– Pochyl głowę bardziej. Walczysz dobrze, ale polujesz nadal jak maluszek. Nie jesteś już nieduży! Wszystkie myszy widzą, jak ci tyłek wystaje! – Tropiąca Łaska dyktowała mu kolejne mało przydatne uwagi. Chociaż miała rację. Nocna Łapa nie był już takim małym kociakiem jak całkiem niedawno. Zaczynał górować nad swoim bratem i przerastać resztę uczniów. – Tyłek niżej!
– Dobrze! – odparł Noc i zastosował się do porady mentorki. Jego skradanie było nieco niezdarne, jak zawsze zresztą, ale nie przeszkadzało mu to za mocno. W końcu do obozu zawsze wracał z jakąś dobrą zdobyczą dla kogoś do zjedzenia! Tym razem była to piszczka. Noc zadowolony podniósł się z mokrej trawy i nieco otrzepał. Świeża zdobycz, zanim śnieg przykryje świat, zawsze była dobra.
Po powrocie do obozu Noc odetchnął cichutko. Nudziło mu się, więc szukał sobie zajęcia. I szukał wszędzie... bez większych osiągnięć.
Cykoriowa Łapa zmierzyła go znudzonym wzrokiem.
– Nie mam dzisiaj chęci. – odpowiedziała mu na zadane wcześniej pytanie. Noc zapalczywie szukał sobie partnera do poćwiczenia walki. Czuł, że potrzebuje wykazać się jeszcze odrobiną inicjatywy, aby osiągnąć potrzebne postępy. Czuł się odrobinę nieprzygotowany, pomimo zapewnień Tropiącej Łaski, że jego umiejętności zupełnie mu wystarczą.
– Rozumiem. Dziękuję. – Noc kiwnął jej głową i ruszył szukać swojego brata. Jednak Gruby nie był w obozie. Najwidoczniej jego mentorka musiała wziąć go na jego treningi. No cóż. Jego strata! Nie powalczy sobie z Nocą!
Chudy w ogóle pewnie nie może. Nawet jeśli mieliby tylko pójść po jakieś zioła. Lepiej nie zawracać mu głowy.
Kryształowa Łapa i Zwęglona Łapa siedziały razem gdzieś w rogu obozu i rozmawiały cichutko. Noc zawahał się, czy w ogóle chce podchodzić, tak więc zatrzymał się. Wydawały się całkowicie pogrążone w swoim świecie i w ogóle niezainteresowane swoim otoczeniem, przynajmniej nie w tym momencie. Nie chciał im przeszkadzać.
A Księżycowa Łapa? Cóż. Noc nie przepadał za tym kotem. Wolałby unikać niepotrzebnego treningu z nim. Nie to, że go nienawidził, czy coś. Po prostu… Księżycowa Łapa działał na niego jak płachta na byka, bez żadnego konkretnego powodu. Noc zachował się w miarę przyjaźnie, ale płasko i płytko. Pobieżnie wręcz.
Więc spośród uczniów nie pozostał mu nikt, kogo mógłby zapytać o dodatkową sesję potyczki. Tak więc zwrócił się do Tropiącej Łaski.
– Potrzebujesz czegoś Nocna Łapo? – kotka siedziała z paroma innymi wojownikami niedaleko kamyka na zdobycz. Właśnie też oblizywała wargi ze swojego posiłku.
– Chciałem jeszcze trochę potrenować walkę. – przyznał jej.
– Oj… Noco. No dobrze, ale już nie dzisiaj. Jutro powtórzymy wszystko, co wiesz i zmierzysz się ze mną. – oświadczyła. – Dzisiaj już ćwiczyliśmy wystarczająco.
– Jeden patrol polujący to mało! – Noc poskarżył się smutny. Siedzący obok Pszczeli Rój zaśmiał się cicho pod nosem.
– Energiczny.
– Tak. – Tropiąca Łaska odetchnęła ciężko. – Idź już. Pobaw się z bratem albo spytaj się starszyzny, czy czegoś nie potrzebują!
Starszyzna niczego niestety nie potrzebowała. Nieszczęśliwy i znudzony Nocna Łapa usiadł sobie na skraju obozu i wbił oczy we własne łapy. W jaki sposób mógł sobie zorganizować czas, aby nie umrzeć z nudów. Na dłuższą chwilę utknął we własnych myślach, zastanawiając się jakie imię zostanie mu nadane jako wojownikowi.
Nocny Śpiewak, Nocna Pieśń, Nocna Bajka, Nocne Lśnienie? Było tak wiele opcji, a Noc nie był pewien, które imię chciałby nosić do końca swoich dni. Wyborów było tak wiele i mogły insynuować, co mogłoby brzmieć odpowiednio dla niego.
Z jego myśli wyrwał go kot, który usiadł całkiem niedaleko. Noc rozpoznał go prawie od razu. To był Wilczy Skowyt - ojciec Wąsatkowego Ruczaju. Noc zamrugał i podszedł do kota nieśmiałym krokiem.
– Dzień dobry, Wilczy Skowycie! – przywitał się cichutko.
– Dzień dobry? – kot spojrzał na niego nieco zaskoczony. Noc przeszedł z łapy na łapę. – Potrzebujesz czegoś?
– Trochę, ale… głupio mi o to pytać.
– Po prostu się spytaj...
– Nie chciałbyś może… ze mną powalczyć? Tak po przyjacielsku? Ja chciałbym trochę poćwiczyć, jednak nie mam z kim. I… moja mentorka nie może już dzisiaj. Szukam kogoś… kto może by chciał… nikt z uczniów się nie zgodził… Oczywiście ty też nie musisz.
<Wilczy Skowycie?>
[692 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz