilka chwil ukradkowym spojrzeniem. — Jak pewnie widzisz, Owocowy Las jest w większości porośnięty właśnie takim laskiem. Nie za gęstym, nie za rzadkim, z dużą ilością owocowych drzewek, przez które pałęta się tutaj dość sporo zwierzyny, która chętnie podjada spadające owoce. Skupimy się dzisiaj na tej okolicy, chociaż trochę dalej mamy też wrzosowisko, trochę bagien... ale to rozmowa i wycieczka na inny dzień. Chociaż Rozlewisko nie interesuję nas aż tak; nie ma tam drzew, więc jako zwiadowca będziesz się tam czuć jak wiewiórka zrzucona z gałęzi. — Zmieszała się trochę. Od czego w ogóle miała zacząć? Od opowiadania o Owocowym Lesie, o tradycjach, o innych klanach, o kodeksie, rangach... O czym Pieczarka powiedziała jej na początku? W końcu westchnęła głośno i ze szczerością spojrzała Guziczkowi w ślepia.
— Wiesz co... To nie tylko twój pierwszy raz... Co najbardziej cię interesuję; o czym najbardziej chciałbyś usłyszeć na sam początek. Możemy chodzić i mówić tak długo, aż nie rozbolą cię łapy. Wtedy zawrócimy.
Nie miała więc wyjścia i musiała dać z siebie tyle, ile mogła bez popadania w szaleństwo. Albo rozerwania kociaka Kajzerki na strzępy. Ale na razie było stabilnie. Dzieciak był jeszcze mały, więc skakanie po drzewach, polowanie i inne takie bzdety były poza jej zasięgiem. Nie wiedziała, czy to lepiej, czy gorzej. Nauczenie Guziczka wspinaczki byłoby mniej wymagające umysłowo dla kotki niż opowiadanie o tym wszystkim, o czym musiał wiedzieć. Z drugiej strony mogła odpocząć od ciągłych patroli, mogła na moment uciec z obozu, gdzie ciągle pokazywali jej się Len i Jaśminowiec, zlepieni ze sobą jak muchy w pajęczej sieci.
"Ile bym dała, aby być w tym scenariuszu wielkim wałęsakiem..." — pomyślała, ale szybko na ziemie sprowadziło ją pytanie Guziczka.
— A co dziś będziemy robić? — Posłała mu przelotne spojrzenie. Co będą robić? W sumie to nie wiedziała do końca, jeszcze nie teraz. Nie przemyślała, nie zaplanowała, co dokładnie ma zamiar mu pokazać, co opowiedzieć. Doszła do wniosku, że zwyczajnie poleci z nurtem; tak jak robiła zawsze, w każdej sytuacji.
"To nie może być przecież ciężkie! Wiem, co się robi w Owocowym Lesie, a nawet jak coś pomylę, to skąd niby Guziczek ma to wiedzieć? Nie oszukujmy się ... i tak większość wyleci mu drugim uchem. Mi wyleciało. Zwłaszcza to, co usłyszałam na pierwszym treningu." — Skinęła lekko głową, aby samej sobie dać znać, że postanowiła.
— Pochodzimy. Pokaże ci trochę terenów, trochę poopowiadam. Raczej tyle — powiedziała prędko, przeciskając się przez krzewy, które gęsto otaczały obóz. Oczy terminatora momentalnie się zaświeciły.
"Przynajmniej nie będę musiała go na siłę za sobą targać..."
— Nie wiem, ile opowiadali ci już inni, kiedy byłeś małym pędrakiem w kociarni, ale wszyscy wymagają ode mnie i tak, abym opowiedziała ci wszystko jeszcze raz — przyznała szczerze, racząc burasa co kilka chwil ukradkowym spojrzeniem. — Jak pewnie widzisz, Owocowy Las jest w większości porośnięty właśnie takim laskiem. Nie za gęstym, nie za rzadkim, z dużą ilością owocowych drzewek, przez które pałęta się tutaj dość sporo zwierzyny, która chętnie podjada spadające owoce. Skupimy się dzisiaj na tej okolicy, chociaż trochę dalej mamy też wrzosowisko, trochę bagien... ale to rozmowa i wycieczka na inny dzień. Chociaż Rozlewisko nie interesuję nas aż tak; nie ma tam drzew, więc jako zwiadowca będziesz się tam czuć jak wiewiórka zrzucona z gałęzi. — Zmieszała się trochę. Od czego w ogóle miała zacząć? Od opowiadania o Owocowym Lesie, o tradycjach, o innych klanach, o kodeksie, rangach... O czym Pieczarka powiedziała jej na początku? W końcu westchnęła głośno i ze szczerością spojrzała Guziczkowi w ślepia.
— Wiesz co... To nie tylko twój pierwszy raz... Co najbardziej cię interesuję; o czym najbardziej chciałbyś usłyszeć na sam początek. Możemy chodzić i mówić tak długo, aż nie rozbolą cię łapy. Wtedy zawrócimy.
<Guzik?>
[556 słów; Trening Guziczka]
[przyznano 6%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz