Kocur wbijał swój wzrok w ziemię, jakby właśnie w niej poszukiwał odpowiedzi na swoje pytania. Jednak skąd ona mogła znać poprawne odpowiedzi na jego problemy? Nie wskaże mu jak działać i co mówić, co było frustrujące. Jeśli miał podążać drogą, to chociaż Wyrocznia mogłaby mu wskazać którą. Uszy Zawilca podniosły się słysząc głos mentorki, a po chwili skierował w jej kierunku swój pysk, osadzając na niej swój wzrok i utrzymując na nim grymas. Aż tak było to po nim widać? Myślał, że ukrył to bardziej. Cóż mylił się, a skutkiem tego były pytania kocicy, na które musiał odpowiadać. Czy chciał mówić, czemu jego pyska nie zdobi uśmiech a grymas? Nie, bo brzmiało to okropnie. Czy Wdzięczna Firletka ucieszyłaby się, gdyby powiedział, że nie podoba mu się związek Świerszczowego Skoku i Jagodowego Marzenia? A może powinien być bardziej precyzyjny i wspomnieć, że to przez jego krótki, nieoficjalny związek z kocurem? Brzmiało to coraz gorzej, im więcej szczegółów dodawał, ale taka była prawda. Wtedy nie przejmował się tym czy jego czyny będą brzmiały dobrze wymawiane przez innego bądź czy nawet nie łamały kodeksu. Liczył się on i Świerszcz, jednak wszystko rozpadło się, kiedy do jego uszu dotarła wieść o jego związku z Jagodą, a później o jej ciąży. Zadecydował odpuścić, nawet jeśli pozostawiało to nieprzyjemny posmak w jego pysku. Tak miało być. Jeśli wojownik postanowił wybrać kotkę, to nie miał po co się rzucać, a tym bardziej kontynuować cokolwiek z kocurem. Bolało, jednak co miał innego zrobić?
– To nic ważnego. Nic co powstrzymuje mnie przed wykonywaniem moich obowiązków w przeciwieństwie do Skowroniego Odłamka – odpowiedział kocur, próbując nie podawać dokładnie powodu. Najwyraźniej ta odpowiedź nie spodobała się jego mentorce, bo na jej pysku zagościł nieprzyjemny grymas. Czy to było przez jego omijanie tematu, czy może przez wspomnienie o jej bracie? – Przepraszam. Po prostu… Pokłóciłem się z kimś. Zaufałem mu, a on zrobił coś głupiego. Myślałem, że nie jest zdolny do takich wyborów, myślałem, że… Najwyraźniej myślałem źle, jednak nie mogę zmienić mych wyborów.
– A z kim takim? – Z pyska kotki padło pytanie, o które w duszy się modlił, aby nie zostało zadane. Niestety Wyrocznia czasem zdawała się śmiać w jego pysk, wybierając słowa posyłane w jego kierunku.
– A czy to ma jakieś znaczenie? – prychnął tylko, odwracając swój pysk od mentorki. – Postaram się, aby następnym razem nie wpływało to na moje obowiązki, dobrze? Czy możemy teraz zmienić temat? Jest tyle tematów do rozmowy, więc czemu musieliśmy wybrać ten najgorszy?
– Nie chciałam Cię zezłościć Zawilcu. Pytałam, aby dowiedzieć się, czy może istnieje sposób, żebyście się pogodzili?
– Nie istnieje. Nawet jakby się starał, to nie cofnie tego, co zrobił i dlatego nigdy mu nie wybaczę.
Świerszczowy Skok nie zasługiwał na wybaczenie ani drugą szansę. To był jego wybór. Wiedział, co traci, więc czemu Zawilec miał obdarzać go taką opcją? A co jeśli wyjdzie znowu na głupca? Nie mógł do tego dopuścić ponownie. Świerszcz wybrał Jagodę i to był koniec. Przecież nigdy oficjalnie nie byli w związku, więc czemu ten wybór bolał również medyka?
*****
Minął dzień od ataku na Zawilca, jednak strach zdawał się nie opuszczać jego ciała. Świerszczowy Skok dalej żył, co go bardzo niepokoiło. A co jeśli uda mu się uciec z dziury i ponownie pojawi się przed nim? To przecież obiecał, a przynajmniej takie słowa przekazał mu Kminkowy Szum, kiedy odwiedził go po południu. Również od niego dowiedział się o egzekucji kocura, w której Kminek miał uczestniczyć wraz z Burzowymi Chmurami oraz Trzmielim Pyłkiem. To właśnie Burza miał zakończyć żywot Świerszcza, co nie cieszyło jego brata. Gdyby tylko mógł, to tamtej nocy rzuciłby się na wojownika, dbając, aby nic po nim nie pozostało, jednak Brzoza go powstrzymała i bardzo dobrze. Nie było co zniżać się do jego poziomu i bezmyślnie atakować inne koty. Medyk podniósł swój pysk z legowiska i skierował swój wzrok na wyjście z legowiska, gdzie siedziała Wdzięczna Firletka i Wełnista Mszyca, oczekując na dobre wieści o przebiegu egzekucji. Zawilec dostał od medyczki całkowity zakaz pracy do czasu, aż jego stan się nie poprawi i tym razem nie miał zamiaru protestować. Potrzebował trochę czasu odpoczynku oraz na poukładanie swoich myśli, jednak najpierw potrzebował usłyszeć wieści, na którą oczekiwał cały Klan Burzy. Chciał usłyszeć, że Świerszczowy Skok nie żyje. Jego uszy uniosły się, kiedy dotarły do nich głosy kotów z obozu. Najwyraźniej trójka kotów odpowiedzialna za wymierzenie kary Świerszczowi powróciła, jednak patrząc na zaniepokojony pysk mentorki, nie wszystko poszło dokładnie po myśli. Niedługo później trójka wojowników wkroczyła do obozu, a co przykuło uwagę Zawilca, to była spora ilość ran na futrze Trzmiela, który został osadzony na jednym z legowisk, a dwie medyczki mogły zająć się jego ranami. Burzowe Chmury szybko opuścił legowisko medyków, udając się pewnie zdać relację Zawodzącemu Echu.
– Gdybym tylko wiedział, że ten szkodnik zdoła zaszkodzić komuś więcej, to już dawno rozerwałbym na strzępy po jego wypowiedzi. – Głos Kminku rozniósł się po cichym legowisku. – Lisie łajno, a nie wojownik z niego był. Chociaż teraz wiem, że nie żyje, a jego ciało… Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, to powiedziałbym, że gnije ono teraz.
– Nikt nie spodziewał się, że tak to się zakończy Kminkowy Szumie – odezwał się Trzmiel, jednak jego głos był zdecydowanie cichszy od rudego kocura.
– Oszczędzaj siły Trzmielowy Pyłku. Potrzebujesz ich – powiedziała Wdzięczna Firletka, podając mu kilka nasion maku, do spożycia. Kocur tylko uśmiechnął się, rzucając swój wzrok na nią.
– Ja… Powiedzcie, proszę mojemu rodzeństwu, że będę oczekiwać na nich w Klanie Gwiazdy wraz z Jagodowym Marzeniem i by nie spieszyli się z przyjściem do nas. Proszę… – Ostatnie słowo wyszeptał, zamykając swe powieki. Jego oddech zwolnił, aż do momentu, gdy nie zniknął on całkowicie. Świerszczowy Skok zabrał ze sobą do grobu następną ofiarę, którą okazał się młody wojownik. Może gdyby zgodziłby się na odejście z wojownikiem, to nie doszłoby do tego. Trzmiel dalej by żył, zamiast spoczywać bezwładnie na jednym z legowisk. To Zawilcowa Korona był problemem, który doprowadził do śmierci dwójki niewinnych kotów. Gdyby nie pojawił się w Klanie Burzy, to tyle tragedii nie doszłoby do skutku. Jak mógłby dalej patrzeć dalej w niebieskie oczy Ciernia, Maku oraz Berberysu, które odziedziczyli po ich ojcu, wiedząc, że to on jest powodem tej tragedii. Po prostu nie mógł.
*****
Kilka wschodów słońca minęło od śmierci Świerszcza i Trzmiela, jednak dla Zawilca minęło to za szybko. Nic nie robił, co go drażniło. Powinien wykonywać swoje obowiązki, zająć swoją głowę czymkolwiek byle nie myśleć o kocurze, jednak zmuszono go do odpoczynku. Leżenia na legowisku i wpatrywaniu się w koty przychodzące i wychodzące. Obserwował pracę Wełnistej Mszycy, jak i Wdzięcznej Firletki, mając nadzieję, że któraś z nich zdecyduje się zapytać go o pomoc, lecz tak się nie stało. Gdyby tylko brakowało mu problemów, to Kminek i Rumianek zaczynali sprzeczać się za każdym razem, kiedy go odwiedzali, co go powoli denerwowało. Podniósł swój wzrok ze swoich łap, rozglądając się po legowisku, a na końcu wlepiając go w swoją mentorkę. Byli sami, co dawało mu idealny moment na rozmowę, na który czekał od dłuższego czasu. Podniósł się powoli z legowiska, podchodząc do kocicy i siadając u jej boku.
– Firletko… Ja przepraszam za wszystko. Nie powinienem… – zaczął Zawilec, jednak kiedy wzrok jego mentorki wylądował na nim, wszystkie wcześniej ułożone słowa, zniknęły z jego głowy, pozostawiając za sobą pustkę. – Klan Burzy zasługuje na szczęście i spokój, a tutaj problemem jestem tylko ja. Dlatego chciałem Cię uprzedzić, że zamierzam opuścić tereny Klanu Burzy wraz z moim bratem i Brzozą. Radzicie sobie dobrze beze mnie, a Wełnista Mszyca wydaje się dobrym następcą na pozycję medyka.
<Firletko? Wybacz mi Pani mentorko>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz