- Dzień dobry, Gadożerowa Łapo - przywitała się z drugim uczniem Słodkiej Dziewanny oficjalnie, gdy rankiem usiadła przed obozem, czekając na swoją mentorkę. Nie przeszkadzała jej obecność młodszego kocura, pewnie dlatego, że zbliżała się do końca treningu i nie wymagała tyle aż uwagi podczas nauki, a biały przybłęda zdawał się być całkiem rozgarnięty. Właśnie... przybłęda. Pomimo swojego pochodzenia był całkiem rozgarnięty i kotka nie mogła zrozumieć, jakim cudem ktoś spoza klanu był bardziej wiarygodny od tych, którzy się w nim urodzili. Nawet patrząc na swojego ojca mogła stwierdzić, że nie był stąd, a Gadożer... Gadożer się wpasowywał... albo przynajmniej próbował, chociaż to dziwaczne imię wcale mu nie pomagało. Z początku Dziewanna dzieliła dni na naukę ze swoimi podopiecznymi, jednak końcowo połączyła oba treningi w jedno, by młodszy mógł podpatrzeć coś od Śpiewki i rzeczywiście wyszło mu to na dobre, a sama dymna nie miała się do czego przyczepić, z zaskoczeniem uznając, że młodszy był całkiem rezolutny. Nawet, gdy rzuciła raz czy dwa razy w jego stronę uszczypliwą uwagę odnośnie postawy łowieckiej czy odsłoniętych wrażliwych części podczas walki, ten jedynie dopytywał o rozwinięcie tematu i w jaki sposób mógłby to naprawić.
,,Czemu wszyscy nie mogą tacy być?" przeszło jej przez myśl, gdy układała skrupulatnie swoje futro.
- Dzień dobry, Śpiewająca Łapo - uśmiechnął się ciepło, chociaż wyglądał na nieco zmartwionego - Czy Słodka Dziewanna zdradziła ci wczoraj, co będziemy robić dzisiaj?
- Na pewno nic co wymaga długiego chodzenia - mruknęła, zerkając krótko na łapy młodszego, nie przerywając swojej pielęgnacji - Poranione opuszki już się zagoiły?
Kocur przez krótki moment się zawahał, unosząc zaraz jedną łapę by przyjrzeć jej się podczas robienia ciasteczek w powietrzu.
- Można tak powiedzieć, na pewno nie będą mi już przeszkadzać - miauknął pewnie, zmierzony oceniającym wzrokiem.
- Wiesz, że chodzenie na treningi i nie zadbanie o swoje zdrowie to jedynie dodatkowe obciążenie dla klanu, prawda? - spytała rzeczowo. Nie, żeby była to jej sprawa jak się mają opuszki kolegi, ale nie mogła pozwolić na nadgorliwość, która doprowadziłaby do nieprzyjemnych zmian, chociaż o Gadożera nie miała się co martwić. Zdołała poznać białego na tyle, by wiedzieć, że w niczym nie jest podobny do tych nierozgarniętych, rudych szczurów.
- Nie ma mowy... oczywiście! Nie zaniedbałbym swojego zdrowia - przejęty i pełen pewności, a może lekko urażony, spojrzał na starszą koleżankę, która teraz kiwnęła głową z aprobatą.
- Bardzo dobrze~ - mruknęła z zadowoleniem, dostrzegając zbliżającą się Słodką Dziewannę. Mentorka miała dobry nastrój, zagadkowy wyraz pyska i pięknie ułożone futro, którego większość klanowiczów mogła pozazdrościć i już w chwili zbliżenia ogłosiła, że dzisiejszy dzień jest idealny na mały, niezobowiązujący test sprawnościowy...
⭠❇◦·♛∙◦❇→
- Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
Śpiewająca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Śpiewająca Łapo, od tej pory będziesz znana jako Śpiewający Raniuszek. Klan Gwiazdy ceni twój rozsądek i lojalność, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Gdy podano jej rdzawy barwnik, z zadowoleniem i dumą zanurzyła w nim łapę, by później z wielkim namaszczeniem odcisnąć ją na ścianie i przez krótką chwilkę, mgnienie oka, które zdawało się trwać wieczność; obserwować, jaki ślad się na niej utworzył. Oto jej moment, została wojownikiem, doprowadziła do końca treningu i pomimo trudności i pewnych... psychicznych przeszkód, zdołała stanąć na wszystkich łapach tutaj, w jaskini, wśród wszystkich kotów które zdołały się zgromadzić by wykrzykiwać jej imię. Spojrzała z dumą na widocznie zadowoloną Słodką Dziewannę, podobnie jak później na Cyklonowe Oko, który to kiwnął z aprobatą głową, przez co tylko się rozjaśniła. Mama również tam była i chociaż wymieniły między sobą przepełnione dumą spojrzenia, tak Raniuszek nie była w stanie patrzyć na nią zbyt długo, a nawet przyłapała się na krótkiej myśli, uczuciu, wręcz echu, które podszeptało jej, że wolałaby, by na jej miejscu siedział Cicha Łapa, który może był cichy, ale nie miał na sobie ani jednej skazy. Kim więc była, gdzie swoją lojalność powinna ukierować? W stronę rodziny, która dała jej jedynie złą, odgórną opinię, czy całkowicie oddać się klanu?
- Gratulacje, Śpiewający Raniuszku! Tak się cieszę~ Mam nadzieję na długie, wieczorne plotki... zrobiłam ci miejsce na legowisko obok, by lepiej było się usłyszeć - Śnieżycowa Chmura jako pierwsza się odezwała i pewnie mówiłaby dalej, gdyby ktoś nie przypomniał jej o milczącym czuwaniu. Raniuszek kiwnęła głową z wdzięcznością, w tyle głowy mając myśl, że dobrze się stało z tym szybkim mianowaniem. Nie chciała spędzać wśród uczniów ani chwili dłużej, szczególnie z kocurami, które posiadały połówki mrówczego odwłoku w głowie, zamiast aktualny mózg. W końcu była teraz ponad to oficjalnie, była rzeczywistym wojownikiem z krwi i kości i z tą myślą rozpoczęła swoje czuwanie, wyzbywając się całej reszty myśli, które mogły niepotrzebnie zakłócać jej spokojne i rozsądne dążenie do celu, jaki sobie obrała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz