Kiedy Księżycowa Łapa był małym kociakiem
— Kamienne Pióro. Miło cię poznać, Księżycku. Trzymam kciuki, żebyś został super wojownikiem w przyszłości — rzucił z uśmiechem w stronę kociaka, co sprawiło, że oczy białego zabłysły dumą, a na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech.
To przypomniało czekoladowemu o beztroskich dniach dzieciństwa, o całodniowych zabawach z rodzeństwem, o niekończącej się radości, o braku zmartwień i wielu marzeniach. To wszystko później zderzyło się z brutalną rzeczywistością, w którą został wrzucony w chwili mianowania go na ucznia. To wszystko, czego nie mógł się doczekać, okazało się jednak wcale nie takie przyjemne, a problemów z każdym wschodem słońca dochodziło.
“Całe szczęście, że to już za mną” uznał Kamienne Pióro, wyrywając się z niezbyt miłych rozmyślań. “Po co wspominać trudne czasy, skoro teraz jestem już wojownikiem i... i mam taką wspaniałą przyjaciółkę, jak Korowy Szept?”
Przeniósł spojrzenie swoich żółtych oczu na Księżycka, który powrócił do starannego skradania się. Malutkie łapki cicho stąpały po trawie, kiedy przemykał z jednych zarośli do następnych, ciągnąc brzuch i ogon tuż przy ziemi. Wojownik zauważył, że białowłosy zapamiętał jego rady i starał się chodzić na samych pazurkach, jednak ta umiejętność nie była jeszcze u niego dopracowana, więc co jakiś czas tracił równowagę. Nie poddawał się jednak.
“Niedługo się nauczy” pomyślał Kamienne Pióro, obserwując zabawę kociaka.
***
Teraźniejszość
Kocur obudził się, kiedy tylko pierwsze promienie słoneczne rzuciły swój blask na terytorium Klanu Wilka. Reszta wojowników jeszcze spała. Światło wlatujące przez otwór do legowiska było blade i nie tak intensywne, jak zwykle, co oznaczało, że pora na poranne patrole wkrótce nadejdzie, ale jeszcze nie teraz. Z cichym westchnieniem przekręcił się z boku na bok.
Od razu domyślił się przyczyny, dla której tak wcześnie się obudził. Prawe oko go mocno bolało, co wyrwało go ze snu. Zastanawiał się chwilę, co mogło spowodować jakiś uraz, ale nie mógł sobie niczego takiego przypomnieć.
“Pewnie zaraz przejdzie, muszę tylko trochę pomrugać, może coś mi do oka wpadło” uznał i zaczął mrugać jak szalony, aż w końcu powieki mu się zmęczyły. Zamknął więc oczy, z których nic nie wypadło. Ból ani trochę nie osłabł, więc Kamienne Pióro postanowił po prostu go ignorować.
***
Zdawało mu się, że tylko na chwilę zamknął oczy, a jednak kiedy usłyszał miauknięcia i typową poranną krzątaninę, było już jasno. Musiał zasnąć jeszcze na chwilę, z czego się cieszył, bo dzięki temu bardziej się wyspał. Chociaż i tak nie chciało mu się wstawać.
Z długim ziewnięciem leniwie podniósł się na łapy, przeciągnął grzbiet i kończyny. Korowego Szeptu nie było obok, pewnie już wyszła zgłosić się do jakiegoś patrolu.
Kamienne Pióro zwykle lubił chodzić na polowania lub odświeżać znaczniki zapachowe, jednak tego dnia kompletnie nie miał na to ochoty. Najchętniej położyłby się do posłania i zasnął na jeszcze trochę, jednak wiedział, że nie może. Był przecież wojownikiem. Miał swoje obowiązki. Tylko gdyby to oko tak nie bolało…
Wyszedł z legowiska, a z prawego oka spłynęła mu łza po policzku. Zaraz potem pojawiła się druga, sprawiając, że wszystko dookoła było rozmazane i niewyraźne, a kocur niemal nie mógł rozróżnić kotów stojących obok niego.
Biała plama przemknęła gdzieś niedaleko, wyraźnie się odcinając od zielonego tła trawy i zarośli.
— Em… Kamienne Pióro? — spytał głos, a czekoladowy już wiedział, że zwraca się do niego Księżycowa Łapa.
— Tak? — mruknął, powstrzymując ziewnięcie.
— Twoje oko jakoś… Dziwnie wygląda, nic ci się nie stało?
Kocur westchnął. Chyba działo się z nim coś niedobrego.
— Sam nie wiem… Chyba pójdę do Cisowego Tchnienia.
— Pójdę z tobą! — zaproponował biały kocurek.
Już po chwili medyczka nałożyła mu na oczy papkę z cuchnących ziół, przez co nic nie widział.
— To… Jak tam ci idzie trening? — rzucił Kamienne Pióro do Księżycowej Łapy dla zabicia czasu.
<Księżycku?>
Wyleczeni: Kamienne Pióro
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz