Nastała Pora Zielonych Liści, wraz z którą Wełnista Łapa opuszczała obóz z samego rana, bądź wieczorem. Powodem było słońce, które odbierało siły każdemu z wojowników, w szczególności kociętom Leszczynowej Wiązki. Wróżka cieszyła się, że Przeplatkowy Wianek dostosowała przebieg treningu do swojej podopiecznej, która podczas powrotu do obozu, gdy słońce górowało nad terenami Klanu Burzy, dawało się albinosce we znaki. Kiedy Wełenka przekroczyła próg obozu, coś mokrego wylądowało na jej pysku; kotka nie potrafiła powiedzieć, z której strony przedmiot zasłaniający jej widok nadleciał. Kilkukrotnie rozejrzała się wokół siebie, starając się zrzucić z siebie chłodzący okład, by w końcu odsłoniła sobie łapą widok, przeciągając roślinę bardziej na czoło. Gdy jej fioletowe oczka zarejestrowały znajdującego się tuż obok niej Skrzypiącą Łapę, podniosła łapkę i pomachała w jego stronę.
– Twoim braciom również sprezentowałem taki okład – miauknął kocur, dzieląc się dobrym uczynkiem jaki dziś wykonał. – No i starszym oraz królowej i jej kociętom... – Wełnista Łapa skupiła spojrzenie na drgającym ogonie kocura, który z każdym wdechem jeszcze bardziej podrygiwał.
– Dziękuję Skrzypiąca Łapo. Właśnie tego potrzebowałam – odparła mrużąc oczy, ciesząc się chwilowym chłodem mokrych roślin, które lada moment miały wyschnąć. – A tobie chyba coś się stało w ogon... – zauważyła, uśmiechając się do kocura, który na dźwięk słów opuszczających jej pyszczek całkowicie znieruchomiał, kładąc ogon na podłożu wzdłuż swych łap
Opowieści starszych odnośnie trenowania podczas Pory Zielonych Liści mają się nijak do tego, co wszyscy uczniowie przeżywali. Wyglądało tak, jakby mentorzy specjalnie chcąc przygotować przyszłych wojowników na trudne warunki, planowali tak treningi, aby przynajmniej raz w tygodniu ćwiczyć podczas najgorętszych pór dnia. Dlatego też Wróżka po raz pierwszy w życiu była wdzięczna swojej słabości, dzięki której omijały ją takie treningi. Być może, gdyby trafiła na innego kota niż Przeplatka, co zakończenie treningu wracałaby do legowiska uczniów z poparzeniami.
– Znasz kodeks wojowników, prawda? – Przytaknęła. Tata już od kocięcych lat wbił jej do główki znajomość kodeksu, który starał się tak obrócić, aby był zawsze korzystny dla niego i dla jego pociech. – A wiesz jakie koty i w jakich sytuacjach powoływały jego poszczególne punkty, przyczyniając się do jego stworzenia? – Zaprzeczyła. – Jeśli chcesz, mogę ci o tym opowiedzieć – zaproponował biało-bury kocur, na co Wróżka przystała. Z algami na pysku, ruszyła za starszym kocurem w kierunku cienia, który rzucało Skruszone Drzewo.
Przysłuchiwała się opowieści kocura, którą musiał się podzielić nią jakiś starszy albo kronikarz? W każdym razie dzięki temu, niektóre punkty kodeksu nabierały w oczach koteczki nowego spojrzenia na całokształt. I z tego co mówił zielonooki, nikt nie odważył się przez tyle lat od ich utworzenia, zmienić któregokolwiek z punktów kodeksu.
[419 słów]
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz