— To przez nią… — to zdanie chodziło mu się po głowie, a każda sylaba była cięższa od poprzedniej. Pazury same wysunęły się z palców i wbiły w ziemię. Wyczuwał we własnym ciele rodzaj gorąca, które nie pochodziło od słońca. To był gniew, tak stary, że wydawał się niemal dziedziczony po jego matce i ojcu. Przysunął się bliżej wejścia do legowiska medyczek i przycupnął, chowając pysk między łapami. W cieniu pachniało miętą, krwawnikiem i gorzką wonią kory dębu. Tu powietrze było inne zimniejsze, bardziej nieruchome, jakby oddzielone od reszty obozu przez niewidzialną zasłonę. Liliowy odetchnął powoli, licząc do czterech przy wdechu i do sześciu przy wydechu. Tego nauczyła go Miedź, jeszcze za czasów kocięcych. Nad jego głową przeleciała osa, a wraz z nią cichy szelest skrzydeł. Przepiórcza Wichura zbliżała się, by przejść do wyjścia. Obok niej Pikująca Jaskółka niosła coś w pysku, pewnie zdobycz albo gałązkę do naprawy barierki. Mniszkowy Nektar uchwycił ich spojrzenia. Przelotne, ale pełne czegoś, co czytał jak znak. Kocur poczuł, jak jego ciało napina się gotowe do skoku, choć przecież nie miał zamiaru skakać.
— Mniszkowy Nekatrze — rzuciła Jaskółka, tonem neutralnym, jakby pytała tylko o pogodę. — Wszystko w porządku?
Jej głos sprawił, że wewnątrz niego coś się zapadło. Chciał odpowiedzieć: “Tak”, ale w gardle miał popiół. Skinął tylko głową i odwrócił wzrok w stronę wejścia do obozu, gdzie słońce wylewało się na korytarzu jak gorący miód. Przepiórcza Wichura przeszła dalej, zostawiając za sobą woń traw i potu. Jaskółka zatrzymała się na moment, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale widząc jego zamknięty pysk, ruszyła za cynamonową, gubiąc się w jasności dnia. Wojownik poczekał jeszcze chwilę, zanim odważył się wypuścić powietrze. Zadrżały mu łapy. Nie wiedział, czy to strach, czy gniew, czy może po prostu za dużo słońca. Nagle zebrało mu się na wymioty, jakby zjadł coś niedobrego. Jakby pomyśleć, jadł jakąś chudą niesmaczną mysz. Skierował się do legowiska medyczek, czując woń jednej z nich. Lubił rozmawiać z Ćmim Księżycem, była dla niego miła. Stanął w progu i rozejrzał się. Tam zobaczył średniego wzrostu cień, a zaraz przed nim burą kotkę.
— Yhm… Zjadłem coś niedobrego. Dasz mi coś na to? — powiedział. Bura podała wojownikowi kępkę ziół i uśmiechnęła się. W napięciu odwróciła i szybko skinęła głową. Potem powąchała go i spojrzała na jego grzbiet. Nieco odchyliła futro, co wprawiło Mniszka w zakłopotanie.
— Oj… A co to? — zapytała. Dotknęła dwóch kropek na jego grzbiecie, a kocur zacisnął zęby i warknął:
— Zostaw! Już dość zrobiłaś!
<Astrowa Łapo?>
Wyleczeni: Mniszkowy Nektar
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz