Znowu w tej norze, ale tym razem nie miała jeszcze wyrobionej opinii o nowych jej lokatorach, chociaż miała co do Pożarowej Łapy... miała nadzieję jednak, że nowe kiełki okażą się być bardziej zaopatrzone w mózg, niż ich poprzednicy. Ale kto wie, może uda się na nich jakoś wpłynąć i wychować na porządnych obywateli? Co prawda była to robota odgórnie narzucona na rodziców, jednak była w stanie się poświęcić i użyczyć trochę swojego czasu, by młode wyrosły na odpowiednie koty. Wślizgnęła się do żłobka z nową porcją mchu, rozglądając się za posłaniem Pożar, która spała zwinięta wraz z jednym z kociąt. Drugie natomiast... było całkiem żywe, nie śpiące i wlepiało w nią swoje wielkie, zielone ślepia. Można było pomyśleć, że kotka to dosłownie skurczony Dzwonkowy Świst.
— Dzień dobry~ — przybrała swój milutki ton, puszczając mech na ziemię — Nie możesz zasnąć?
Uszy kociaka drgnęły nieznacznie, a spojrzenie na moment uciekło w bok ku matce i ku śpiącemu rodzeństwu. Czyżby była nieśmiała? W końcu większość kociąt jest znana ze swojej nieśmiałości, nic w tym dziwnego!
— Nie… — odezwała się cicho. — A ty… — urwała na moment, marszcząc lekko nos, jakby analizowała coś ważnego. — Jesteś nowa? To znaczy, czy będziesz tu teraz mieszkać? — zapytała z pewną podejrzliwością, choć wciąż brzmiała na niepewną.
— Ależ skąd, jestem uczniem, moja droga, śpię w innym miejscu — wyjaśniła ciocinym głosem — Ty również będziesz spać gdzie indziej, jak tylko dostaniesz swoje uczniowskie imię, wraz z innymi uczniami. — powrót do żłobka w tym wieku dla Śpiewki był równoznaczny z karą i poniżeniem, oraz wzrokiem całego klanu spoczywającym na plecach. Nie miałaby nic przeciwko, co prawda, gdyby wzrok na niej lądujący był pełen podziwu, ale to... ah, aż ciężko sobie wyobrazić i gdy tylko przechodziło jej to przez myśl, zbierało się jej na wymioty.
— Gdzie indziej? — powtórzyła młodsza w międzyczasie, bardziej do siebie niż do niej, otwierając przy tym szerzej oczy. Sprawnie wycofała się o krok, depcząc sobie po przykrótkim ogonie. — Przyszłaś... Czy ty przyszłaś mnie tam zabrać? J-ja nie chcę, jeszcze nie jestem gotowa — wymamrotała speszona.
— Ależ nie, jeszcze jesteście za mali — Śpiewka uśmiechnęła się, przysiadając nieco bliżej. I tak nic nie zmieni z mchu, jak Pożar będzie leżeć uwalona na posłaniu, a mała, ruda kotka zdawała się być zwyczajnym, naiwnym kociakiem, czyli czymś, czego Śpiewka pożądała. Młodą glinkę zawsze można ukształtować tak, jak się chce! Dlatego odgrywanie cioci, czy też cool starszej siostry albo koleżanki było dla niej jak świetna zabawa, z dodatkowymi korzyściami. — Kocięta zostają mianowane w wieku sześciu księżyców, by rozpocząć szkolenie na wojownika. No, przynajmniej większość z nas, na przykład ja. Są jeszcze medycy, kronikarze oraz przewodnicy. Z tego co wiem, w innych klanach mogą znaleźć się nieco inne role...
Młodsza koteczka przebrała łapkami, chyląc głowę i spoglądając na uczennice spod byka, na co ta się tylko uśmiechnęła szerzej.
— Sześć księżycy... To chyba jeszcze mam trochę czasu, prawda? — wymamrotała. — A te wszystkie role, to... to się samemu wybiera, czy ktoś o tym decyduje?
— Można samemu coś zaproponować, albo ktoś może zaproponować, na przykład medyk. Możesz wtedy oczywiście odmówić, albo mogą odmówić tobie... i wtedy idziesz na wojownika. To taka pewna droga, ale nie masz się jeszcze o co martwić skarbie, sześć księżyców do naprawdę sporo czasu~ — zagderała słodziutko, myśląc, że zaczynają ją boleć policzki. Nie miała okazji jeszcze tak długo się uśmiechać i brak wyrobionych mięśni dawał o sobie znać.
— Medyk? To jak ciocia... — zauważyła, znowu wbijając wzrok we własne kończyny. — Ja... Ja chyba bym chciała być wojownikiem, jak tata. Ale nie wiem, czy się nadaję. — Zabrzmiała momentalnie na niezwykle zmartwioną, kuląc się.
— Oczywiście, że się nadajesz! — rzekła pewnie Śpiewka — Masz wszystkie łapy sprawne, widzisz, słyszysz, czujesz, czego więc ci brakuje? Jestem pewna, że twój tata powiedziałby ci to samo. Poza tym, wyglądasz całkowicie jak on, więc pewnie będziesz tak samo dobrym wojownikiem — dodała jeszcze pewniej, w dumnej postawie, tym razem sprawiając, że szeroko otwarte oczy kociaka, połyskujące radosnymi iskierkami, utkwiły w dymnej na dobre. Przez dłuższą chwilę nawet nie mrugnęła, w milczeniu wpatrując się w dymną, co w pewnym momencie mogło wydawać się wręcz niepokojące.
— N-naprawdę? — odezwała się w końcu, jakby dopiero teraz odzyskała głos. — J-jeśli to tak działa... To chyba nie muszę się aż tak martwić. — na jej pyszczku pojawił się nieśmiały uśmiech. — A ty będziesz dobrą wojowniczką? — zapytała, przechylając lekko głowę, z szczerą, dziecięcą ciekawością.
— Oczywiście! By być pożytecznym dla klanu wystarczy się praktycznie urodzić sprawnym — chociaż nie była to do końca prawda. Można było być na przykład sprawnym i głupim, jak w przypadku Pierza i Aminka oraz Rudzik. Czy jednak to się liczy jako bycie ,,całkowicie sprawnym"? W końcu sprawność umysłowa też się do tego wlicza...
— A jaaa... hm, oczywiście, będę najlepszą wojowniczką — dodała, dumnie się pusząc i unosząc głowę w górę — Już teraz jestem wspaniałą uczennicą, a wszystko dlatego, że trzymam się odpowiedniej dyscypliny i kieruję się kodeksem wojownika, który określa wszystkie prawa które powinnaś wiedzieć.
— Powinnam wiedzieć? — wykrztusiła. — Ale że już teraz? Ja nic nie wiem... To znaczy coś wiem, ale to raczej za mało — wymamrotała, a szczęka jej lekko zadrżała.
— Jeszcze nikt cię nie będzie sądził z nieznajomości kodeksu wojownika, tego nauczysz się na szkoleniu. Oczywiście możesz się uczyć już teraz, jak ja, kiedy byłam w two-... no, może byłam odrobinkę starsza niż ty, ale wciąż byłam w żłobku. Dzięki temu było później o wiele mniej do zapamiętania. — pochwaliła się swoim myśleniem przyszłościowym, dając młodej tipy jak przetrwać w tym całym wojowniczym świecie. Im szybciej zacznie tym lepiej, a kotka podczas szkolenia już teraz młodej, czuła się o wiele ważniejsza niż była w rzeczywistości. Tymczasem młodsza co rusz oglądała się na śpiącą część rodziny, jakby z nadzieją, że wybudzą się lada moment i wyciągną ją z tego żywego koszmaru. Stety-niestety, sen mieli twardy, a to całe oglądanie się nie umknęło uwadze Raniuszek.
— O rety... — wzięła głębszy wdech, bardzo ostrożnie wstając. — Czyli sugerujesz, że powinnam się już zacząć... uczyć? A gdzie ja znajdę tego... mentora, tak już na teraz? Są jacyś awaryjni? Pewnie mogłabym spytać taty, ale nie chciałabym go męczyć... — zamartwiała się na głos, podrygując co rusz nerwowo.
— Oh nie, wystarczy, że podpytasz mamy albo taty i na pewno ci wszystko powiedzą — Śpiewka pokiwała głową na potwierdzenie swoich słów — I nie martw się nic, nie zmęczysz go, a na pewno będzie szczęśliwy, że już teraz jesteś ciekawa szlachetnego kodeksu wojownika. A jeśli nie, to ja cię zawsze chętnie pouczę.
— Mogłabyś? — Żywica zabrzmiała na szczerze zdziwioną. Przez chwilę z wyraźną bezmyślnością wpatrywała się w losowy punkt żłobka. — To znaczy... Proszę... Jeśli to dla ciebie nie problem i masz czas, to... To chciałabym wiedzieć więcej. Mogłabym wtedy zaskoczyć tatę wiedzą. — śmiechnęła się lekko, bardziej sama do siebie, niż do kotki.
— Oczywiście. Jeśli tylko się będziesz mnie trzymać to na pewno nie zginiesz, a ja postaram się przekazać ci całą potrzebną wiedzę — tak, była pewna, że się z kotką polubią, a przynajmniej jak na razie, Śpiewka lubiła Żywicę. — Jak tylko będę mieć odrobinę czasu to cię odwiedzę~
— A teraz... Nie masz? — zapytała, oglądając się raz po raz za siebie. — Bo wiesz, rzadko się zdarza, by mój brat spał, a przy nim... Przy nim ciężko się czegokolwiek nauczyć. To znaczy, jest super, ale... Bywa głośny i ciężko się wtedy skupić — westchnęła.
— Rozumiem! — szepnęła głośno, szerzej otwierając oczy przy klaśnięciu w obie łapy — Cóż, niby bym mogła... przysłano mnie tu, żebym wymieniła mech w legowiskach, ale skoro legowisko jest zajęte... hmm, ale czy mogę? Pewnie przydzieliliby mnie do jeszcze jednego patrolu z Dziewanną... i legowiska starszyzny równiez wymagają uporządkowania... Pomyślmy, pomyślmy... chyba mogę poświęcić ci odrobinę czasu — miauknęła końcowo, robiąc wrażenie na całkiem zapracowaną.
Kocię uchyliło pyszczek z wrażenia, mrugając powoli, jakby dopiero co przetwarzała każde słowo.
— N-naprawdę? Byłabyś gotowa poświęcić swoje poważne obowiązki, by zająć się przez chwilę kimś takim... Kimś takim jak ja? — wypaliła, będąc w szoku. — J-ja nie wiem co powiedzieć... Ja serio bardzo dziękuję! Jestem... Jestem wdzięczna, że mi ciebie tu zesłano! To... to cud, tak cud! — skwitowała, wyjątkowo zbyt bardzo entuzjastycznie, choć język zdawał jej się plątać przy każdym słowie i nie brzmiało ono wyraźnie.
Na pyszczku Śpiewającej Łapy pojawił się wyraz zrozumienia i skromnej chęci do pomocy, podczas, gdy jej wnętrze właśnie tańczyło w deszczu śpiewając w niebo z niebowzięcia. Tak! Właśnie takiego uwielbienia i pochwał potrzebowała! Widać było, że udało jej się już zaskarbić młodszą kotkę i nie miała zamiaru odpuszczać, a zostało jej jedynie pielęgnować dalej tą... hm, relację? Czy tak to było można nazwać? Na pewno jakaś to relacja była, ale bardziej dla osobistej korzyści, niż przez wzgląd na sympatię. Chociaż, kto wie?
— Oczywiście~ Chwilka mnie nie zbawi, a zależy mi na tym, by nowe pokolenia były jak najlepiej wykształcone — zaświergotała — Od czego chciałabyś zacząć? Co mam ci powiedzieć?
— Wszystko — wypaliła Żywica bez chwili zawahania, a potem dopiero zdawała się być tknięta faktem, że taka bezpośredniość mogła nie być najlepszym rozwiązaniem. — Znaczy, od tego kodeksu mogłybyśmy zacząć, proszę. Już... już bym chyba wolała wiedzieć co jest najważniejsze, może... zaskoczę tym w przyszłości swojego mentora wiedzą... — zamyśliła się.
— Oczywiście, świetny wybór, jeśli dalej będziesz chcieć chłonąć wiedzę, to na pewno wyrośniesz na wspaniałego wojownika — mruknęła chwaląco — Więc dobrze, kodeks wojownika ma całe 12 punktów których trzeba przestrzegać, z małymi odstępstwami w wyjątkowych sytuacjach o których ci powiem później. Istnieje również kodeks medyka ale tym zajmują się medycy. Nie zwalnia cię to jednak z nieznajomości go, pamiętaj, gdyż nieznajomość praw szkodzi. A więc, gotowa? Pierwsza zasada brzmi: ,,Broń wszystkich klanów, nawet kosztem własnego życia. Twoja pierwsza lojalność jest wobec klanu, ale wszystkie koty, które przestrzegają kodeksu wojownika, są twoimi sojusznikami. Każdy klan musi zapewnić, że żaden inny klan nie upadnie."
<Żywica?>
[1585 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz