BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka i Klanie Klifu!
(Brak wolnych miejsc!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(Brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(Brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 12 kwietnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 kwietnia 2026

Od Pierzastej Łapy CD. Kobczyka

Usłyszał z tyłu wołanie.
— Ach! Muszę już iść. To… może do zobaczenia, a może nie! — rzucił do niej, po czym chwycił ptaka. Obrócił się jeszcze, oglądając przez ramię, jakby chciał zapamiętać urodę kotki i się wycofał do swojego mentora.
Co to było za… dziwne spotkanie. Kocica nie przedstawiła się, z resztą on również. Mimo to zdołał już wymyślić jej ksywę: Krecik. A czemu? Bo tak wyglądała! Brzoza opowiadała mu o tych zwierzętach, które kopią tunele, ale mają o wiele gorszy wzrok od królików. Nie miał jeszcze okazji, aby je zobaczyć na żywo… może jedynie martwe z robalami w środku. Fu!
— Pierzasta Łapo! — zawołał po raz drugi Cyklonowe Oko.
Pierzasta Łapa obejrzał się jeszcze raz, ale kotki już nie było. Westchnął ciężko.
— Co się stało? — usłyszał czyjś głos obok. Wypuścił wróbla z zaskoczenia i spojrzał na Gadożerową Łapę krzywo.
— Nic! — odparł zdenerwowany. — Nie wtrącaj się… — wymamrotał, ale wtedy spojrzał i na wróbla, i na ucznia z rzymskim nosem. Na jego pysku uformował się tajemniczy uśmiech.
— Heeeej~ — zaczął od nowa, używając swojego osobistego uroku, wybijając przy tym Gadożera z rytmu. Młodszy zmarszczył brwi, ale milczał. Pierzasta Łapa to wykorzystał. — Gadożerku, może chciałbyś to zanieść na stos? — miauknął, podsuwając mu pod łapy ptaka. Po czym schylił się, mrucząc mu do ucha:
— A podobno Baziowa Łapa baaardzo za nimi przepada! Słyszałeś~?
— Co…!?
Starszy mrugnął białemu i pędem ruszył do swojego mentora. Gadożerowa Łapa widocznie onieśmielony przez kolegę niepewnie zdecydował się wziąć wróbla. Tak na wszelki wypadek. A na nieszczęście Gadożera, Pierzastej Łapie nie umknęło to na uwadze. Widać, że brat Lodówki jest zakochany po uszy w tej… dziwnej kotce. Na jej widok Pierzastej Łapie zbierało się na wymioty. Miał tylko nadzieję, że ten dziwoląg nie będzie mu stawał na drodze.
Rudy burmski kocurek stanął przed Cyklonowym Okiem, który z trudem mógł za nim nadążyć.
— No ja ci mówiłem, abyś je obciął… — wymamrotał Pierzasta Łapa i pociągnął nosem. Powietrze było takie zimne!
Cyklon nie odpowiedział. Zmierzył go wzrokiem od stóp do głów. Kocurek uśmiechnął się głupio i usiadł.
— No co tam, Cyklonowe Oko…
— Jestem twoim mentorem. Nie odzywaj się do mnie jak do kolegi, Pierzasta Łapo — odpowiedział mu chłodno.
Ucznia przytkało. Nie wiedział jak mu odpowiedzieć, więc najlepiej było milczeć.
Cyklon odchrząknął I odwrócił się do niego plecami niczym stary mędrca, brakowało mu tylko patyka lub łap za plecami.
— Dzisiaj zaczniemy biegi długodystansowe — zaczął, idąc powoli na przód. — Baziowa Łapa będzie nam towarzyszyć. Chodź, Pierzasta Łapo — polecił mu mentor i nonszalancko machnął swoim wodospadem usznym niczym biczem.
Kocur poczuł ukłucie w klatce piersiowej. Stał jak wryty, ale ujrzawszy oddalającego mentora, ocknął się i za nim ruszył.
Spojrzał przez ramię na Gadożerową Łapę, który kierował się z innym Burzakiem do obozu. Gdzieś mu w myślach przemknęło, że ten wróbel skończy się fatalnym pomysłem.
I szkoda, że Śpiewająca Pokraka go nie skosztuje; Cyklonowe Oko powiedział mu, że ta ruszyła w tereny Klanu Burzy na patrol i na długo nie wróci do obozu, co ucieszyło go bardzo z ranka.

***

— Szybciej! Szybciej! — piszczała Lodówkowa Łapa obserwująca młodych “rajdowców”.
Pierzasta Łapa wyciągał łapy daleko, odbijając się od ziemi raz za razem. Ścierał się z Baziową Łapą, która nie dawała mu fory. Kocur wydawał z siebie westchnienia i warknięcia, próbując wyjść na przód. Długa grzywka ograniczała mu wzrok.
Ich zadaniem było wykonać pięć, dużych okrążeń na wzgórzu koło obozu. Z początku nie wydawało mu się to trudne; przecież po coś trenował więcej niż Bąbel w całym swoim życiu uczniowskim. Jednakże na czwartym okrążeniu zaczęły mu się plątać nogi na długiej, śliskiej trawie. Z trudem utrzymał się na łapach i zwolnił. Na widok Baziowej Łapy kończącej trzecie okrążenie, Pierzasta Łapa zaczął pędzić jak wściekły, byleby zwyciężyć i pokazać temu dziwolągowi, gdzie jego miejsce.
Na drugim świecie, przemknęło mu przez myśl, ale się opamiętał. Czemu tak bardzo za nią nie przepadał, w sumie? Przecież żadnej szkody mu nie wyrządziła, ale Pierze już się nad tym nie zastanawiał. Jego celem było wygrać, nieważne jak.
Przyspieszył tempa, zaczynając tym samym ostatnie kółko. Musiał je jeszcze ukończyć, aby wygrać. Baziowa Łapa stąpała mu odważnie po piętach, ale akurat na czwartym okrążeniu zaczęła zwalniać, aż w końcu… upadła? Zdziwiony spojrzał na nią przez ramię, ale potem stwierdził, że to na dobre wychodzi. Nie miałaby i tak z nim szans!
Skończył bieg i z ulgą upadł na miękką trawę, dysząc jak wściekły lis. Z uśmiechem laureata wpatrywał się w zachmurzone niebo, z którego zaczęły spadać krystaliczne krople wody.
— Zwyciężyłeś! — krzyknęła dobrze znana mu kotka. Kilkoma susami znalazła się nad nim z niewinnym uśmiechem.
Pierzasta Łapa wstał i posłał jej łagodne, ciepłe spojrzenie, dumnie wypinając pierś:
— Oczywiście, że zwyciężyłem, Lodówko! — wymruczał. — Nikt się ze mną nie równa! — dodał, kątem oka patrząc jak zawstydzona Baziowa Łapa odchodzi w stronę obozu mozolnie. Czyżby zwichnęła łapę? Nie, przecież nie wyglądała na jakoś bardzo wykrzywioną.
— Czy… czy coś się jej stało? — zapytała młodsza, siadając przy nim.
Starszy wzruszył ramionami, odprowadzając swoją rywalkę szmaragdowymi oczętami.
— Nieee, coś ty — machnął łapą, uśmiechając się. — Przecież Baziowa Łapa jest gorszą niezdarą od mojego Bąbla! — zażartował, chichocząc. Mógł usłyszeć jak niepewnie I cicho towarzyszył jego chichotom śmiech koleżanki.
Podszedł do nich Cyklonowe Oko, a wtedy Lodówkowa Łapa odskoczyła od swojego przyjaciela, niby poparzona.
— Wygrałeś, Pierzasta Łapo — powiedział I zwrócił się do Lodówkowej Łapy. — A ty, czy ty nie powinnaś mieć teraz własnych zajęć z mentorką?
Lodówkowa Łapa nerwowo zachichotała i wycofała się, aż w końcu uciekła. Rudy patrzył jak wybranka jego serca się oddala ze smutkiem. Westchnął I spojrzał na Cyklona.
— Wracamy?
— Wracamy. Zobacz, jak kropi. Tylko nie biegaj! — ostrzegł młodzieńca. — Jeszcze zwichniesz łapę!
— Dobra, dobra… ty lepiej martw się o swoje kremowe wodospady!
A to zamknęło Cyklonowe Oko na dobre kilka minut.
Wrócili do obozu w ciszy. Futro Pierzastej Łapy nie chciało przyjąć kropel wody, przez co na kocurze powstała zabawna rosa. Miał tylko nadzieję, że dzisiejszego dnia nie zaskoczy go żadna egzekucja, trzy truchła w obozie i ledwo trzymającego się na łapach wujka. A co do niego, to Pierzasta Łapa zaczął się zastanawiać czy na pewno dobrze wybrał, idąc ścieżką wojownika. Ale zaraz, przecież on nawet nie miał wyboru! Tak czy siak Królicza Gwiazda by go nie wybrał na medyka. A szkoooda! Mógłby wujowi pomóc i wujek by nie był taki sam jak piąty palec u przedniej łapy! I Pierze nie byłby samotny! A Śpiewającą Pokrakę trzymałby wtedy na krótkiej smyczy! I wszyscy żyliby długo, i szczęśliwie…
Gdy dotarł, zastało go niezbyt ciekawe zjawisko. Na polanie cuchnęło od kocich wymiocin zmieszanych z krwią i innymi substancjami. Ślady ciągnęły się do legowiska medyka, gdzie było niezłe zbiorowisko. Cyklonowe Oko zesztywniał na ten widok, a Pierzasta Łapa stanął w osłupieniu. Na widok tego przed jego oczyma pojawiła się Krecik ze swoim uśmiechem, podsuwając mu pod łapy wróbla…
“Jesteś głodny?”
Nie, do jasnej ciasnej, nie jestem już ani trochę głodny, powiedział do siebie w duchu, czując jak jego ciało zaczyna się przegrzewać.
— Na Klan Gwiazdy… — wymamrotał I skrzywił się na smród. Przeskoczył kilkoma susami bezpieczną stronę polany, aby następnie przedostać się do legowiska medyka. Przepchnął się przez mniejsze kotki i wsunął głowę do środka, próbując zobaczyć, co się dzieje. Słyszał Wełnistą Mszycę, Wdzięczną Firletkę, Oskrzydlonego Ognika, Zawodzące Echo i… Gadożerową Łapę.
— Zapytam jeszcze raz… jak znalazłeś tego wróbla? — zapytał stanowczo zastępca.
— No mówiłem przecież, że to nie ja go złapałem! — miauczał młodszy z łzami w oczach. Trząsł się. — Pierzasta Łapa mi to dał! Pierzasta Łapa! — krzyknął mu i wskazał na rudo-białą głowę, która z wytrzeszczonymi oczami wpatrywała się w trupa czekoladowego zajęczego kocura. Nie udało im się go ocalić.
Wtedy Zawodzące Echo na niego spojrzał. A Pierzasta Łapa już wiedział, że miał przechlapane. Głośno przełknął ślinę I wszedł niepewnie do lecznicy, zniżając głowę w szacunku.
— Dzień dobry, Zawodzące Echo~!
Posiadacz tego imienia zmarszczył brwi, nie odwzajemniając melodyjnego tonu głosu Pierza.
— Pierzasta Łapo, czy to prawda?
Kocur rozejrzał się nerwowo po ważnych kotach w hierarchii Klanu Burzy, po czym westchnął i usiadł. Z tyłu czuł na sobie oceniający i zawiedziony wzrok pobratymców.
— Zastępco Klanu Burzy... — zaczął, kątem oka spoglądając na roztrzęsionego Gadożera. — ... Czy naprawdę można wierzyć Gadożerowej Łapie? — miauknął. — Nie wiem, co on wprawdzie wygadywał, Zawodzące Echo. Dobrze wiesz przecież, że mnie już naprostowano i nigdy bym nie odważył się na coś takiego. A Gadożerowa Łapa, cóż... — cmoknął — Niewiadomo, z kim ten biały szkodnik się spoufalał. I czy sobie czegoś nie ubzdurał. W końcu ja byłbym dobrym materiałem na kozła ofiarnego, bo przecież jako kociak trochę poodwalałem... ale już jestem lepszy. Naprawdę, Zawodzące Echo.
Historyjka nie zabardzo zdawała się go przekonać. Spojrzał najpierw na Pierze, później na Gadożera.
— Gdzie znalazłeś tego wróbla, Pierzasta Łapo?
— Nic nie wspomniałem o wróblu przed chwilą. Powinieneś zapytać o to Gadożerową Łapę — poinstruował ze spokojem. — Pewnie chce mnie wkopać, bo jestem łatwym celem... tsk.
— Wkopać? — Uniósł Echo brew. — Nikt nie mówił nic o żadnych konsekwencjach. Chciałbym tylko wiedzieć, skąd wzięła się ta zwierzyna.
Pierzasta Łapa zmarszczył brwi, zdziwiony.
— Właśnie ktoś zamordował Strzępotkowy Kokon, a ty jeszcze mówisz, że nikt nie mówił o żadnych konsekwencjach? — uniósł się. — Powinieneś spytać Gadożerową Łapę, Zawodzące Echo. Wróciłem niedawno z treningu, długodystansowego biegu. Świadkowie, czyli Baziowa Łapa, jej nauczycielka, Lodówkowa Łapa oraz mój mentor mogą potwierdzić, że nie tknąłem tego wróbla, o którym mówicie ani go nie widziałem. Czemu to ja ciągle muszę być wytykany łapami... — westchnął ciężko, jakby to całe dochodzenie Echa nie miało sensu. Skoro to Gadożer przyniósł zwierzynę, Gadożer winien śmierci Strzępotkowego Kokonu. Czemu aż tak bardzo zastępca Klanu Burzy drążył ten temat z kotem, który nie mógł się do tego przyczynić zamiast z najbardziej podejrzanym?
— Czy Cyklonowe Oko zgodzi się z tobą? Nie oddalałeś się od niego podczas treningu?
— Oddaliłem się tylko wtedy, gdy rzucałem się za zwierzyną, ale jej nie złapałem, bo Cyklonowe Oko jak zwykle musiał ją spłoszyć swoimi nawoływaniami. Poza tym Cyklonowe Oko był tuż obok mnie. W końcu muszę stać się porządnym, godnym miana wojownika kotem, czyż nie? Przecież powiedziałem, że chcę być lepszy. Ciągle trenuję i poluję!
Echo przez parę chwil wpatrywał się w ciszy w Pierze. Gdy uczeń nic już nie dodał, westchnął i przymknął na moment oczy.
— Proszę wszystkich o opuszczenie legowiska — zadecydował zastępca w końcu, spoglądając po zebranych wojownikach i uczniach. — Pierzasta Łapo, mam nadzieję, że mówisz prawdę... Gadożerowa Łapo, ty pójdziesz ze mną.
Pierzasta Łapa cofnął się, po czym odwrócił do wyjścia i przepchnął przez tłum, który zaczął się zmniejszać z każdą sekundą. Czuł na sobie te spojrzenia nieufności, wątpliwości… ale przecież słowo zastępcy-przywódcy było niepodważalne, czyż nie?
Westchnął ciężko. Czuł, jakby w każdej chwili mógł się zapaść pod ziemię. Dziwił się, że zachował taki… spokój. Jeśli można było to nazwać spokojem, a nie strategią. Łapy mu drżały, a on pospiesznie wrócił do legowiska uczniów, aby uciec przed deszczem. Zapach legowiska Śpiewającej Łapy wciąż był bardzo intensywny, a Pierzasta Łapa właśnie o to zadbał. Wszystkie kwiaty, które znalazł na łące, postanowił wpleść w swoje posłanie, aby się wyróżniać. Nawet Śpiewka mogłaby mu pozazdrościć.
Skulił się w kulkę bezpieczeństwa i z nerwów zaczął gryźć swój ogon, nie wiedząc jak uspokoić swoje serce. Bum, bum, bum. Ten narząd ciągle nadawał, a Pierzasta Łapa naprawdę nienawidził, jak coś pulsowało. Co on zrobił?
Zabił kota. Zabił kota. Zabił kota. Zabił kota. Zabił kota, zabił, zabił, zabił…!
— Hej, stary? — usłyszał głos braciszka obok.
Aminkowa Łapa szturchnął Pierza, który pociągnął nosem.
— Ej, stary! Na co się dąsasz? — powtórzył i mocniej szturchnął brata. Pierzasta Łapa syknął cicho obelgi, które Aminek puścił mimo uszu. Kremowy kocurek uśmiechnął się jakby zaraz miał coś palnąć bez sensu.
— No nie gadaj, że Śpiewka ci odmówiła randewu…
Pierzasta Łapa poderwał się z legowiska i o mało, co nie zdzielił Aminka.
— CO!? TY IDIOTO! GOŃ SIĘ! IDŹ LATAJ ZA TĄ PASKUDĄ BAZIOWĄ ŁAPĄ, A NIE, TY PASKUDNA DUPO BORSUKA, GADASZ TAKIE PIERDOŁY!
— Ej, ej, spokojnie może, co? Pienisz się bez powodu — mówił nieco zdziwiony Aminek i się skrzywił. — Ale przynajmniej… — zaczął i uśmiechnął się łagodnie — … Dobrze widzieć, że jesteś w formie. Czekaj… słyszysz to?
— Co mam słyszeć? — mruknął rudy.
— Ten syn Króliczego Bobka wzywa wszystkie koty! Ciekawe, na kim zostanie tym razem egzekucja…
— … I oby nasz tata nie zabił tego cwaniaczka na miejscu… — dokończył Pierzasta Łapa i oboje się skrzywili. Widzieli jak tatuś wrócił przesiąknięty krwią i wzrokiem szaleńca do obozu po egzekucji. Pierzastą Łapę ten obraz będzie nawiedzał; zwłaszcza, że jest jego ewidentną kopią, gdyby nie rozmieszczenie bieli i inny kolor oczu. Czy gdyby nie otruł Strzępotka, tylko go… zabił… czy tak samo by wyglądał? Czy miałby taki sam wzrok jak jego tatuś, Kminkowy Szum? I co na to ten rudy wojownik? Czy on też… też zgłosiłby się na egzekutora, ale tym razem robiąc to na własnym pierworodnym synu?
— No dobra, chodź, Paskudku! Zobaczmy, kto będzie miał bęcki.
— Aha… już idę… — wymamrotał niewyraźnie szmaragdowooki i ruszył za kremowym uczniem.
Usiedli gdzieś z tyłu, ponieważ inni zajęli już miejsca z przodu. Pierzastej Łapie to pasowało; tym razem nie chciał być ani trochę widoczny. Najlepiej, gdyby zapadł się pod ziemię.
— Dzisiaj do obozu została przyniesiona zatruta zwierzyna — rozpoczął Zawodzące Echo, spoglądając z góry na Burzaków. — Niestety, jeden z naszych wojowników, Strzępotkowy Kokon, padł jej ofiarą. Nie udało się go uratować.
Zamilkł na moment.
— Chciałbym wierzyć — kontynuował — że to jedynie przypadek. Jednak nie mogę podejmować żadnego ryzyka. Gadożerowa Łapo — zwrócił się do ucznia. — Zawieszam twój trening na najbliższe księżyce. Twoim zadaniem będzie dbanie o porządek w obozie oraz pomoc medykom, abyś na własnej skórze mógł poczuć to, z czym przez twoją nieuwagę musieli się dzisiaj zmierzać.
Spojrzenie zastępcy przeleciało przez tłum, aż nie zatrzymało się na Pierzu.
— Pierzasta Łapo. Być może sam się domyślasz, ale moje zaufanie wobec ciebie zostało zachwiane; członkowie Klanu Burzy będą mieli na Ciebie oko. Masz kategoryczny zakaz oddalania się od mentora lub patrolu, do którego zostałeś przydzielony — miauknął, po czym zwrócił się do ogółu klanu. — Nikt z nas nie chce, aby taka sytuacja się powtórzyła. Proszę mentorów o pilnowanie swoich podopiecznych oraz sprawdzanie upolowanej przez nich zwierzyny.
Gdy parę kotów skinęła głowami, usatysfakcjonowany przymknął oczy.
— Dzisiejszego wieczoru odbędzie się czuwanie; Gadożerowa Łapa pomoże przygotować do niego ciało Strzępotkowego Kokonu.


< … Kreciku, coś ty narobiła…!?>

[Bieg długodystansowy]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz