Urodziwa Łapa spała w najlepsze. Właśnie miała przewrócić się na drugi bok, kiedy poczuła lekkie szturchnięcie w bok. Uchyliła niebieskie oczka i uniosła wzrok.
— Kropiatkowa Skórko? — mruknęła cicho, jakby nie do końca spodziewając się ujrzeć pomarańczowooką, a przecież powinna się tego spodziewać. W końcu dzisiaj miały pójść na trening, a chyba zdarzyło jej się zaspać.
— Witaj Urodziwa Łapo, nie było cię w umówionym miejscu, więc postanowiłam przyjść do ciebie. Wszystko dobrze? — spytała łagodnie jej mentorka. Szafirek pokiwała łebkiem.
— Tak, wszystko dobrze. Przepraszam, że zaspałam — miauknęła ze skruchą szylkretka. Usiadła na posłaniu i szybko doprowadziła się do porządku. Zmrużyła lekko oczka, widząc jak sierść na dolnych partiach łapek stawała się coraz dłuższa. Była z tego dumna, ale domyślała się, że sporo trawy czy innych rzeczy bardzo chętnie się w nią wplącze.
— Cieszę się, że wszystko dobrze. Nic się nie stało, ale proszę, następnym razem postaraj się być bardziej punktualna — odpowiedziała ze spokojem ciemna kotka. Urodziwa Łapa pokiwała łebkiem.
— Obiecuję! — wymruczała. Kropiatkowa Skórka skinęła łebkiem, a następnie obie kocice opuściły legowisko uczniów.
— Tak jak mówiłam, dzisiaj nauczymy się łowić ryby. Skorzystamy z tego, że nie ma jeszcze chłodniejszej pory — zaczęła ze spokojem Kropiatka. Szafirek pokiwała energicznie łebkiem. Pamiętała, że już trochę ćwiczyła z Kasztankiem, ale nie przeszkadzało jej, by pójść po raz drugi. Niestety już wtedy zauważyła, że nie mogła jeść ryb. Ubolewała nad tym, bo sporo kotów zachwalało te stworki. Jednak wolała żyć, a nie umrzeć po zjedzeniu ostatniego posiłku jakim, by była owa śliska zwierzyna.
— Dobrze, ćwiczenia czynią mistrzem w dziedzinie — odpowiedziała, odganiając smutki na bok.
***
Kiedy dotarły do zbiornika wodnego, Kropiatka zatrzymała je obie w odległości. Usiadła na ziemi i poleciła to samo niebieskiej. Szafirek wykonała jej polecenie i z uwagą spojrzała w pyszczek kotki.
— Dobrze Urodziwa Łapo, posłuchaj mnie najpierw. Potem poćwiczysz dobrze? — spytała mentorka.
— Dobrze Kropiatkowa Skórko — wymruczała uczennica. Owinęła łapy ogonem i spoglądała w pomarańczowe ślipka starszej kocicy.
— Zacznę od tego, że podczas łowienia ryb musisz uważać na swój cień. Zatem podchodzisz do wody lub na kamień w taki sposób, by nie rzucić swojej sylwetki na ryby, bo może je to spłoszyć — zaczęła ciemniejsza kotka. Szafirek skinęła lekko łebkiem.
— Nie rzucać cienia — powtórzyła cicho, jakby chciała sobie ułożyć kolejność w głowie.
— Dokładnie. Mam nadzieję, że potrafisz wykazać się cierpliwością, bo wytrawny łowca musi mieć tę cechę. Masz ją prawda? — rzekła wojowniczka.
— Chyba tak, a jeśli nie to nabędę tę umiejętność — zapewniła Szafirek. Kropiatka skinęła łebkiem.
— W porządku. Zatem jak już staniesz w odpowiednim miejscu, musisz pozostać w bezruchu. Oczywiście zwracasz uwagę czy nie ma też jakichś drapieżników. Nie zgrywaj bohaterki i jeśli widzisz jakiekolwiek zagrożenie, wycofujesz się. Nie walczysz sama, tylko informujesz kogoś, rozumiesz? — głos pręgowanej był poważny i stanowczy. Szafirek spoglądała na nią przez chwilę.
— Przyjęłam do wiadomości — mruknęła w odpowiedzi, chociaż nie była pewna czy faktycznie zawsze się dostosuje pod tą przestrogę. W końcu Szafirek lubiła kombinować i pokazywać innym jak bardzo odważna i lekkomyślna zarazem potrafiła być.
— No dobrze — mruknęła Kropiatka, chociaż nie wyglądała na przekonaną.
— Wracając do głównego tematu dzisiejszego szkolenia, kiedy ryba podpłynie na tyle blisko, wykonujesz szybkie uderzenie łapą i wyciągasz stworzonko na brzeg. Musisz być bardzo szybka, bo ryby mają to do siebie, że bywają naprawdę szybkie i zwrotne. Idąc tym tropem, musisz błyskawicznie zabić rybę, by ci nie uciekła do rzeki — dokończyła Kropiatka. Szafirek westchnęła cichutko i uniosła niebieskie spojrzenie prosto na pyszczek mentorki.
— Urodziwa Łapo czy możesz powtórzyć to, co mówiłam? Nie musi być słowo w słowo. Wystarczy jak powiesz to, co zapamiętałaś — miauknęła pomarańczowooka kotka.
— Oczywiście. Po pierwsze trzeba uważać na to, by nie rzucać cienia na taflę wody, bo w przeciwnym razie ryby się spłoszą. Po drugie trzeba być cierpliwym i stać w bezruchu. Po trzecie, kiedy ryba będzie na tyle blisko trzeba błyskawicznie uderzyć łapą i wyrzucić stworzonko na brzeg. Po czwarte należy je od razu zabić, by nie uciekło do wody — odpowiedziała i dumnie wypięła pierś do przodu. Kropiatka uśmiechnęła się i skinęła łebkiem.
— Bardzo ładnie, gotowa na praktykę? — wymruczała starsza. Szylkretka pokiwała ochoczo łebkiem.
— Jasne! — odpowiedziała podekscytowana, ale zaraz się uspokoiła. Podniosła się i zbliżyła do wody. Zatrzymała się tak jak jej mentorka kazała, uważając, by nie rzucać cienia. Zamarła w bezruchu i śledziła niebieskimi oczkami to, co działo się pod taflą. Nie wiedziała ile tak stała, ale nie odrywała wzroku od powierzchni. Jej ogon lekko kołysał się na boki, ale łapy tkwiły w miejscu jakby wzrosły w ziemię. Po kilku uderzeniach serca w końcu ujrzała lśniące zwierzątko. Zaczekała, aż ryba podpłynie bliżej, a kiedy tak się stało, uderzyła. Jej łapa śmignęła z zawrotną prędkością, wyrzucając szamoczącą się rybę na brzeg. Urodziwa Łapa nie czekała ani chwili dłużej. Od razu zabiła zwierzątko. Chwyciła je w zęby i odwróciła się do Kropiatkowej Skórki z dumą w niebieskich oczach.
— Brawo Urodziwa Łapo, doskonale ci poszło — pochwaliła ją mentorka. Szafirek poruszyła zadowolona wibrysami. Oddaliła się od wody i położyła rybę pod łapami mentorki.
— Dziękuję Kropiatkowa Skórko, twoje instrukcje były naprawdę dokładne — wymruczała zadowolona. Obie kotki spróbowały połowić razem w pewnej odległości od siebie, ale wciąż na tyle blisko, by jedna widziała drugą. Ostatecznie upolowały trzy ryby, przy czym Kropiatka dwie, a Szafirek jedną. Jednak Kropiatka mówiła, że szło jej naprawdę dobrze i następnym razem z pewnością uda jej się złowić więcej. Szafirek przyjęła jej słowa do serduszka. Wzięły swoje zdobycze i skierowały się do obozu.
***
Kiedy Urodziwa Łapa i Kropiatkowa Skórka wróciły do obozu, poszły odłożyć ryby do miejsca gdzie odkładano zwierzynę.
— Dziękuję za dziś Kropiatkowa Skórko. Obiecuję, że jutro będę punktualnie — wymruczała szylkretka. Kropiatka zaśmiała się cicho.
— Trzymam za słowo. Świetnie ci dziś poszło. Odpocznij sobie i może pogadaj z kimś, to dobry sposób na zrelaksowanie — miauknęła mentorka.
— Dobrze! Dobranoc — wymruczała do ciemnej wojowniczki.
— Dobranoc Urodziwa Łapo — pożegnała się Kropiatka i poszła w swoją stronę, a Szafirek w swoją. Niebieska skierowała się do legowiska uczniów. Wiedziała, że zastanie tam kocurka, którego wprost uwielbiała. Pamiętała jak na zgromadzeniu zaczęła naśladować swojego ojca Złocistego Widlika i przyniosło to oczekiwany skutek.
— Kasztanku? Jesteś gdzieś tutaj? — miauknęła ciepło, kiedy weszła do leża. Jej niebieskie oczka rozejrzały się po wnętrzu.
— Tu jestem Szafirko — rozległ się głos dymnego. Serce zabiło jej mocniej, ale zganiła się za to. Podeszła do kocurka i położyła się obok niego. Ich futra się ze sobą zetknęły, ale nie był to raczej widok nadzwyczajny, bo już w żłobku tak leżeli.
— Jak tam dzisiaj Kasztanku? Wszystko dobrze? Nikt ci nie dokuczał? — miauknęła cicho i liznęła go lekko w grzbiet, układając zmierzwioną sierść.
— Co dziś porabiałeś? Ja łowiłam ryby z Kropiatkową Skórką i muszę przyznać, że nie poszło mi tak źle. Złowiłam co prawda tylko jedną rybę, podczas gdy moja mentorka dwie, ale Kropiatka uważa, że poszło mi naprawdę nieźle i następnym razem będę postrachem ryb — miauknęła z lekkim rozbawieniem na końcu. Przylgnęła bliżej do Kasztanka. Rozejrzała się jakby sprawdzając czy jej brat tu był, ale Szkwalnej Łapy nigdzie nie widziała. Może to nawet i lepiej, bo na ostatnim zgromadzeniu niebieski bardzo ładnie jej powiedział, że nie potrzebuje ich towarzystwa. W ogóle strasznie rzucał się i obrażał czekoladowe koty. Ewidentnie ich ojciec przekazał mu swoją niechęć do tego umaszczenia. Urodziwa Łapa kochała kremowego piastuna, ale w kwestii postrzegania czekoladowych kotów potwornie się różnili. Wiedziała, że to nie ulegnie nigdy zmianie, bo dla niej każdy kot bez względu na kolor futra zasługiwał na szacunek, tolerancję i wsparcie. Doszło nawet do tego, że zaczęła myśleć jakby mogła chronić swoje kociaki gdyby jedno z nich było czekoladowe, ale dość szybko odganiała tę myśl. W końcu wciąż była uczennicą i młodą kotką, więc całe życie miała jeszcze przed sobą.
<Przypalona Łapo?>
[1247 słów plus nauka łowienia ryb]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz