Zaśmiał się cicho, nie chcąc budzić Bursztynu leżącego przy mamie.
— O tej porze rośnie wiele takich pięknych i kolorowych kwiatów na łące — odparł, wzdychając cicho. Oczami wyobraźni widział młodszą wersję siebie biegnącą niczym strzała. Wysokie trawy nigdy nie były przeszkodą, a z każdym kolejnym krokiem tylko nabierał tempa. — Nie, większość kotów nie bije się o takie rzeczy, skarbie. Jeśli mowa o pojedynkach, to urządzamy, szczególnie jako uczniowie, chociaż niektórzy wojownicy też, małe zawody w polowaniu na zwierzynę.
Jej nagła zmiana spojrzenia stanowiła dla niego pierwsze ostrzeżenie, że coś jest nie tak.
— Polowaniu? — powtórzyła z pewnym wahaniem. — I na czym to polega? Gonicie zwierzątka i potem, jak je doganiacie, to co? Pozwalacie im biec dalej, tak? — zapytała, na nowo pełna nadziei.
Jego uśmiech drgnął nieznacznie. Czy to była odpowiednia pora na powiedzenie prawdy? Mógł również utrzymywać córkę w błogiej nieświadomości, ale nic dobrego by z tego nie wyszło. W przyszłości, gdyby dowiedziała się, że została oszukana przez własnego ojca, pękło by jej serce. Jemu zresztą też.
— Niezupełnie. Gonisz zwierzę, a potem je łapiesz i zabierasz do obozu. Jako… pożywienie dla pozostałych kotów.
— Uh. — Tylko tyle umknęło jej z pyszczka, gdy obejrzała się ze zniesmaczeniem za siebie. Wyglądała, jakby przez dłuższy moment kwestionowała wszystko, w co tej pory wierzyła w swoim krótkim życiu. — Myślałam, że to, co je mama, to już jest znajdowane... Nieruchome. Czy ja też będę musiała... Bić zwierzątka do nieprzytomności? — wykrztusiła w końcu z siebie, drżącym głosem.
Zawahał się. Trochę żałował, że powiedział to jej wprost. Rzucił nerwowy uśmiech, zastanawiając się, czy nie dostanie reprymendy od Pożar. Chociaż nie można było okłamywać dzieci, prawda? Wcześniej czy później i tak by to odkryła. Szczególnie przed wejściem w uczniowski okres życia.
— Tak. W większym bądź mniejszym stopniu. Wiesz, bez tych zwierzątek, nie mielibyśmy co jeść. Może się wydawać to okrutne, lecz tak działa natura... Oczywiście, na przykład ja, zawsze przed oddaniem końcowego ciosu, dziękuję w myślach za ich poświęcenie dla naszego przeżycia — wyjaśnił, potakując. — Hej, nie miej takiej ponury miny. Patrz, co zaplątało mi się w futrze. — Chcąc poprawić humor małej kotce, złapał w pysk kolorowy liść, który znalazł wcześniej. Położył go obok niej, mając nadzieję, że odwróci to jej myśli od odbytej przed chwilą rozmowy.
Przez pierwszą chwilę zdawała się go zignorować, spoglądając gdzieś w bok bez większych emocji w spojrzeniu. Dopiero gdy zerknęła, jak gdyby od niechcenia, na nowy prezent, lekko się rozpromieniła.
— Ojeju, jaki śliczny. — Uciekło z niej te kilka słów. — A czy to prawda, że liście zmieniają kolory? Bo... Bo tak słyszałam…
— Tak, w zależności od pory. Teraz mamy Porę Opadających Liści, więc liście są różnokolorowe. Pomarańczowe, żółte, czerwone… Porą Nowych Liści, to jak sama dobrze wiesz, bo przynosiłem ci, są najbardziej zielone — wytłumaczył.
Westchnął z wyraźną ulgą, widząc, że Żywica posłała mu ciepły uśmiech.
Być może był już w podeszłym wieku, lecz wciąż czuł się młodo. Mimo że czasem ciało nie pozwalało na to, co podpowiadało serce, to jednak nie brakowało mu chęci. Jednak to, jak patrzyła na niego Żywica, sprawiło, że gdzieś głęboko w środku znów czuł się lekki, niemal jak za dawnych lat. Kąciki pyska uniosły się nieznacznie do góry. Wspomnienia z młodości były wyjątkowe. Wciąż nie raz widział na rozległych łąkach, jakby ścigał się z Skowronim Odłamkiem, bądź Kwiecistą Knieją. Obrazy jego mamy i ojca, wspierających go od pierwszych dni życia, ciągle zdawały się żywe, jakby nigdy nie odeszły wraz z upływem mijających księżyców. Wierzył, że są razem w Klanie Gwiazd i patrzą z dumą i radością na swych wnuków. Słyszał ich głosy w szumie wiatru i czuł ich obecność w ciepłych promieniach słońca. Na moment przymknął oczy, a potem zamrugał parę razy, nie chcąc płakać przy swoich dzieciach. Musiał być silny. Dla siebie, a w szczególności dla nich.
— Wszystko w porządku, tato? — Z zamyśleń wyrwał go głos Żywicy. Brzmiała na lekko zmartwioną.
— Oczywiście. To co, poszukać ci jeszcze skarbów? O tej porze można znaleźć naprawdę wiele pięknych zdobyczy.
< Córciu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz